„Tak – powiedział do siebie. – A teraz?
Jak teraz? Czy znowu się czujesz oszukany? Tak jak ja? Tak jak wielu?
Masz teraz ciszę i spokój, czy znowu się czujesz oszukany przez życie?
Może ty, kiedy zamykałeś oczy, wiedziałeś już, dlaczego tak się stało?
Dlaczego tak mało miałem wiary, nadziei, wytrwałości, sumienia? Może
nadszedł taki moment, kiedy zrozumiałeś wszystko? Dlaczego splajtowałem?
Dlaczego stałem się niczym, dlaczego nie miałem siły doczekać lepszych
dni? Dlaczego odszedłem od wszystkich i wszyscy odeszli ode mnie?
Dlaczego żyję bez wiary i bez miłości? Kiedy będę miał siłę zrobić to,
co ty uczyniłeś? Ty głupie, podłe ścierwo. Gdybyś wiedział, jak ci
zazdroszczę. Jak chciałbym zamienić się w tej chwili z tobą na miejsca.
Jak bardzo bym chciał, abyś obudził się jutro, przeczytał gazetę i
poszedł do pracy, i słuchał wszystkich ludzkich narzekań, i abyś nie
miał pragnień ani miłości, abyś nie pragnął niczego poza tym, aby dzień
się już skończył, i abyś mógł zasnąć, nie czuć, nie myśleć, nie
wspominać tego, co było dawniej, nie dręczyć się wszystkim, nie myśleć o
sumieniu, o tym, czego miałeś dokonać, i o tym, że niczego nie
dokonałeś, i o tym, że niczego już pewnie nie dokonasz, bo jesteś
wypruty, zmęczony, cholernie zmęczony, że chciałbyś być tak jak dawniej,
że chciałbyś w coś uwierzyć, jeszcze raz w coś uwierzyć, i żebyś sobie
zdawał z tego jasno sprawę, że jesteś świnia, że jesteś skończony, że
nie masz nikomu niczego do dania, bo miałeś zbyt mało wiary i siły. Czy
znów się czujesz oszukany? Od tego wszystkiego zbawiła cię twoja
namiętna, niedobra miłość, ty głupi, zasrany Werterze. Czy nie zdajesz
sobie z tego sprawy? Czy myślisz, że powiem komuś, że zabiłeś się
właśnie dlatego? Zbyt cię lubiłem, mój stary. Tu jest małe, małe miasto.
A my, ludzie, zbyt mało rozumiemy się jeszcze między sobą. Czy chcesz,
żeby teraz zaczęli szperać i grzebać się w twoim życiu? Plotkować.
Szydzić. Domyślać się. To ci niepotrzebne, mój drogi. To ci zupełnie
niepotrzebne…”
27.11.2012
26.11.2012
684. Zakaznae sny.
To był sen o tobie. Jeden z tych snów,
które po przebudzenia tkwią w głowie cały dzień, siejąc niepokój. Jeden z
tych snów, którego znaczenia nie chcesz odkryć. Jeden z tych snów, o
których mówienie wydaje się czymś wstydliwym. Jak dobrze, że nie
widziałam w nim twojej twarzy; potem bałabym się spojrzeć ci w oczy,
choć przecież i tak nigdy się nie spotkamy, choć obiecałaś.
Muszę się uwolnić. Jeszcze nie wiem od czego, ale muszę. Nie chcę tych snów, to nie jestem ja.
25.11.2012
682. Leczeni nieuzrowieni.
Jesteś jednocześnie leczonym i leczącym,
rozmawiasz ze sobą, pocieszasz się, tłumaczysz, szukasz rozwiązania. Gdy
chcesz podzielić się wynikami badań, nie robisz tego, ponieważ dni
płyną zbyt szybko, aby codziennie sporządzać zapiski.
Nerwica! – zaśmiałam się szyderczo. –
Jeżeli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie
sprzecznych ze sobą rzeczy na raz, to owszem, w takim razie jestem
wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi,
wykluczającymi się nawzajem pragnieniami. (Sylvia Plath, Szklany klosz)
Jesteś lekarzem samego siebie. Odkryłeś,
że należy zniszczyć wszystkie pragnienia, aby nastał spokój, więc to
robisz. Niestrudzenie trwasz w tym postanowieniu. Rezygnujesz, co nie
znaczy, że się poddajesz. Boli mniej, jest ciszej, nawet spokojniej. Dni
ograniczają się do podstawowych potrzeb. Sen i jedzenie; zupełnie
przypadkowo w niewielkich dawkach. Trochę ulubionej muzyki, trochę
ulubionych zdjęć. Jest dobrze, wszystko jest w porządku, tak właśnie
myślisz. Zadajesz pytania przypadkowym osobom; odpowiadają, że nie
musisz się martwić, więc wierzysz, że jesteś normalny, przecież zawsze
byłeś.
