28.01.2025

1163.

Brat ma kilka dni wolnego, wyszło słońce, zabrał mnie nad jezioro. Od razu poprawił mi się nastrój, a potem zrobiło szkoda, że nie mieszkam nad wodą, aby codziennie patrzeć na fale, które mają właściwości uspokajające. Wypiłam pepsi trzy godziny przed snem i nie jestem senna. Nie cierpię, więc nie pamiętam, że jutro prawdopodobnie obudzę się z mniejszymi lub większymi dolegliwościami bólowymi. Brakuje mi słów, brakuje mi wszystkiego, brakuje mi tamtej siebie, gdy jeszcze coś miało sens. Nieustannie próbuję zrozumieć po co życie wplotło ciebie w moją pustkę. Nie chcę cię zranić, bo moje nieuporządkowane życie nie jest dla ciebie, a wiem, że w tym życiu każdego coś boli i może rozumiem twoje bolączki, a może tylko tak mi się wydaje. Nie wiem, co robić. Milion razy chcę wyciągnąć cię na spacer, a potem myślę sobie nigdy więcej żadnych spacerów z nikim. Boże, zawsze ze skrajności w skrajność. Dzisiaj nic mnie nie boli, więc mogę pomyśleć o życiu, o spacerach, ale gdy nadejdzie jutro, gdy nadejdzie ból (a może jednak nie?), nie będzie liczyło się nic poza chęcią, aby czas płynął szybciej, aby przeminęło wszystko, aby to już się skończyło. Mogę nie spotykać ludzi do końca swych dni. Mogę mieszkać na tym końcu świata, do którego (och jak czasem mi to na rękę) nie dojeżdża nic. Mogę zostać nigdy nie odnaleziona, tylko proszę, niech ten fizyczny ból kiedyś dobiegnie końca.

26.01.2025

1162.

 Chciałam pisać tu częściej, ale dni przelatują mi przez palce, gdy codziennie męczę się z tym samym - bólem - i czasem rodzi się we mnie obawa, że to nie minie i nigdy nie wrócę do tego wszystkiego, co musiałam odsunąć, aby przetrwać. Brzmi to bardzo żałośnie, gdy pomyślę sobie, że leczenie ortodontyczne rujnuje mi życie w każdym jego aspekcie, ale tak właśnie jest. Gdy mam lepszy dzień i ból nie zwala mnie z nóg , myślę o tym, że wyszłabym gdzieś, z kimś, że chciałabym zrobić coś zwykłego, prostego i nie wymagającego dużego nakładu energii czy pieniędzy. Chciałabym posiedzieć z kimś w parku choć teraz jest na to za zimno - więc chciałabym przejść się na długi spacer z kimś i porozmawiać o życiu póki jeszcze trwa. Nigdy nie trzymałam nikogo za rękę idąc, poza koleżankami w podstawówce, więc może ciągnęłabym kogoś za sobą trzymając za rękę, aby było mi raźniej. Nie mam nikogo, kogo chciałabym złapać z rękę, moje myśli są puste, nawet ulubiony aktor nie ucieszyłby mnie swoją obecnością. Chciałabym iść trzymając za rękę swojego Anioła Stróża, ale jeśli istnieje taka istota krążąca wokół mnie, nie zobaczę ani nie dotknę jej w tym życiu. Wybrałam się więc przejażdżkę rowerowe sama, czując powiew wiosny. Całe dwie godziny poza domem. Nie wydarzyło się nic. Siedziała na ławce na parkingu leśnym myśląc o tym, że chciałabym być kimś innym, albo chciałabym już nie być. Zajechałam do sklepu i kupiłam świece zapachowe (tylko dlatego, że były na promocji, inaczej kupiłabym jedną) i teraz wdycham zapach hibiskusa z pomarańczą, jakby to miało mnie zrelaksować. Nigdy nie zapalałam świec, teraz wieczory spędzamy przy lampce nocnej imitującej zachód słońca i słodkim aromacie. Ktoś kiedyś nauczył mnie patrzenia na wschody i zachody słońca, jakby to było coś wyjątkowego i wartego uwagi i uwierzyłam w to tak bardzo, że lubię patrzeć na zmieniające się niebo i ludzi, którzy specjalnie zatrzymują się tylko po to, aby zrobić zdjęcie chmurom.

11.01.2025

1161.

