24.08.2014

824. Herbata.

Moja mama dostała od koleżanki z pracy opakowanie zielonej herbaty o smaku wanilii. Kiedy poczułam aromat świeżo zaparzonego napoju i upiłam jego łyk, przeniosłam się na rynek jednego z polskich miast. Czy zamówiona wtedy herbata miała właśnie waniliowy smak? Wydaje mi się, że w tym przypadku pamięć mnie nie zawodzi, a jednak nie chcę potwierdzenia mojego wspomnienia. Nie chcę, bo to nie była moja szklanka.

[dopisek: 4.09.2014]
O mamo! Ta herbata była jaśminowa, prawda?! Olśnienie podczas porannego programu w telewizji. Jaśminowa zielona herbata. To cholernie smutne, a jednocześnie pocieszające, to nie była wanilia.

824.

Moja mama dostała od koleżanki z pracy opakowanie zielonej herbaty o smaku wanilii. Kiedy poczułam aromat świeżo zaparzonego napoju i upiłam jego łyk, przeniosłam się na rynek jednego z polskich miast. Czy zamówiona wtedy herbata miała właśnie waniliowy smak? Wydaje mi się, że w tym przypadku pamięć mnie nie zawodzi, a jednak nie chcę potwierdzenia mojego wspomnienia. Nie chcę, bo to nie była moja szklanka.

[dopisek: 4.09.2014]
O mamo! Ta herbata była jaśminowa, prawda?! Olśnienie podczas porannego programu w telewizji. Jaśminowa zielona herbata. To cholernie smutne, a jednocześnie pocieszające, to nie była wanilia.

23.08.2014

823.

Moje myśli wypełnia wyłącznie oczekiwanie. Nieustannie na coś czekam, lecz przede wszystkim czekam na koncert, a jest to czekanie inne niż wszystkie, bo nie czekam ze znaną dotąd myślą „niech wreszcie nastanie ten cholerny dzień i będzie po wszystkim”. Czekam na koncert, być może pierwszy i ostatni, jaki będzie mi dane przeżyć. Z przejęciem kupowałam bilety. Przez kilka dni od tego momentu czułam się jak szczęśliwie zakochana kobieta, której pozostało odliczanie dni do spotkania z ukochanym, a przecież powiedziałam sobie dawno temu „nigdy więcej tych żałosnych motylków”. Trzy tygodnie to nadal dużo czasu, a jednak wiem, że dni minął szybciej niż przewiduję. Właśnie dociera do mnie, że wyczekują dnia, który oprócz dobrej zabawy, przyniesie przygnębienie, co sprawia, że myślami jestem już gdzieś tam, kilka dni po wydarzeniu, i znowu nie mam nic, nic na co warto czekać. Otrzymanie jednego dnia, który do tej pory istniał tylko w sferze „to nigdy się nie wydarzy, nigdy, nigdy, nigdy”, wywołuje we mnie sprzeczne emocje. Nieziemska radość, niedowierzanie i wdzięczność mieszają się z zasmucającym przekonaniem, że zbyt wielką wagę przypisuję temu jednemu dniu, który do mojego życia doda jedynie kolejne słodko gorzkie wspomnienie. Poczucie winy wraca, bo mam wrażenie, że powinnam ruszyć do przodu z całym życiem, które utknęło w martwym punkcie, a tymczasem wszystkie dni podporządkowuję tej jednej dobie. Mimo to oglądam zdjęcia oraz nagrania z sierpniowych występów i nie mogę pozbyć się zapierającej dech w piersiach myśli, że już niedługo ujrzę to wszystko na własne oczy. Tak oto jednocześnie zalega we mnie radość i smutek.

