Wpadł mi w oczy artykuł, który poinformował, że noworoczne postanowienia
szkodzą psychice kobiet. Jak wiecie, postanowień nie mam żadnych, więc
mogę być spokojna. Za to wśród wymienionych powtarzają się:
dieta/odchudzanie (osobiście mam dożywotnią dietę), rzucanie palenia/alkoholu, poprawienie ocen w szkole, zakochanie się (ale głupi żart),
bycie szczęśliwszym (jeszcze głupszy żart). Jak poinformował artykuł nieosiągnięcie
któregoś z celów powoduje załamanie, najprościej i najmniej boleśnie
ujmując. Och, ale czy nie lepiej robić postanowienia na bieżąco i
pojedynczo, a nie setkę na raz.