29.05.2025

1789.

Chciałam napisać za dużo, a teraz siedzę przed białą kartką wirtualnego papieru i czuję się senna. Mam nieodczytane wiadomości w skrzynce, mam nieodsłuchanie wiadomości głosowe w innej, ale nie mam ochoty na cudze słowa. Choć może na cudze mam, ale nie mam siły, aby pisać długie referaty. Maj był męczący, bardziej psychicznie niż fizycznie. Poczułam jak to jest zostać odsuniętą na bok, bo tak. Bo tak się zdarza i tak bywa i musiałam znowu wziąć się w garść i o czymś zapomnieć. Przestałam płakać szybko. Umiejętność stawiania się do pionu nabyta przez lata. A może umiejętność przypominania sobie o tym, co w życiu jest najważniejsze i najważniejsza nie jestem przecież ja. Uśmiecham się, bo to prawda, nawet nie bolesna. Tak bywa i już i bez sensu z tym dyskutować. Można za to uśmiechnąć się do siebie, do wspomnień, do rozmów, do przeszłości. Jak dobrze, że mam w sobie dużo samokontroli, tak wielkiej, że nie sposób uwierzyć, że można tak żyć, ale można, jeśli nazwie się to jakimś nieleczonym zaburzeniem. Nie wiem. Mogę się samodiagnozować, ale to nigdy nie będzie prawdą. Może to jakaś intuicja, ale nie prawda na papierze podbitym pieczątką z nazwiskiem lekarza. Nie chciałam o tym pisać. Myślałam ostatnio z uśmiechem na twarzy i drobnym ukłuciem przerażenia w sercu, że ktoś byłby na mnie zły wiedząc, że było we mnie “co jeśli”, a z tym “może jednak chciałabym spróbować”. Uśmiecham się i kręcę głową z niedowierzaniem. Niepokoją mnie błędne oceny innych. Skąd ludziom bierze się w głowie ten obraz mnie, tej którą nie byłam, nie jestem i nie będę? Uśmiecham się, bo przecież od dziecka nauczyłam się grać kogoś kim nie jestem, aby chronić siebie przed innymi, a potem aby chronić innych przede mną. Najbardziej w życiu boję się ranić, świadomie i nieświadomie, a okazuje się, że powinnam izolować się od ludzi. Robię to całe życie, w mniejszym lub większym stopniu, dopóki coś mnie nie podkusi, dopóki nie pomyślę “a może tym razem będzie inaczej, gdy powiem tak”. O naiwna ja. Zawsze jest tak samo, gdy nie chcę zrobić czegoś, czego nie chcę doświadczyć w tym życiu. Nie chcę. Widziałam za dużo. Nie dam sobie rozpruć wnętrzności na żywca. Widziałam wiele łez, smutnych oczu, zawiedzionych twarzy, słyszałam tyle krzyków, zaciśniętych ze złości zębów, stłumionych szlochów i rozmów, których nie powinnam. Nie wiem, co to normalny związek, wszyscy dookoła mnie są nienormalni i ja taka jestem. Pamiętam jak mój ojciec przyrzekł, że się zmieni, a wraz z jego przysięgą zawisł na ścianie Jezus przybity do krzyża. Przyrzekał na ta ten krzyż, a niedługo później, po kolejnej kłótni, spakował się przy wszystkich i wyszedł. Tylko ten krzyż został na zawsze z nami. Wracał jeszcze czasem, a potem pochłonął go świat, który wybrał. Gdy pięć lat później zaczęłam chodzić do liceum najbardziej bałam się tego, że nieświadomie zakocham się w synu jego kochanki, bo nie wiedziałam jak wygląda. Po czasie wydaje mi się to zabawne. Nigdy go nie widziałam (choć kto wie, może się mylę, może minęłam na ulicy czy w sklepie) nawet nie pamiętam imienia czy nazwiska, aby teraz poszukać. Niesamowite, że przypomniałam sobie akurat o tym w ostatni czwartek maja. To nie ma najmniejszego znaczenia, ani związku z tym, co obecnie dzieje się w moim życiu. Czasem chciałabym coś zrobić i nie ponosić tego konsekwencji. I jak dobrze, że nie mam odwagi, nigdy nie będę mieć, aby ponosić konsekwencje swoich nieodpowiedzialnych, impulsywnych i nieprzemyślanych decyzji i czynów. Dziękuję mojej rodzinie, a w szczególności ojcu, niech spoczywa w pokoju, bo strach przed krzywdzeniem ludzi nigdy mnie nie opuści. Szkoda, że nie zostawił nam majątku. Potrzebuję dużo pieniędzy. I jak napisał kiedyś Franz Kafka: “potrzebuję więcej przyjaźni niż na to zasługuję”. Kurtyna. 

