23.02.2020

1074.

Minęło dziesięć dni. Wydarzyło się wiele w mojej głowie, a w rzeczywistości chyba nic. Nie rozumiem, czemu siostra cioteczna tak chętnie zabiera mnie ze sobą gdziekolwiek. Przecież kilka lat odmówiłam w sposób dziecinny i dramatyczny bycia świadkiem na jej ślubie. Nigdy nie zachowywała się jak osoba mająca do mnie uraz, ale nie rozumiem, czemu tak chętnie nawiązuje ze mną kontakt. Czasem nachodzą mnie myśli, że zrobię coś, co sprawi, że mnie znienawidzi, że zrobię coś, co sprawi, że jej córka już nie stwierdzi, że jestem jej ulubioną ciocią. Nie wiem, czemu nachodzą mnie takie myśli. Tyle poczucia winy, tyle niemożności wyrwania się od siebie, wielka chęć zmiany, a w rezultacie wielkie nic, tylko tak z dnia na dzień, że może coś mnie uratuje. Nie potrafię się na niczym skupić, miotam się między zajęciami i obrazami. Potrzebuję wyciszenia, ale nawet w ciszy ciągle mam dźwięk w uszach, który mnie rozbija. Choć może to tylko wymówka. Może ze strachu zagłuszam prawdę o sobie. Mogę to zwalić na hormony, mam wrażenie, że podczas miesiączki nie jestem sobą, jednocześnie twierdząc, że taka rozmemłana wersja mnie jest wersją najprawdziwszą. Płaczę codziennie od kilku dni. Płaczę nad losem moich znajomych, którzy cierpią, płaczę nad sobą i swoją nieudolnością, płaczę ze złości, że nie mogę zapomnieć o tobie, kimkolwiek teraz jesteś. Nie chcę tego wszystkiego, ale nie staram się wystarczająco, aby się tego pozbyć, prawda? Moje dni to nadal strach o to, że rozdrapię swoją twarz i owszem, nadal to robię, choć w stopniu mniejszym, bo w końcu odkryłam co pomaga mojej cerze i jej stan się polepszył. Nie przeszkadza mi to jednak czasem stanąć w zawieszeniu przed lustrem i szukać niewidocznych wyprysków do rozdrapania, aby wyładować na sobie złość, oczywiście złość odczuwaną do samej siebie. Ostatnio pytam siebie, czy to moja wina, że niektóre osoby przestały szukać ze mną kontaktu. Boję się nawet spytać, czy to prawda, bo właściwie nie mam takiej możliwości, musiałbym znowu zawracać im głowę. Chciałabym potrafić się modlić. Chciałabym wierzyć. Chciałabym odciąć się od wszystkich znajomych i być ze sobą tak długo, dopóki nie usłyszę głosu Boga. Naprawdę czasem łapię na tym, że nie wierzę już w nic, tylko w Boga, a jednak odrzucając realny świat, odrzucam również Boga, który jest Stwórcą tego wszystkiego. Mój ojciec umiera nocami z bólu. Powiedział, że gdyby miał pistolet, strzeliłby w głowę, aby ulżyć sobie w tych cierpieniach. Widzisz, tato, podsłuchałam jak mama opowiada komuś o tym przez telefon, i pomyślałam, że dobrze to rozumiem, czasem to psychiczne cierpienie jest nie do zniesienie, że gdyby dano mi wybór, zrezygnowałabym z życia tu i teraz. Jak to jest, że z kimś nasze drogi się krzyżują, a z innymi nie mogą mimo starań? Mówię, bądź wola Twoja, a potem boli mnie, że to jedno spotkanie nie doszło skutku od trzech, czterech? (nie potrafię tego policzyć) lat. Może czas otworzyć oczy. Wiem, że jestem chora, ja to bardzo dobrze rozumiem. Rozumiem, że myślę błędnie, że to wszystko jest tak pogmatwane we mnie, że się gubię, na pewno już z 15 lat, więc mogę być zmęczona po takim czasie, prawda? Chciałabym mieć siłę, aby dotrwać do końca, aby przejść tę drogę i może któregoś dnia poczuć, że mogę, tak jak inni, że jeszcze mogę, że jeszcze jest trochę czasu, aby to miało sens. Dzisiaj tylko gorzko płaczę nad sobą i ze strachu, że nie wiem, co jest prawdą, a co fałszem.

13.02.2020

1073.

