Cudownie obudzić się z rana z bólem mięśni brzucha, wiedząc że to ból od tańca i śmiechu. Chciałabym opisać wszystko szczegółowo, ale nie mogę, bo przyjęli mnie z taką otwartością, że nie zdradzę sekretów wczorajszej nocy. Powiem za to, że znajdowaliśmy się w budynku umieszczonym pośrodku lasu, gdzie nie ma zasięgu (aby zadzwonić po brata,musiałam chodzić z telefonem wkoło budynku, aż w końcu na drodze za ogrodzeniem udało się dodzwonić z jedną kreską). Choć przez las prowadzi asfaltowa kilkukilometrowa (o ile nie kilkunastokilometrowa) droga, to nieupoważnionym wjazd samochodem jest zabroniony. Jest to zatem idealne miejsce na długie spacery czy przejażdżki rowerowe, a teraz, w zimie, jak bardzo chciałabym, żeby ktoś zabrał mnie na nocny spacer przez chłodny las, najlepiej przy księżycu, którego blask odbijał się od białego śniegu rozpraszając mrok. Wyobrażam sobie tę ciszę i chrupanie śniegu pod butami, i mróz, i odgłosy dzikich zwierząt. Straszyli nas wilkami, podobno skądś się tam pojawiły, och, i czy rozszarpałyby nas, gdybyśmy poszli tam razem? Krwistoczerwone ślady krwi na białym puszystym śniegu. Wiem, za dużo filmów z rozlewem krwi w tle. Sama nie wierzę w to, co zaraz napiszę, ale tak jak wczoraj nie bawiłam się od wieków. Dzień wcześniej nie miałam ochoty, a może było mi to obojętne, czy w końcu uda im się mnie zabrać ze sobą czy też nie. Skłaniałam się ku zostaniu w domu pewnie dlatego, że obawiałam się jednej rzeczy - głośnej muzyki i pogorszenia mojego pisku w uszach. Ciągle w pewien sposób podchodzę z obojętnością to tego, że muszę rezygnować z głośniejszej rozrywki, bo zawsze można posłuchać muzyki ciszej zamiast dudnienia wprawiającego w drżenie w ściany i wybrać się na akustyczny koncert w kameralnym miejscu zamiast do do hali wypełnionej po brzegi tłumem, gdzie zawieszona gdzieś przy wejściu kartka informuje, że organizator nie ponosi odpowiedzialności za ewentualną utratę słuchu. Może przykro będzie mi to napisać, ale tak fantastycznie jak wczorajszej nocy nie bawiłam się na weselu swoich przyjaciółek. Pewnie dlatego że nie musiałam męczyć się w swoim własnym towarzystwie i uciekać od towarzystwa osób obcych, które chcą ode mnie więcej niż jednego tańca. Nie oszukujmy się, tego lata byłam wyjątkowo beznadziejnie zasmucona. Wczoraj byliśmy jedną wielką rodziną. Mieliśmy tylko siebie, nasi życiowi partnerzy zostali poza lasem, więc musieliśmy bawić się ze sobą, a tak naprawdę chcieliśmy bawić się razem i to było najlepsze w tym wszystkim. Nie znam ich zbyt długo, ale przyjęli mnie jakbym należała do ich paczki znajomych od zawsze. Nie marudzili, kiedy nie mówiłem zbyt wiele, nie narzekali, że nie piję zbyt wiele. Tylko dwa piwa w ciągu sześciu godzin. Tak, to szaleństwo z mojej strony, choć i tak przez chwilę było mi niedobrze. Wygląda na to, że mój żołądek po przejściach w ogóle nie toleruje mieszania płynów z jedzeniem, chyba że to niewielka ilość wody. A może to rodzaj jedzenia? Było ognisko i kiełbaski, a przecież nie jem takich wynalazków, więc możliwe, że od tego mój żołądek trochę się zbuntował. Mam wrażenie, że tak dobrze nie bawiłam się przez ostatnie kilka lat. Nikt od kilku lat ze mną nie zatańczył, nie licząc wrześniowego wesela, ale nie, to nie było coś, co sprawiło mi radość, pewnie dlatego, że tak bardzo nie lubię obcych dłoni, których właściciel nie tylko zaprosiłby mnie do jednego tańca, ale chętnie przedłużył znajomość o kolejny dzień. Przykro mi, ale sprzedałam swoje serce na targu. Nie jestem wybitną tancerką, ale pozwalam prowadzić się mężczyźnie na parkiecie, co jest zarówno moim mocnym jak i słabym punktem. Czemu słabym? Kiedy mężczyzna odkryje, że może ze mną potańczyć, bo magicznie potrafię dostosować się do jego rytmu, potem zawsze wraca po taniec kolejny. Wczorajszej nocy wyrobiłam tygodniową normę treningową, jednak nie przeszkadzało mi to zupełnie. Nie czułam się skrępowana, wszyscy byli fantastyczni, chętnie dałabym się porwać na parkiet jeszcze raz. W mojej głowie nadal tańczę, w mojej głowie nadal jest ktoś, kto znowu mówi, że jestem dobrą tancerką, choć jeszcze nie wiem kto to jest. Niesamowite, wczoraj byłam szczęśliwa i znowu przez chwilę chciało mi się żyć, więc pomyślałabym, że mogłabym... ale nie, to przecież tylko moja wyobraźnia.