14.05.2025

1788.

Czasem nachodzi mnie nieodpowiedzialna myśl, aby napisać tutaj o wszystkim wprost, ale krótko potem musiałby nastąpić mój ostatni dzień życia. Czuję się jak wariatka, której nigdy nie będzie dane być normalną niezależnie od tego jaką decyzję podejmie. Przygniata mnie poczucie winy. Powinnam mieszkać z dala od ludzi na zawsze. Powinno mi ucinać rękę za każdym razem, gdy będę chciała wyciągnąć ją w czymś kierunku. Jest mi tak źle ze sobą, tą którą jestem i której pozbyć się z siebie nie mogę. Ciągnie mnie do ludzi, a gdy daje się pociągnąć, żałuję, bo nie potrafię odnaleźć się w nowej sytuacji. Wszystko do mnie wraca. To kim jestem, a nie powinnam być. To kim nie jestem, a powinnam być. Czasem chciałabym dorosnąć do robienia dorosłych rzeczy, by innym razem czuć jak zbiera mi się na wymioty, gdy pomyślę o dorosłości. Chciałabym nie mieć kontaktu ze światem, aby innym razem chcieć pozwolić mu się wciągnąć. Ze skrajności w skrajność. Nie ma we mnie odwagi, aby zrobić cokolwiek, więc stoję w miejscu i czekam, aż w końcu spadnie na mnie coś, cokolwiek, kolejne nieszczęście, albo wielki kamień, który wgniecie w głąb ziemi aż do piekła, na które zasługuję. Patrzę na dziesięć złotych w portfelu, patrzę na dziesięć złotych na koncie. Nie stać mnie na ucieczkę. Wyjść i nie wrócić. Nie być dla nikogo problemem. Nie psuć nikomu dni swoim uporządkowanym życiem.

5.05.2025

1787.