W taki oto sposób rozpadają się internetowe znajomości. Choć jeszcze nie wszystkie, ale świat już jest gdzieś poza mną, od dzisiaj jest. Nie sądziłam, że ktoś potraktuje mnie w taki sposób, wiedząc, jak źle znoszę każde milczenie, szczególnie niewyjaśnione. Wymierzono mi wysoką karę, ale nie ma we mnie chęci odwetu. Przyjmuję wyrok, tylko tyle mogę zrobić, aby odpokutować. Ale naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak ktoś, kto przeżywa tak bardzo wiele sytuacji, jak płacze nad losem rysunkowych bohaterów, nie potrafił przejąć się losem realnego cierpiącego człowieka. Nie rozumiem i mam prawo być zła, nie na tę osobę, nie potrafię skreślić nikogo za odmienne zdanie, nie jesteśmy tu po to, aby się we wszystkimi zgadzać, ale nie rozumiem. Przepraszam za mój ostry brak zrozumienia. Przepraszam, że dotknęło mnie to osobiście, bo widzę w nim swoje odbicie i przeraża mnie, że za prawdę o sobie zapłacę równie wysoką cenę, że nikt nie będzie chciał wysłuchać tego, co ma dopowiedzenia mój ból. Widzicie, na końcu i tak wszystkie historie świata są o mnie. Jestem zmęczona samą sobą i tak bardzo potrzebuję realnego kontaktu z ludźmi. Jedyne słowa jakie wypowiadam w pracy to “dzień dobry” i “cześć”. Przeraża mnie własne milczenie. Może tak nieświadomie każę innych za milczenie, które mnie spotkało, a może mam w sobie same złe słowa i lepiej milczeć niż powiedzieć za dużo. Nie potrafię dojść do tego, czemu jestem taka otępiała i czemu to wszystko wygląda tak jak wygląda. Nie wiem, a chciałabym wiedzieć, co może mnie uratować i wyrwać z tego chorego schematu, w który pewnie sama się wsadziłam. Proszę, potrzebuję odpowiedzi jak powietrza.

8.02.2020

1072.

To będzie kolejny wpis, którego być nie powinno, bo powinnam być już poza tym wszystkim, ale postanowiłam, że będę próbować do momentu, w którym nie będzie już o czym pisać. Jak widać, to jeszcze nie dziś. Moje dwa ulubione  tematy ostatnich dni - mój ojciec, kimkolwiek teraz jest, ale na pewno nie tym, kim powinien być i Ty, kimkolwiek teraz jesteś, ale na pewno nie tym, kim pozostajesz w mojej pamięci. Pojechałam dzisiaj na zakupy, musiałam wyjść z domu, aby nie patrzeć z żalem przez okno na słońce. Miałam chwilę czasu do otwarcia sklepów, więc poszłam do kościoła, gdzie klęknęła przed Najświętszym Sakramentem. Kilka łez pociekło mi po moich policzkach, choć nie płakałam. Wewnętrznie nie było mi smutno, nie czułam też jak wzbierają w moim ciele łzy. Po prostu coś skapnęło z moich oczu. Szukam odpowiedzi, której nie mogę znaleźć od tak dawna. Tracę rozum, na samą myśl, że mogę całe życie wracać do tej jednej osoby, a to nie ma sensu, ja to dobrze wiem, więc szukam ratunku w modlitwie, szukam rozwiązania, lub zapomnienia. Potrafię zrozumieć i przetłumaczyć sobie, że to nie ma sensu, że trzeba rzeczy oddzielić grubą kreską, a najlepiej drutami pod napięciem, a potem znowu tracę rozum. To zabawne, że dobrze wiem kiedy się zapędzam, a kiedy ma zdrowe podejście do sytuacji, a jednak chciałabym wyeliminować wszystkie zapędy, bo wpędza mnie to w poczucie winy. Nie tak dawno pomyślałam, że nie chcę, abyś stał się kimś, kto myśli już tylko w kategoriach pieniądza, kto rachuje opłacalność każdej znajomości, kto widzi w ludziach tylko szansę na wzbogacenie się. Zabolało mnie, gdy ten ktoś powiedział, że widok na to miasto i widok na pieniądze. Czy zabolało mnie, że to wygląda tak, jakby Twój ostatni kontakt ze mną był potraktowany czysto służbowo? Czemu w ogóle o tym myślę? To nie powinno zaprzątać moich myśli. Nie jesteś mi nic winien. To Twoje życie. Nie mam prawa oceniać Twoich wyborów w żaden sposób, a tym bardziej przez pryzmat swoim nieuporządkowanych uczuć. Kiedy usiądę na spokojnie i pomyślę o tym wszystkim, tych latach, to mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz i się w tym nie zgubisz. Próbuję zaprzyjaźnić się z moim Aniołem Stróżem, ale nie sądzę, że mój namówił Twojego na nasze spotkanie. Bo patrząc na to, jak wszystko ułożyło się przez te trzy lata (niesamowite że nie widzieliśmy się aż tyle), nasze spotkanie mogłoby Ci zaszkodzić, bo przede mną jeszcze tyle pracy, tak dużo pracy... czasem jestem zmęczona. Czy mój Anioł Stróż wskaże mi drogę do mojego ojca? Myślałam ostatnio o związanych z nim wspomnieniach. Pierwsze, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w innym miejscu, miałam kilka lat i nie potrafiłam połknąć malutkich tabletek, bojąc się, że nie będę wstanie i zwyczajnie się udławię. Był na mnie zdenerwowany. Potem, gdy mieszkaliśmy już w bloku, obiecał że zabierze mnie i przyjaciółki nad wodę. Czekaliśmy na niego pół dnia, zjawił się, ale gorzki smak pozostał. Potem coraz bardziej zawodził i coraz więcej kłamał. Pamiętam jak pakował swoje rzeczy w złości w pudełka po kłótni z mamą, po tym jak miał się zmienić i zostać na zawsze, a potem postanowił odejść na zawsze. Raz przyrzekał na krzyż, który potem zawisł nad naszymi wejściowymi drzwiami, wisi tam do tej pory. Nie wiem, czy pamięta o tej przysiędze. Przeraża mnie, że można przyrzekać, a potem tak łatwo zerwać dane słowo. Moje kolejne wspomnienie i chyba ostatnie, to jego widok w naszym domu w zeszłym roku, a może nawet nie w naszym domu, a w kościele, gdy przystępował do Komunii Świętej. Mój ojciec był kiedyś innym człowiek niż jest teraz, ale nie wiem, kim jest teraz poza tym, że jest cierpiącym człowiekiem. Czasem przerasta mnie to wszystko, i on i Ty, a potem moja mama traci cierpliwość, gdy mój brat mówi jej, że ma problem z tym, że on chce wypić jakikolwiek alkohol w jakikolwiek wieczór. Potem nie mam twarzy, mam ranę. Czy kiedyś to się skończy? Czy mój umysł przestanie funkcjonować w destrukcyjny sposób? Czy kiedyś wygram?  Realne życie jest trudne, a próbuję żyć coraz bardziej realnie i odkrywam o sobie wszystkie prawdy i boję się, boję się, że prawda mnie przytłoczy, a przecież prawda miała nas wyzwolić.