Umniejszasz moje problemy przez usprawiedliwianie zachowania innych, bo im wolno, we własnym domu im wszystko wolno, ale mi we własnych czterech ścianach nie można mieć chociaż świętego spokoju. To jedyna rzecz, którą mogłabym mieć, za darmo, ale na tym świecie trzeba płacić za wszystko, nawet za oddech. Starałam się jak mogłam, próbowałam, szukałam odpowiedzi, ale niezależnie jak wiele mądrych książek przeczytam i jak wielu mądrych ludzi wysłucham nikt nie ma dla mnie rozwiązania. Czuję się obco od lat nawet we własnym domu, oddzielona grubą ścianą niezrozumienia. Jednym rozwiązaniem wszystkiego jest zawsze wyeliminowanie źródła problemów. Nie ma mnie, nie ma żadnego problemu. Nie pchałam się na ten świat i to nie ja zrobiłam i urodziłam dzieci, które musiały wychować się same i zrobiły to oczywiście źle. Cztery lata starań na nic. Czternaście lat starań na nic. A może i dwadzieścia cztery. Jest jedenasty dzień stycznia, wygląda na to, że zaczynam pisać więcej, może to dobrze, może po tych czterech latach w końcu coś się odblokowało w moim mózgu. Może mi ulży. A może to czas spisać wszystko raz na zawsze od początku i zniknąć? Kolejna osoba w mojej rodzinie zachorowała na raka. Co tydzień w tej wielkiej rodzinie ktoś umiera, tylko nie ja.

10.01.2025

1160.

Usiadłam znowu nad tymi nieszczęsnymi mailami, aby zająć myśli czymś innym niż zazwyczaj. A może usiadłam nad nimi, bo mi się nudzi? A może coś nie daje mi spokoju? Może zrozumiałam nagle, że naprawdę jestem dzieckiem uwięzionym w ciele kobiety i nie ma już na to żadnego rozwiązania? Może znowu nie daje mi to spokoju? Nienawidzę całego dorosłego świata i uciekam od niego jak najdalej. Myślę, że nikt mnie już nie dogoni. Naprawdę Cię lubię, tak zwyczajnie, po ludzku, przyzwyczaiłam się do Twojej obecności. Zaraz minie rok, od kiedy wygrzebałeś mojego maila i dzisiaj nie wiem, czy to powód do świętowania. Czytam swoje zdanie sprzed ponad 10 lat: “Myślę, że gdybym zaproponowała spotkanie ze mną, ono nie zmieniłoby nic w Twoim życiu. Nie mogę być na stałe w Twojej rzeczywistości, a Ty potrzebujesz kogoś na stałe. Mam rację?” Dzisiaj mogłabym napisać je od nowa, bo nie zmieniłam się wcale. Teraz poza życiem boli mnie też ciało. Dzisiaj nie jest najgorzej, więc mogę tu snuć swoje rozmyślania, a jednak od świąt, już zeszłorocznych, Bożego Narodzenia coś we mnie pękło i męczę się okropnie. Jak to się stało, że ominęła mnie dorosłość? Jak to się stało, że nie potrafię dorosnąć mentalnie? Jak to się stało, że nie jestem kobietą? Jak to się stało, że myśl o dorosłym życiu budzi we mnie strach, ale też obrzydzenie? Biorę głęboki wdech i wydech, jak zawsze, od lat nie mam żadnego innego rozwiązania. Powietrze jeszcze nic nie kosztuje na tym świecie, gdzie wszystko jest na sprzedaż. Szkoda, że dzieli nas cały światopogląd, czyli podstawy istnienia, może wtedy uwierzyłabym, że to wszystko jest po coś. Tymczasem wiem, że ktoś na końcu tej drogi będzie cierpiał. Na razie cierpię ja, na wszystkie możliwe sposoby.

6.01.2025

1159.

Słyszę “co jakiś czas zmieniają nam się kubki smakowe i preferencje”. Wszystko jest zmienne, całe życie, tymczasem ja jestem tu, tkwię jak kołek wbity w jedno miejsce, ciągle ta sama. Mama smaży w kuchni kolety, lada chwila wybije godzina dwudziesta. Brat wrócił z pracy i lekko mówiąc jest zdenerwowany, bo sąsiadki muszą złożyć mu życzenia imieninowe przez telefon. Mógłby być tym królem, nie byłoby żadnych telefonów tylko orszak z darami. Gdybym ja była którem, mój zamek byłoby oddzielony głęboką wodą od świata. Cały dzień ciszy i błogiego spokoju, szum drzew i pluskanie wody. Chyba mam poważny problem, który zwie się życiem. Słuchałam wywiadu z lekarzem i zdecydowanie powinni wymienić mi mózg. Jestem jak zagubione dziecko, które nic nie rozumie ze świata dorosłych. Męczyła mnie ta myśl cały boży dzień. Dopóki nie dotarło do mnie to, co zawsze. Pewne rzeczy trzeba zostawić w spokoju; pogodzić się z tym, że nie wszystko da się już naprawić. I mieć nadzieję, że fizyczny ból kiedyś się skończy, a dobrze wiemy, że wszystko kiedyś dobiega końca. 


1.01.2025

1158.

Nowy rok, wielkie plany pisania tutaj częściej o wszystkim co leży na wątrobie. Niestety, nowy rok, stara ja. Boli mnie wszystko, nie mam siły. Może uda się innym razem. Może za rok będzie lepszy rok.