Pogoda się popsuła. Czy za każdym razem, gdy wspominam o pogodzie czujesz do mnie niechęć? Rozmowy o pogodzie przypominają mi o tym, że jestem jeszcze częścią tego świata. Wracałam do domu rowerem w ulewny deszcz, już prawie letni, ale krople były tak duże, że gdyby nie czapka z daszkiem na głowie, miałabym wrażeniem, że spadają na mnie kasztany. Innym razem wracałam do domu rowerem w porywisty wiatr zwiastujący zbliżający się deszcz, aż musiałam przystanąć na chwilę, bo nie dałam rady jechać. Patrzyłam na wyginające się drzewa zastanawiając się, czy któreś może na mnie runąć i zabrać z tego świata w najmniej oczekiwany i żałosny sposób. Czuję się dziwnie. Czuję się nie sobą, choć naprawdę nie wiem, kim jestem. Jestem jedynie zmęczeniem. Czasem zastanawiam się jakby to było, gdybym była normalna, gdybym chciała mieć zwyczajne proste życie jak większa część społeczeństwa, wiecie, dom, rodzina, praca, wakacje. Z ciekawości słucham tych wszystkich podcastów o sprawach dorosłych, a potem muszę odchorować wszystkie informacje, jakie otrzymuję. Myślę, och, więc tak działa świat dorosłych, na tym polega, tego chcą ludzie dorośli od życia i od siebie nawzajem i o to w tym wszystkich chodzi i czemu dla mnie to wszystko jest takie odległe, obce i odpychające, niezrozumiałe i przerażające, zamiast cudowne i pożądane. Nikt nie udzieli mi odpowiedzi. Nikt nie wie, czemu taka jestem, niechętna. Sama rozumiem ten ciąg przyczynowo skutkowy. Rozumiem, czemu świat i inni uczynili mnie taką, jaka jestem, a jaką nigdy nie chciałam być, ale nikt nie ma na to lekarstwa. Tak, piszę to nieustannie, tylko ręka Boga może zmienić wszystko. Nie będę ukrywać, czasem budzi się we mnie ciekawość, ludzka i naturalna, a potem na przeszkodzie staję jej ja sama. Nie ma takiej rzeczy ani osoby, która sprawiłaby, że postąpiłabym inaczej niż przez całe swoje dotychczasowe życie. Nie ma, poza ręką Boga. Dzisiaj jest pochmurnie i wietrznie, a także za chłodno jak na początek maja. Dzisiaj czuję się źle fizycznie, co przekłada się na zmęczenie wszystkim. Dzisiaj mogę zastanowić się nad tym wszystkim, nad innością, przemijaniem i bezużytecznością. Mogę, bo dzisiejszy dzień polega po prostu na przetrwaniu tych kilkunastu godzin, a potem ponownym oddaniu się w ramiona snu. Ostatecznie najważniejsze jest wyjście z tego - żeby nie napisać brzydziej - bagna, aby odpokutować swoje winy i odwdzięczyć się rodzinie. Nie mogę chcieć niczego więcej od tego życia, bo byłoby to głupie, nierozsądne, egoistyczne i zwodnicze. Nie mogę z ciekawości niszczyć życia innych, bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Rozumiem to z wiekiem. Myślę o moich rodzicach. Czy oni byli niedopasowani? Połączyli się w parę i wzięli ślub, bo każdy tak robił, aby na końcu okazało się, że nic ich nie łączy? Czy tak bardzo dzisiejszy świat jest oparty na próbach, że bez tego nie można zbudować nic? Najpierw trzeba wypróbować się w każdym możliwym aspekcie, a potem zadecydować? Nie pasuję do tego świata, jego zasad, niczego, nikt nie udowodnił, że się mylę, więc czemu miałabym myśleć, że moja ocena jest błędna? Nie odważyłabym się na przymuszanie kogoś do życia według moich zasad. Nie odważyłabym się na szukanie kogoś, kto chciałby żyć tak jak ja. Czemu? Bo prawdopodobnie zmęczyłabym się gdzieś po drodze, błądząc tak kolejne kilkadziesiąt lat z nadzieją. Lepiej nie mieć nadziei. Lepiej pozostawić drzwi zamknięte, jeśli do tej pory nikt ich nie otworzył. Lepiej odpokutować swoje winy, spłacić długi i odejść z czystym sumieniem. Po co jakieś zabawy, fanaberie, szukanie i próbowanie by na końcu poznać gorzki smak rozczarowania? Nie chcę być już ciekawa niczego. Chcę być zdrowa, choć nie jestem aż tak chora, aby robić z siebie męczennicę. Chcę mieć pieniądze i siłę, aby pojechać nad morze. Chcę zobaczyć osoby, których nie widziałam od lat i chcę, aby oni mieli w sobie to samo pragnienie. Chcę bardzo wielu rzeczy, ale prawdą jest, że nie mogę ich chcieć, ani się nie na nich skupiać, bo mi nie wolno. Priorytety i powinności są inne. Próbuję siebie do tego przekonać pisząc ten długi i nikomu niepotrzebny wpis. Czy wiadomo już czego naprawdę chcę? Czy ktoś to kiedyś zrozumie, jeśli sama nie potrafię?


1.05.2025

1786.

Od tygodnia jestem tragicznie zmęczona, wiadomo, to zbliżająca się miesiączka, już nie mogę się doczekać jak sponiewiera mnie to krwawienie, a potem odrodzę się jak feniks z popiołów. Głupie porównanie, ale lepszego nie mam. Posiadanie kobiecego ciała równa się nieustannej walce z hormonami. Brakuje mi fizycznej siły. Może to anemia? Może to ścisk, szczękościsk, i spięte mięśnie twarzy czynią moje powieki tak ociężałe? Trudno rozszyfrować, co bierze się od czego i co właściwie skrywa ludzki organizm. Chciałam spędzić ten wieczór inaczej, ale braciom prawie rozpadło się na kawałki biurko. Na szczęście prawie, bo udało się uniknąć katastrofy, komputer cały, modem od internetu też, tylko właśnie, internet jeszcze odłączony, bo wujek składał do kupy biurko, żeby stało w pionie i trzymało ten cenny sprzęt. Czekam. Chciałam obejrzeć film, ale film może poczekać. Już godzina spędzona na niczym, na patrzeniu w ten plik i myśleniu o tym, że chciałabym napisać dużo, coś się we mnie zbiera, dnia, a wieczorem zasiadam do pisania i nic, nic nie jest ważne, bo jestem zmęczona i czekam aż wybije godzina snu. Położyć się spać za wcześnie nie można, bo grozi to pobudką w środku nocy, najgorzej, jeśli do niezbyt późnego środku, gdzie inni jeszcze nie śpią i ich hałas wywołuje chęć mordu. Czasem oddycham z ulgą, że jeszcze nie dorosłam. Oddycham z ulgą, bo problemy dorosłych są przytłaczające. Chciałam o czymś napisać, ale nagle z dwudziestej zrobiła się dwudziesta druga. Moja godzina wybiła.