Niesamowite, kiedyś umawialiśmy się na spotkanie rok, teraz udało nam się zrobić to w kilka dni. Jestem z nas dumna, robimy postępy. Tylko nie do końca ja. Jeśli mam reagować w ten sposób za każdym razem gdy się widzimy, jeszcze kilka spotkań i zejdę z tego świata, więc proszę, widujmy się częściej, tak bardzo chcę umrzeć. To że nazwałeś mnie pokrewną duszą… nie wiem… mam wrażenie, że to najlepsze słowa jakie mogłam usłyszeć…. od Ciebie… i w tym momencie życie mogłoby się zakończyć, bo wszystko co nastanie później nie będzie mogło równać się tej jednej chwili, w której czytałam Twoją wiadomość. Byliśmy razem na kawie i w kinie i nawet nie wiesz jak bardzo ucieszyłam się, gdy wybrany przeze mnie film zrobił na Tobie wrażenie. Mam mnóstwo takich filmów, już obejrzanych, z dawnych lat, więc nie zobaczysz ich na kinowym ekranie, ale kiedyś obejrzysz je w domowym zaciszu z myślą, że przy wszystkich płakałam. Emocje trzymały mnie na kilka dni przed, byłam tak nierozsądnie szczęśliwa i delikatnie zestresowana, że później, gdy nasz czas dobiegł końca i pożegnaliśmy się nocą, weszłam do klatki bloku, w którym mieszkam i rozpłakałam się żałując, że nie urodziłam się kimś innym.
25.11.2016
22.11.2016
909.
Myślę, że nasza znajomość to jedna z najpiękniejszych rzeczy, która
przytrafiła mi się w życiu. To takie zawstydzające pisać o tym wprost.
Patrzę wstecz i jest coś smutnego w tym, że przez mój dystans
(wynikający z mnóstwa dziwnych obaw, pewnie w większości
wyimaginowanych), przepisaliśmy ze sobą pół życia, a przecież mogliśmy
inaczej spędzić ten czas. Mogliśmy siedzieć przed sobą zamiast przed
komputerem. Minione lata mogły być naszym najlepszym czasem w życiu, a
teraz, gdy jesteśmy dorośli i mamy więcej możliwości, moglibyśmy
odzyskać utracone dni, ale ogranicza nas mój zepsuty słuch i nie mogę
uwierzyć, że już nigdy nie pojedziemy razem na koncert, ani nie stracimy
głosu bawiąc się na najgłośniejszej imprezie świata. Nic się nie
zmieniło. Problem zawsze leży po mojej stronie. Ale widzimy się jutro,
bo możemy spotkać się w innych okolicznościach, więc jutro nie będę mieć
problemu, żadnego, jutro będę najbardziej bezproblemową dziewczyną na świecie. Ktoś chce postawić zakład czy mi się uda?
19.11.2016
908.
Jesteś jak film, którego nie jestem w stanie obejrzeć do
końca, bo wiem, że będzie mi okropnie szkoda, gdy zobaczę napisy. Tym bardziej,
że wiem, wiem, że kiedyś będę musiała przerwać ten seans. Bo jesteś moim
ulubionym zakazanym filmem. Nigdy nie zrozumiem dlaczego tak jest.
12.11.2016
907.
Nikt nie spytał czy
przeżyłam, nikogo to nie obchodziło, więc czemu opowiem wszystkim o badaniu,
które we wspomnieniu nadal wydaje się nie do przejścia. Pamiętam jak zareagowałam
na konieczność wykonania. Wróciłam do domu i płakałam, mówiąc, że nie dam sobie
wcisnąć żadnej grubej rury przez gardło aż do żołądka. Przeszło mi, wtedy gdy inne
sprawy zawładnęły moimi myślami, więc już na drugi dzień od przykrych wieści.
Udawałam, że to wcale nie jest moja przyszłość. Ostatecznie przyjęłam wszystko
na klatę, jak na prawdziwego faceta przystało. Nadal nie wierzę, że tak dobrze i
spokojnie przeszłam badanie. Moja obojętność powala mnie na kolana. Wsuwają mi
rurkę do gardła, a ja leżę jak nieżywa, bo nie wierzę, że ten rok to wycieczki
po kabinetach lekarskich. Za trzy tygodnie wyniki. Za trzy tygodnie badanie
numer dwa. Nagle życie wydaje się takie zabawne. Spaceruję korytarzami poradni
i szpitali, wszyscy zwracają na mnie uwagę, bo jestem młodą twarzą wyróżniającą
się na tle strasznych ludzi.
Życie jest takie
zabawne, kiedy mówią, że jestem ładna. Przerasta mnie to. Ludzie, opanujcie się. Przecież daleko mi do Miss Świata. Czy męczyły was
kiedyś komplementy? Boję się, że zza rogu wyłoni się ktoś, kto znowu fatalnie
się zauroczy. Próbuję przywołać w mojej wyobraźni obraz nas i nie wiedzę nas
wcale, i jest mi tak przykro, że nie czuję nic, a ty czujesz tak wiele. To
napisała kiedyś Sarah Kane. „Czasem obracam się i czuję w powietrzu twój
zapach i nie mogę wyrazić […] tęsknoty za tobą. I nie mogę uwierzyć, że ja czuję
tyle, a ty nie czujesz nic. Naprawdę nie czujesz nić?” Nic. Tak mi przykro.
8.11.2016
906.
Martwię się. Martwię się o ciebie i siebie i tysiące rzeczy, o które nie powinnam się martwić. Martwię się, że podejrzenie o ukryte kłamstwo zacznie niszczyć naszą i tak skomplikowaną relację, ale zachowujesz się niepokojąco dziwnie. Martwię się, że jednak wszystko jest prawdą i tylko prawdą i chyba to jeszcze gorsze, bo sypiesz się razem z kolejnymi ciosami, które wymierza w ciebie życie. Martwię się o A., o jej zdrowie, o to, że że ciągle coś mi umyka, że skrawki informacji tak naprawdę sprawiają, że ostatecznie nie wiem nic, a tak bardzo nie lubię ciągnąć ludzi za język, jeśli zamykają przede mną swoje drzwi. Martwię się o P., która podróżuje sama po Nowej Zelandii, łapiąc piękne jak i przykre wspomnienia, bo przecież po drodze każdy może ją skrzywdzić. Martwię się o E., która dzisiaj stresuje się wyjątkowo mocno, jakby z tego stresu na końcu miały pozostać tylko przykry wieczór i morze łez. Martwię się o Ł., który co roku poddaje się jesiennej chandrze, choć wiem, że to nie tylko pora roku tak przygniata. Martwię się o tych, od których nie mam już wieści. Na pewno mają swoje zmartwienia, które pozostają milczeniem. Na końcu martwię się o siebie. Nie martwię się o nie najlepsze zdrowie i wyniki badań. Martwię się, że nie dam rady przejść gastroskopii i kolonoskopii i nie zostanę nawet swoim własnym bohaterem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)