Piszę, choć miałam robić coś innego, coś pożytecznego, ale muszę, bo się uduszę. Już trzecia osoba powiedziała mi, że za szybko odstawiłam leki od psychiatry, jakby wszyscy znali historię mojego życia i samopoczucie tamtego dnia, gdy się na to zdecydowałam. Znowu miałam dzień krytyczny' łapie mnie taki co miesiąc, taki, gdzie bólu nie uśmierzają leki bez recepty, taki, gdzie chciałabym, aby mnie dobito. Bycie kobietą to najgorsze co mnie spotkało, a nawet nie o ból miesiączkowy chodzi, bo takiego nie doświadczam, doświadczam rzeczy gorszych. Zegar przesuwa się do przodu, już końcówka marca, a jednak czas wlecze się okropnie i nic się nie zmienia. Myślę sobie, zostało tylko pięć miesięcy (jeśli zęby przesuną się prawidłowo), to naprawdę mało, to nic w porównaniu z pięcioma minionymi latami w bólu, a jednak to o te pięć miesięcy za dużo. Znalazłam tę cholerną przychodnię, a potem okazało się, że jej nie znalazłam. Nie wiem, czemu przy drzwiach stał ksiądz i zasłaniał mi napis na drzwiach, a może go nie zasłaniał, może po prostu nie chciałam patrzeć w tamtą stronę. Usiadłam na krześle z dala od tłumu, bo było mi gorąco od wchodzenia na trzecie piętro. Nie wiedziałam po co tu jestem i czemu muszę się tak męczyć. Rozwiązanie tej zagadki było właśnie na korytarzu przy tłumie ludzi, tego jeszcze nie wiedziałam, więc wyszłam, bo nie było nikogo z personelu, abym mogła zapytać. Wróciłam do domu zła, że nie mam pieniędzy, aby móc wybierać. Nie chciałam tam wracać na drugi dzień, ale wróciłam o innej godzinie. Na korytarzu pustka. Uczyniłam znak krzyża i weszłam do rejestracji, która wyłoniła się przede mną magicznie. Nie wiem, czy jestem zadowolona. Ludzie znają tylko strzępki mojej historii, czasem boję się, że gdyby poznali prawdę, chcieliby mnie wysłać na przymusowego układanie siebie i życia od nowa. A przecież chciałabym tylko żyć bez bólu zwalającego z nóg. Odrobić długi w pocie czoła i zniknąć, jak wszyscy przechodnie z tej Ziemi. Nie wierzę w to, że mogę być kim innym, jeśli całe życie jestem tylko sobą - zlepkiem historii obcych, przytłoczeniem cudzych spraw, błędów i problemów. Mnie tu już nie ma. Na wizytę muszę czekać ponad miesiąc. Nie jestem przypadkiem pilnym, wiadomo.
17.03.2026
13.03.2026
1817.
Chyba wczoraj umarłam z bólu. Wisiała nade mną wizja szpitala albo śmierci i nie wiem, jak przetrwałam wczorajszy dzień. Ból zmienia bezpowrotnie, jeśli po bólu nastaje ból. Znowu zaczęłam przeglądać listy lekarzy, którzy mogliby mi pomóc, ale wszystko jest poza moimi możliwościami. Osoby biedne nigdy nie otrzymują pomocy od razu. Wszystko to szarpanie się ze służbą zdrowia i loteria - albo trafisz na dobrego lekarza albo odejdziesz z niczym po roku czekania na wizytę. Boże, dokąd mam iść, bo na razie idę tylko do piekła.