2.02.2020

1071.

Piszę w myślach dużo, ale właśnie teraz, gdy zebrałam się, aby może coś napisać, jestem zmęczona, bo znowu bolały mnie zatoki. Ostatnio natrafiłam na "twitterowy" post, gdzie ktoś był zdziwiony, że niektórzy ludzie nie prowadzą ze sobą wewnętrznego monologu podczas dnia. Też jestem trochę zdziwiona. Nigdy nie mam spokoju, zawsze mam zajęte myśli, może dlatego nie odczuwam czegoś takiego jak nuda, jak również coś takiego jak wewnętrzny spokój jest mi obcy. W myślę prowadzę rozmowy z ludźmi, z którymi nie będę miała okazji (już) porozmawiać, modlę się, nucę piosenki, próbuję rozwiązać problemy, które się nawarstwiają, panikuję, przeklinam życie, lub udaję, że jestem zakochana. W myślach robię bardzo dużo rzeczy, w rzeczywistości przemieszczam się tylko od miejsca do miejsca milcząc. Spadł mi ostatnio kamień z serca, więc mogę zacząć od nowa. Gdy mówię sobie, że nie chcę i że wygram, to tak właśnie będzie. Nie mogę oglądać się za siebie. Jesteś gdzieś tam w przeszłości, ale dzisiaj kim dla mnie jesteś - kimś nieobecnym. Choć uważam, że zrozumienie tego dałoby mi wiele, muszę nauczyć się, że nie muszę rozumieć nic i to też dobrze. Patrząc na to, jak minęliśmy się nie raz, myślę, że Twój Anioł Stróż odwala całkiem dobrą robotę, chronią Cię przede mną. Mój w sumie też ma ze mną dużo problemów. Szkoda, że nad snami nikt nie ma kontroli, bo chętnie wykopałbym Cię też z moich snów. Miałam położyć się wcześnie spać, zawsze kładę się wcześnie, ale cóż, nigdy mi nie wychodzi, nie wiem czemu.