823. Moje myśli wypełnia wyłącznie oczekiwanie.

Moje myśli wypełnia wyłącznie oczekiwanie. Nieustannie na coś czekam, lecz przede wszystkim czekam na koncert, a jest to czekanie inne niż wszystkie, bo nie czekam ze znaną dotąd myślą „niech wreszcie nastanie ten cholerny dzień i będzie po wszystkim”. Czekam na koncert, być może pierwszy i ostatni, jaki będzie mi dane przeżyć. Z przejęciem kupowałam bilety. Przez kilka dni od tego momentu czułam się jak szczęśliwie zakochana kobieta, której pozostało odliczanie dni do spotkania z ukochanym, a przecież powiedziałam sobie dawno temu „nigdy więcej tych żałosnych motylków”. Trzy tygodnie to nadal dużo czasu, a jednak wiem, że dni minął szybciej niż przewiduję. Właśnie dociera do mnie, że wyczekują dnia, który oprócz dobrej zabawy, przyniesie przygnębienie, co sprawia, że myślami jestem już gdzieś tam, kilka dni po wydarzeniu, i znowu nie mam nic, nic na co warto czekać. Otrzymanie jednego dnia, który do tej pory istniał tylko w sferze „to nigdy się nie wydarzy, nigdy, nigdy, nigdy”, wywołuje we mnie sprzeczne emocje. Nieziemska radość, niedowierzanie i wdzięczność mieszają się z zasmucającym przekonaniem, że zbyt wielką wagę przypisuję temu jednemu dniu, który do mojego życia doda jedynie kolejne słodko gorzkie wspomnienie. Poczucie winy wraca, bo mam wrażenie, że powinnam ruszyć do przodu z całym życiem, które utknęło w martwym punkcie, a tymczasem wszystkie dni podporządkowuję tej jednej dobie. Mimo to oglądam zdjęcia oraz nagrania z sierpniowych występów i nie mogę pozbyć się zapierającej dech w piersiach myśli, że już niedługo ujrzę to wszystko na własne oczy. Tak oto jednocześnie zalega we mnie radość i smutek.

14.08.2014

822.

Udało się. Ostatecznie załatwiłam wszystko sama i przez chwilę uwierzyłam w równanie chcę = mogę. Zależało mi tak bardzo, aż trudno pojąć, co sprawiło, że „zależeć na czymś” zaistniało w skąpym repertuarze moich uczuć. Oczywiście początkowo zaistniało silnie, potem dołączył strach, po którym nastał etap tłumienia, bo przecież zawsze „się nie udaje”, więc lepiej być ostrożnym. Tak oto wydałam wszystkie pieniądze na jeden dzień szczęścia, na który pozostaje mi czekać ponad 4 tygodnie, czyli nadal „wszystko (złe) może się zdarzyć”.

9.08.2014

821. Często odkrywam, zarazem z przerażeniem jak i ulgą...

„Często odkrywam, zarazem z przerażeniem jak i ulgą, że już w nic nie wierzę. W takich momentach wracam do swojego ciała. To jedyna rzecz, która przypomina mi, że żyję.”
– „Podróż na Cyterę” (1984)

Tak oto obejrzałam pierwszy film z trylogii milczenia.
____
Zadziwiające. Wszystkie wydarzenia, na których pragnęłam się pojawić, były nieosiągalne z powodu braku pieniędzy. Teraz, gdy cudem jest posiadanie przeze mnie wyznaczonej kwoty, możliwość zakupu biletów staje się problemem na skalę dramatu. Czemu nie mogę bezproblemowo wydać ostatnich pieniędzy na coś, co sprawi mi nieziemską radość, a potem zostać bezrobotną bez grosza przy duszy? Chciałabym napisać we wtorkowy wieczór „udało się mi się spełnić jedno marzenie”, a tymczasem czas oczekiwania jawi się jako niepewny i pozbawiony nadziei, bo nie wszystko zależy ode mnie.

4.08.2014

820.

Początek sierpnia. Mam wrażenie, że tegoroczne lato obdarowuje nas wyjątkowo dużą ilością upalnych dni i z pewnością wielu zgodziłoby się ze mną w tym przypadku. Chodzę po domu bez skarpetek, co jest nowością w mojej letniej codzienności. Nagle w moich myślach pojawia się Oslo, które zastąpiłoby mi ten gorący kraj. Myślę o Oslo, bo przypomina mi się norweski film, którego tytuł zawiera nazwę tego miasta, a potem widzę przygnębiająco szczerą twarz głównego bohatera i po ponad roku mam ochotę na ponowny seans.