8.03.2026
1816. szkło
Pojechałam rowerem, nie swoim bo mój stoi bezużyteczny, od tygodnia nie znalazł się nikt, kto wymieniłby mi przebitą oponę, aż zastanawiam się, czemu nie nauczyłam się tego sama i znam odpowiedź - wujek ma narzędzia, które nam pożycza, ale zamknięte są w garażu, a wujka czasem trudno złapać. Wracając, pojechałam rowerem zamieść to cholerne szkło, a szło mi bardzo ciężko z tą małą zmiotką. Męczyłam się tak, gdy mijali mnie samochodami zdezorientowani kierowcy, aż wyszedł do mnie mężczyzna z głupim pytaniem, czemu zamiata to na jego posesję. Odpowiedziałam, że chodnik jest publiczny. Poza tym, nawet nie zamiatałam na chodnik, a na pobocze szosy, na chodnik się nie dało, bo był za wysoki. Przy chodniku był rów, wjazd na posesję, brama i dopiero dom. Nie potrafię bronić się w takich sytuacjach i jestem zła na siebie. Po co obcy ludzie się do mnie odzywają, gdy po prostu sobie oddycham i zajmuję się swoimi sprawami nikomu nie szkodząc. Od miesięcy to szkło tam leży i jakoś panu nie przeszkadzało mieć je przed swoją posesją, a teraz przeszkadza mu ktoś, kto przyjechał tu specjalnie w niedzielne popołudnie (aby uniknąć sznurków samochodów na tygodniu), pięć kilometrów od własnego domu i robi z siebie idiotę, bo nie chce zatrzymywać się za każdym razem, aby minąć to miejsce prowadząc rower chodnikiem. (Nie, nie będę wjeżdżać na ruchliwą ulicę za każdym razem, gdy mam idealnie wyznaczoną ścieżkę rowerową.) Patrzył się tak na mnie starszy pan z do połowy pełną butelką coca-coli i widocznie mu przeszkadzał. Dał mi dobrą radę, o którą nie prosiłam, abym zmiotła szkło na szufelkę i wyrzuciła do rowu. Odparłam, że nie mam na to czasu, że się ściemnia i nie będę tu stać do rana (tak, to szkło po butelce wódki było dosłownie rozbryzgane na dużym obszarze), że to nawet nie moje szkło, od tego są służby, ale nie będę też co tydzień wymieniać opony. Żałuję, że nie powiedziałam mu, aby dał mi po prostu spokój, a jeszcze bardziej żałuję, że w ogóle się odezwałam. Mogłam udać głuchoniemą. Czemu obchodziła go tam moja obecność. Nie byłam nawet blisko jego domu. Gdyby ktoś srał na środku drogi, nawet nie zwróciłabym na to uwagi. Co mnie obchodzą inni ludzie. Za dawanie dobrych rad można dostać w zęby od nie jednej osoby i jaka szkoda, że nie mogłam wymierzyć ciosu, ale wszyscy wiemy, że byłam na przegranej pozycji. Jeśli o zęby chodzi, ten obcy mężczyzna tak mnie zdenerwował, że z pewnością odczuję to po dzisiejszej nocy, właśnie na swoich zębach i stawie skroniowo-żuchwowym. I to chyba przygnębiło mnie najbardziej, Ci wszyscy ludzie nie mają pojęcia jak to jest przegrywać z samą sobą codziennie. Kładziesz się spać i nie masz kontroli i przegrywasz co noc, by żyć w nieustannym fizycznym bólu. Dla mnie to sprawa już dawno przegrana. Nigdy nie wrócę do normalnego życia nie mając nic więcej poza bólem. Już nawet nie pamiętam jak to jest być zdrowym. Każdy dzień jest czekaniem na wybawiający koniec. Niech to już się skończy. Im szybciej tym lepiej, dla wszystkich.
3.03.2026
1815.
Sezon rowerowy rozpoczęty. Pierwszy długo wyjazd i opona przebita. Zamiast patrzeć przed siebie, jadę z głową spuszczoną patrząc na drogę i omijam te szklane przeszkody, ale jak widać (dosłownie!) nie da się przewidzieć wszystkiego. Dziękuję alkoholikom za niecelne rzucanie butelek w rowy. Również firmom wywożącym śmieci dziękuję, bo jakimś trafem po zbiórce szkła to szło tam zostaje. Podziękowania powinny też otrzymać służby odśnieżające, które zawsze odgarniają śnieg na ścieżki rowerowe, a nie z nich i to szkło jak leżało od jesieni, tak po zimie nadal tam jest. Widziałam o tym dobrze, a mimo to od razu pech. Człowiek się stara, a wychodzi jak zwykle, bo ktoś lubi tłuc szkło na jezdni.