27.06.2024

1142.

Mija już pół tego roku. Jest tyle rzeczy, o których chciałam napisać, ale dni mijają w nieustannym bólu, oczywiście mięśni twarzy, który zabiera mi wszystko. Czasem leżę w łóżku nocą i rozmyślam o tym, jak po udarze rozjechało się wszystko i już nigdy tego nie złożę. Tymczasem czerwiec przyniósł mi wygraną w piłce nożnej. Oczywiście nie na boisku, ale w hazardzie. Brat spontanicznie zaproponował obstawianie meczu Polska-Austria i równie spontanicznie, prasując ubrania, rzekłam 3-1 dla Austrii. Dziesięć złotych po dziewięćdziesięciu minutach i doliczonym czasie stało się stu sześćdziesięcioma. Moja biedna osoba przez chwilę poczuła się bogata i szczęśliwa. A potem wrócił ból.

18.06.2024

1141.

Nigdy nie zrozumiem, czemu to wszystko przydarzyło się naszej rodzinie. Czemu to byliśmy my i czemu w taki sposób targał nami los. Ile było w tym naszej winy, a ile planu Bożego? Wiem, że nie muszę tego rozumieć, ale gdybym wiedziała po co to wszystko, byłoby odrobinę łatwiej. Tymczasem pozostają bezsensowne łzy. 

4.06.2024

1140.

Wczoraj stało się coś dziwnego, coś trwało chwilę, coś miało sens, pomyślałam, że napiszę do Ciebie (kimkolwiek teraz jesteś), abyś dał znać, jeśli zechcesz uciec z tej całej firmowej imprezy. Wyobraziłam sobie życie, którego nie mam i nigdy mieć nie będę. Życie, które obserwuję jak za szklanej szyby. Za każdym razem, gdy wyciągam rękę w jego stronę napotykam na ścianę. Zapominam, że choć coś jest w moim zasięgu, na zawsze będę od tego oddzielona tą właśnie szybą. Potem śnił mi się jakiś koszmar, a z rana obudził znany ból i codzienna, niekończąca się męczarnia ku chwale prostych zębów i prawidłowego w przyszłości zgryzu.