Nie zależy ci, czujesz, że już nie,
jednak jedno przypadkowe zdanie wytrąca cię z równowagi, sprawia, że
jest ci przykro. Nie rozumiesz, czemu wszystko, co dotyczy tej jednej
osoby sprawia ci przykrość. Lubisz ją, a wrażenie, że bez podobnej
wzajemności, nie potrafi cię opuścić.
Znowu coś jest nie tak. Pragniesz dwóch sprzecznych rzeczy. Chcesz, aby była, chcesz, aby zniknęła. Co zrobisz, doktorku?
683. Postanawiam się poprawić (proszę o pokutę i rozgrzeszenie).
Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o
ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że
jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko
potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno.
Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze
giniecie przez głupców. (Marek Hłasko)
Mi też żal. Chyba siebie. Wolałabym
usłyszeć krótkie „spierdalaj” i byłoby po sprawie, niż zastanawiać się
czemu milczycie. Najpierw wchodzicie w moje życie, pozwalacie mi wejść w
swoje, a potem zostawiacie, nie podając przyczyn. Mam dość, przede
wszystkim tego, że mi nadal zależy. Jest mi przykro, że odwracacie się,
jakbym była trędowata. Jestem, prawda? Moje milczenie nie oznacza chęci zerwania kontaktu, moje milczenie oznacza bezradność.
Przykro mi. Mam dość płakania nad waszym
życiem. Czas zacząć płakać nas swoim, już czas. Nie jestem osobą
naprawiającą rodzinne błędy. Moja rodzinna popełniła wystarczająco dużo
swoich.
Czasami chciałabym być kimś innym.
Czasami chciałabym być wredną, zimną suką dlatego że może wtedy nic bym
nie czuła. Na niczym by mi nie zależało, do niczego bym się nie
przywiązała, za niczym bym nie tęskniła. (autor nieznany, przynajmniej mi)
Należy zamknąć się w sobie, od nowa. Jeszcze bardziej i jeszcze skuteczniej. Po co mi to było? Ta zabawa w normalność?
Wiem, to nie jest wesołe miejsce. Nigdy
takie nie było i pewnie nie będzie. Jedyne miejsce, gdzie mogę być
szczera przed sobą; jedynie miejsce, gdzie mogę „mówić” bez poczucia
winy. Nie odbierajcie mi tego; pozwólcie wycieknąć negatywnym emocjom.
Tak mi wstyd. Przepraszam. Jutro się poprawię.
Tak mi wstyd. Przepraszam. Jutro się poprawię.
18.11.2012
681. "Pierwsze wyjście z morku"
„Pierwsze wyjście z mroku” było szalonym
pomysłem, więc żyłam w szaleństwie. Powrót do źródła, do sytuacji
sprzed, wydaje się sensowny. Wyeliminowanie sprzeczności jest moim
celem. Potrzebuję nabrać dystansu do wielu sytuacji. I czerwona herbata
pita wieczorami odzyska dawny smak.
I ty młodego takich rzeczy
uczysz? Po co? Serce? Żeby go ludzie zdeptali? Dobroci go uczysz,
rzewności? W ten sposób w życiu jeszcze nikt nie zwyciężył. Cóż komu po
dobrym człowieku? Nikt nie będzie go pytał o serce, każdy powie, że po
prostu nieżyciowy, głupi…
(Marek Hłasko)
14.11.2012
680. Spotkanie w kamienicy.
Moja przyjaciółka studiuje zaocznie
pielęgniarstwo. Od poniedziałku do piątku pracuje w szpitalu. Dzisiaj po
raz pierwszy obejrzałam jej nowe miejsce zamieszkania – stancję w
starej kamienicy z drewnianymi schodami, gdzie mieszka wraz z trójką
współlokatorów.
