Będzie bolało. Jak zawsze. Boli mnie codziennie, coś, ale nie serce. Zbieram się i zebrać nie mogę, aby przelać myśli na wirtualny papier. Podejmuję nieustannie błędne decyzje, trudne do przełknięcia, a najgorzej, że nie ma odwrotu. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek otrzymam pomoc, której potrzebuję i na którą zasługuję, czy może moje życie zamknie się w pewnym momencie i napiszą tylko na nagrobku “bezsensowne cierpienie wygrało”. Niesamowite, że podczas jednego z tych dni, gdy myślałam, że oszaleję i złamię wszystkie swoje przyrzeczenia trzymające mnie przy życiu, napisała się do mnie znajoma z przeszłości. Długa, ciepła i szczera wiadomość całkowicie mną wstrząsnęła. Niesamowite, że są na tym świecie osoby, które nie chciały nigdy ode mnie nic, nie miały oczekiwań i nie były ani razu złe za to jaka jestem i jaka nie jestem i postanowiły do mnie wrócić, tak po prostu, choć na to nie zasłużyłam. Chwilowa ulga w walce z własnym ciałem jest zawsze błogosławieństwem. Pozostało mi tylko pół roku z aparatem na zębach, ale możliwe, że całe życie z zaburzeniami stawu skroniowo żuchwowego. Czasem nie dowierzam, że nie potrafię przespać ani jednej nocy od lat bez zaciskania zębów. Niezależnie co zrobię przed snem i tak nie mam kontroli nad tym co robię śpiąc. Zaczęły ruszać mi się dolne jedynki oraz dwójki, a przecież dół zakończył swoją wędrówkę. Boję się, że jeszcze chwila, a zostanę bez zębów. Owszem, współczesna stomatologia poradzi sobie i z tym, ale mój portfel niekoniecznie. Nie potrafię zmusić się do terapii, bo nie ma u mnie w okolicy psychologa na NFZ, a tegoroczna zima trwa zbyt długo. Niesamowite, że mimo wszystko nie jestem tak zdesperowana, aby zadzwonić na całodobową, co najważniejsze - darmową, linię i poprosić o rozwiązanie moich problemów za mnie, bo nie mam już pomysłu jak uwolnić się z tego błędnego koła cierpienia. Pół roku, jeszcze pół roku. A potem kolejny miesiąc i pewnie jeszcze jeden i będę odwiedzać stomatologa tylko na corocznej wizycie kontrolnej. Boże, niech to już się skończy w tym roku, chcę znowu poczuć się człowiekiem, albo trupem. Nigdy nie ma dla mnie nic po środku, ze skrajności w skrajność. Do wiosny jeszcze daleko, ale już lada dzień planuję wyciągnąć rower. W końcu. Brakuje mi tych kilometrów. Chciałabym być lżejsza, również o te ciążące myśli. Na pewno chciałam tu o czymś jeszcze napisać, ale nie potrafię sobie tego przypomnieć.