Uchylam lekko okno i czuję jak chłodne powietrze dociera do moich nozdrzy. Biorę głęboki wdech i myślę o tym, że zamorduję ich a potem siebie. Słucham piosenek o miłości w każdym języku i nie czuję nic. Chciałam porozmawiać z kimś o czymś, więc siedzę i czekam, aż zrobię się senna i mi przejdzie. Myślałam, że już nigdy nie wrócę do dawnej siebie, ale oto jestem, patrzę na swoją pogarszającą się cerę, na obolałą twarz, na wszystko, co nigdy się nie wydarzyło, choć musiało, abym była normalna. Spacerowałam dzisiaj z siostrą cioteczną przez szarą, smutną wieś, gdy mój brat uczył jej córkę matematyki. Pustka, nie licząc szczekających psów, które wybiegają zza otwartych bram, gdy te powinny być zamknięte. Obgadałyśmy wszystkich, których się dało, a na koniec wniosek był ten sam - dobrze, że mój świętej pamięci ojciec nie zrobił sobie dziecka na boku. Moim największym, albo jednym z wielu, koszmarem była kiedyś myśl, że wpadnę przypadkiem na syna jego nowej partnerki i się w nim zakocham. Na samą myśl przebiegają mnie ciarki. Jak dobrze, że to wszystko już przeszłość. Jak dobrze, że ludzie nie żyją wiecznie i wraz z ich odejściem odchodzi też ich życie. Boże, całe życie chciałam być kimś innym, lepszym, dla siebie i innych, a szarpię się z tyloma rzeczami, gdy otwierają się przede mną drzwi zwane ziemskim życiem i próbuję nikogo nie skrzywdzić, a chcę skrzywić każdego swoją obecnością i całym bałaganem, który noszę w głowie. Jeden udar to za mało, abym coś zrozumiała, cokolwiek, dlaczego nikt nie może mnie… i czemu nikt nigdy nie próbował… czemu to wszystko zawsze wydawało się przerażające, a nie piękne jak powinno być? Oszaleję, niech tylko wybije pięć okrągłych lat i to będzie koniec. Kiedyś musi nastąpić koniec.
28.02.2025
27.02.2025
1170.
Zakochałam się na chwilę w swoich wyobrażeniach. Marzy mi się biała suknia. Marzy mi się czarny welon. Było mi łatwiej zasnąć mając telefon, jakkolwiek głupio to brzmi. Tak, znowu zniszczyłam ekran. Pękł w trzech miejscach, nawet nie na pół. Na pół pękło moje życie, kiedyś, nie ma mnie tu i nie ma jeszcze tam. Momentami czuję, jakbym znów miała kilkanaście lat i dało się coś jeszcze uratować, a potem patrzę na zmęczone odbicie twarzy w lustrze i duchy krążące dookoła i wiem, że już nie. Pamiętam, jak miałam kilka lat i ojciec był na mnie zły, gdy będąc chorą nie potrafiłam połknąć małej tabletki ze strachu, że utknie mi w gardle i się uduszę. Może od tamtej pory nie lubię robić nic przy świadkach, nie lubię, gdy ktoś na mnie patrzy, nie lubię gdy…
23.02.2025
1169.
Wczoraj miałam w głowie cały ten wpis, a teraz, tradycyjnie, usiadłam do pisania i nie wiem, czuję, że mogłabym nie napisać nic, bo ostatecznie, jak zawsze, nie opuszcza mnie wrażenie, że moje słowa nic nie znaczą. Staram się nie myśleć o niczym ważnym czy trudnym, tak po prostu, a potem nastaje weekend i jesteś Ty, kimkolwiek jesteś, bo wiem, że każde z nas coś przed sobą ukrywa. Gryzę się ciągle w język, aby nie powiedzieć za dużo, aby nie namieszać nikomu w życiu, aby nikt nie musiał dźwigać moich ciężarów i mierzyć się z bałaganem w mojej głowie. Są takie myśli, których nie można zapisać nawet tutaj. Jest taka rzeczywistość, o której mówienie słowami wydaje się niewłaściwe. Napisałabym, że nie wiem kim jestem, ale dzisiaj wiem, dzisiaj jest bólem i zmęczeniem tkwiącym w powiekach. Miotam się z kąta w kąt, myśląc o tym, że może powinnam siedzieć w domu do końca bieżącego roku (a może i życia), dla dobra wszystkich. Te cięższe dni najchętniej bym przespała, ale co zrobiłabym w bezsenną ciemną noc? Staram się wytrwać do określonej godziny i myślę o zwykłym, prostym życiu, którego nigdy nie miałam i mieć nie będę, ale może przestanę płakać ze zmęczenia bólem i przez hałasujących sąsiadów. Tymczasem jest jak jest i może to jest po coś, a może chciałam wierzyć, że to po coś, ale chyba już nie wierzę. Za trochę ponad miesiąc siostra cioteczna będzie rodzić. Pamiętam, gdy w dożynkową ciepłą noc siedziałam z nią na stadionie leśnym i wtedy zdradziła mi z niepokojem, że nie wie, jak to się potoczy. Teraz patrzę na jej okrągły brzuch i tę radość, choć okupioną cierpieniem, bo ciało po przebytej chorobie nowotworowej i z uszkodzonymi nerwami, na które uciska dziecko, odmawia posłuszeństwa. Mimo to wiem, że warto. Warto jeszcze żyć; choć gdy mały się urodzi, ktoś w tej rodzinie będzie musiał umrzeć.