28.01.2017
26.01.2017
921.
Mam tyle do przekazania, ale nie potrafię tego zrobić, jestem jak bohater film Tarkowskiego “Zwierciadło” i dochodzę do wniosku “Słowa nie mogą wyrazić wszystkiego co czuje człowiek. Słowa są…. zwiotczałe.” Nie wiem kiedy ostatni raz piłam piwo, może to już dwa lata, skoro nawet nie pamiętam jakie to było piwo, z kim miałbym je pić i z jakiej okazji. Wczoraj wypiłam piwo, nawet jedno i pół, jeśli to ważne, z koleżankami, i jak okropnie chciało mi się spać i jak okropnie nie chciało mi się mówić. To naprawdę bez różnicy, z alkoholem czy bez, nadal nie potrafię przywrócić w sobie chęci… czyżby do życia? Sama nie wiem.
21.01.2017
920.
Byłam u okulisty, wzrok mam dobry, a te mroczki, te które rozpoczęły niekończące
się pielgrzymki do gabinetów lekarskich, ach, pewnie będę musiała się do nich
przyzwyczaić, tak jak do pisku w uszach. Minął rok, a nadal zasypiam spokojnie
(chyba że myślę o was). Udawanie, że pisk nie istniej wychodzi mi całkiem
dobrze. Skoro przyzwyczaiłam się towarzyszącego myślom dźwięku, przyzwyczaję się
do „latających muszek”. Połykam trochę witamin i mikroelementów dla wzmocnienia
wzroku, bo to nigdy nie zaszkodzi, i tyle. Po eradykacji bakterii morfologia
wyszła jeszcze lepsza. Badania zlecone przez lekarza rodzinnego wykazały, że nie
mam cukrzycy, od której mogą pojawiać się męty w oczach. Mam też zdrowe nerki i
tarczycę, i walić to wszystko, jestem zdrowa, czuję się dobrze, wyczerpałam osobisty
limit szukania przyczyny. Bardziej męczące i stresujące wydają się kolejne
wizyty lekarskie i badania, niż nagła utrata zdrowia. Mam wrażenie, że jestem
mistrzem w przyzwyczajaniu się do każdej sytuacji. Tak jak odsunę myśli od
swojego zdrowia, tak odsunę moje myśli od ciebie, by być zdrową. Jest jak jest i niech tak zostanie, nie chce
mi się, tak bardzo mi się już nie chce.... myśleć o tym wszystkim.
15.01.2017
919.
Wczoraj przed snem wpadłam na cudowny pomysł, na myślenie o
przeszłości. Znowu cofnęłam czas, znowu stałam przed tobą, a jednak widziałam
nas razem, z boku, jakbym była poza swoim ciałem. Próbowałam wyobrazić sobie
jak patrzyli na nas znajomi, moi i twoi, nie znani sobie tak jak my jeszcze
przed kilkoma sekundami. O czym myśleli, gdy na nas patrzyli, jaką przyszłość nam
wróżyli, a jaka nigdy nie miała miejsca? Chciałabym zobaczyć ich twarze, ale
widziałam tylko twoją. Moje wspomnienia są z pewnością odmienne od twoich. Przeraża
mnie, że ten sam moment dla wielu osób może wyglądać zupełnie inaczej, a upływający
czas może zabrać cały sens i urok czemuś, co zapowiadało się pięknie. Zawsze
będę jednocześnie obrzydliwie smutna i przerażająco szczęśliwa, że na mojej
drodze stanęli wszyscy ci, którzy w pewnym momencie musieli z tej drogi zejść.
Zawsze będę wracać do dobrych chwil i zawsze moje serce będzie pękać, że nie miałam
odwagi, by zrobić krok do przodu. Czasem mam wrażenie, że tęsknię za czymś, co
nigdy nie istniało.
Powinnam wziąć się za szukanie nowej pracy, bo za chwilę obecna
dobiegnie końca i za co kupię leki, jeśli znowu zaczną mnie nimi karmić.
Ale nie, lepiej miotać się między tym czego chcę, a czego mieć nie będę, bo
to jak życzenie stania się kimś innym, mimo że przesądzone zostało to kim
jestem i kim mam pozostać.
12.01.2017
918.
Chciałabym, aby to układało się inaczej i wraz z tą myślą dociera do mnie, że nagle czegoś chcę i muszę jak najszybciej o tym zapomnieć. Sprzątałam w niedzielę na kolanach i aż strach pomyśleć, że nie wzięłam się za coś gorszego, na przykład za pieczenie ciasta. Zależało mi, niesamowite, że odkrywam w sobie to okropne uczucie, więc powinnam czuć się jeszcze gorzej skoro nie wyszło, ale nie, zawsze tak łatwo godzę się z każdym “nic z tego, zapomnij”.
Zasypianie przy 16 stopniach z chłodnym powietrzem w płucach, z zimnymi stopami, dłońmi i myślami. Mycie się wodą podgrzewaną w garnkach z braku ciepłej w rurach. Nielegalne wynoszenie brudnego prania do cudzych pralek. Adoptowanie wszystkich podrzucanych kotów, aby nie zamarzły i aby potem usłyszeć, że to złe. Ciągłe problemy ze zdrowiem, i z pracą, i z długami, i te bezsensowne kłótnie, których muszę słuchać, a których nie chcę słyszeć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)