18.02.2025
1168.
Już trzeci raz spróbowałam zostać blondynką i można uznać, że jestem nią bardziej niż ostatnio i może chciałbym rozjaśnić włosy jeszcze mocniej, ale wystarczy tego malowania nim zostanę łysa. To nie tak, że brak włosów uważam za coś złego, tyle osób chorujących na raka traci je podczas chemii, ale moja wątpliwa uroda bez włosów całkowicie by wygasła. Mogę snuć rozmyślania o włosach, ale na koniec dnia liczy się tylko to, że chciałabym żyć bez bólu. Gdybym dane mi było takie życie od nowa, chciałabym dorosnąć. Może, bo nie wiem, czy to mi się opłaca. Z dorastaniem też wiąże się ból. Więc jeżdżę rowerem w te okropne tegoroczne mrozy - ani razu nie przeziębiłam się po takiej przejażdżce - i czekam na wiosnę, bo marzy mi się spacer w kwiecistej sukience; pot na skroniach i ciężki oddech od zmęczenia, łyk lodowatej wody z bąbelkami i ostatni taniec. Chciałabym umrzeć podczas zachodu słońca.
14.02.2025
1167.
Kiedyś zapisałam taki film, w którym mężczyzna opowiada jak podczas prowadzonej przez siebie konferencji spotkał dziewczynę, która tak jak on wychowywała się w domu dziecka i tak jak on straciła kontakt ze swoim rodzeństwem. Jak bardzo los potrafi skrzyżować czyjeś drogi, że ten mężczyzna okazał się być bratem tej oto dziewczyny? Mogliby szukać się całe życie, po całej Polsce, a nawet świecie, a wystarczył jeden zabieg okoliczności, aby się udało. Jak wielkie moje zdziwienie było, gdy dzisiaj, ten oto mężczyzna okazał się być mężem tej oto kobiety, której wykładów ostatnio słuchałam. Jak trudno było mi uwierzyć, że ktoś wychowany w rodzinie alkoholików, z domu dziecka, trafiający do więzienia w wieku 18-nastu lat i wychodzący wieku trzydziestu paru nadal potrafi ułożyć swoje życie tak, że spotyka miłość swojego życia i tworzy zdrowy, szczęśliwy związek mimo, że musi się uczyć wszystkiego od zera po trudnym dzieciństwie i wieloletnim życiu więziennym. Zastanawiam się, jak to możliwe, że rzeczy, które wydają się nie do przeskoczenia stają się realne. Zastanawiam się chwilę, a potem pukam się w czoło, bo w jakiś sposób to rozumiem, bo to cud, a Cudotwórca jest jeden. “Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” Niesamowite, że nie mam tu ani jednej osoby, która patrzyłaby na życie w ten sam sposób co ja, kierowała się tymi samymi wartościami, przekonaniami, miała ten sam światopogląd, ten sam cel. Nie chcę byle czego. Nie chcę rezygnować z czegoś, co dla mnie ważne. Nie mam obok siebie nikogo, więc może czas wyruszyć w długą i męczącą podróż, aby znaleźć tutaj namiastkę tego, czego szukam, czyli drogi do domu.
10.02.2025
1166.
1068, 1086, chyba zaczęłam płakać. Czasem i mi zdarza się sięgnąć w przeszłość, nie wiadomo po co; potem żal mi siebie, tamtej z przeszłości. Pewnie będzie mi żal tej obecnej mnie, gdy wrócę do dnia dzisiejszego.
4.02.2025
1165.
Mam poważny problem i ani jednej osoby na horyzoncie, z którą mogłabym o nim porozmawiać. Potrzebuję rady, rozwiązania, przemiany i zmiany. Wszystkiego. Potrzebuję stanąć twarzą w twarz z Bogiem, aby wytłumaczył mi to, czego nie rozumiem.
2.02.2025
1164.
Nie chcę brzmieć dramatycznie, ALE, zabij mnie, bo to życie nigdy nie było dla mnie. Jestem zmęczona tym życiem, w którym wszystko poszło nie tak i dla którego nie mam rozwiązania, bo mnie na to nie stać. Nie mogę dźwigać problemów innych, bo przygniatają mnie własne. W którym momencie moje życie zeszło na zły tor? W którym momencie stojąc na rozdrożu wybrałam złą drogę i szłam nią tak długo, że było już za późno, aby zawrócić? Jestem jak dziecko, które przeraża i odpycha świat dorosłych. Słucham tych wszystkich konferencji, wywiadów, rad mądrych (a może tylko "mądrych"?) ludzi i czuję się jeszcze bardziej zagubiona, bo nie wiem, jak sobie pomóc. Każda historia jest inna, a moja jest tak ciężka, że przygniotłaby każdego. Chciałabym mieć zwykłe, proste i spokojne życie, bez myślenia o tym, że zostałam w tyle za wszystkimi dorosłymi znajomymi i nie potrafię, a właściwie nawet nie chcę ich doganiać. Nie mam nikogo, kto zrozumiałby mojego dylematy. Nie ma takich pieniędzy, które naprawiłby błędy lat mojego dorastania. Nie ma takich możliwości, aby wyjąć mój mózg i włożyć inny, poprawnie działający. Chciałabym, aby ktoś zabrał mnie na tę jedyną randkę, na której nigdy nie byłam. A potem mogę wpaść pod samochód, bo nie mam siły na nic więcej.