Kamienica. Uwielbiam takie miejsca. Może
nie ma ozdobionej ornamentami fasady(styl secesyjny byłby marzeniem),
ale za to wnętrze, dla innych zupełnie nie do przyjęcia, mnie
zauroczyło. Wejście na klatkę, zapach drewna i przeszłości oraz widok
schodów z wyrzeźbionymi kwiatowymi motywami sprawił, że znowu
zapragnęłam zamieszkać w takim budynku, być może dla niektórych za
starym, nieprzyjemnym i niebezpiecznym, ale dla mnie klimatycznym,
przytulnym i tajemniczym. Układ mieszkania zaskakujący, trochę pokręcony
i mający w sobie coś zabawnego. Wysokie prawie do sufitu drzwi w każdym
z pomieszczeń, a do tego widok z okna na ulice miasta. Teraz troszeczkę
cierpię siedząc w swoim pokoju i wspominając wspólny obiad, a potem
posiedzenie w głębokich fotelach przy aromatycznej herbacie, bo mieszkam
w szarym, smutnym bloku. Do tego mojej miejscowości miastem nazwać nie
można, chociaż, i na szczęście, totalną wsią też nie.
Może kiedyś uda mi się znaleźć swoją
metropolię tętniącą życiem za dnia. Może będę tam mieszkać w cichej
kamienicy, gdzie nocami budzą się marzenia, gdy patrzy się przez okno na
kolorowe, migające światła ulic.
Przyszłam do ciebie w nadziei, że mnie wyleczysz.
Jesteś moim lekarzem, moim zbawcą, wszechmocnym sędzią,
mym kapłanem, mym bogiem, chirurgiem mej duszy.
Ty mnie nawracasz na normalność.
(Sarah Kane, 4:48 Psychosis)
13.11.2012
679. "Jim w lustrze"
Jedni ciągnął w górę, drudzy ciągnął w dół. Rozerwą mnie, prawda? Już niedługo.
Tyle wymieszanych emocji. Czasem chcę,
abyście wiedzieli, że mi zależy, jednak boję się, że gdy otworzę usta
znikniecie, lub gorzej, będziecie trwać przy mnie z myślą, że
„zakochanych” kalek się nie opuszcza.
Nie zależy mi.
Sama nie wiem.
Nie chcę o tym myśleć.
Jutro będę się śmiać z każdej dzisiejszej myśli.
Byłam w bibliotece. „Jim w lustrze”.
Zerkam na okładkę. Ukazuje profil twarzy młodego chłopaka. Znów
przesadnie się zachwycam.
Kiedy byłem mały, nigdy się nie
bałem. Przynajmniej nie mogę sobie tego przypomnieć. Nie mogę sobie
przypomnieć, abym kochał jakichkolwiek ludzi czy rzeczy. Prawdopodobnie
lęk pojawił się wtedy, kiedy byłem już starszy i zacząłem kochać
wszystko, co możliwe. Może dopiero wtedy zauważyłem, jak bardzo się
bałem.
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…
Już wiem, że zacznę żyć życiem głównego
bohatera. Tego potrzebuję. Będzie cudownie, choć wraz z ostatnim zdaniem
nadejdzie smutek. Czy było wam kiedyś żal, że każde zdanie przybliża do
końca? Czy kiedyś żałowaliście, że czytacie za szybko, choć nie
potraficie inaczej?
12.11.2012
678. "Cries in vain"
Zabawne, jak żałosne są niektóre sytuacje.
Goście w domu; nadal nie wiesz, czemu twoja aspołeczna rodzina zgodziła się na wieczorne posiedzenie przy alkoholu, jakby kupno samochodu, na którego naprawdę was nie stać, bo kilka innych rzeczy rozpada się w mieszkaniu, nagle stało się ważnym i wartym takiego zamieszenia wydarzeniem. Próbujesz ukryć się przed tym hałasem; twoja niedziela nie należała to przyjemnych dni, była wypełniona niepokojem i złymi myślami. Była brutalna i pokaleczyła ci serce, które, niestety, nadal masz, choć wypierasz się jego istnienia.
Nie rozumiesz, jak można wydawać pieniądze na alkohol, przez którego stacza się tak wielu ludzi, w tym twój ojciec, w którego istnienie momentami wątpisz, bo widujesz go raz na rok, gdy zjawia się, sam pewnie do końca nie wiedząc po co.
Jesteś w łazience, w której utknąłeś, a każdy ruch jest zły. Zrezygnowany, siadasz na podłodze. Śmiechy dobiegające z pokoju docierają swoim głośnym dźwiękiem do twoich zbolałych myśli. Czujesz się winny, że nie potrafisz wpasować się w sielankową atmosferę. Z twojego gardła w tej chwili potrafi wydobyć się jedynie żałosny szloch.
Dom, w którym mieszkasz, wypełnili radośni ludzie; ten moment to dla nich odskocznia od często ciężkiego życia, więc czujesz się winny, jako domownik, że ich unikasz, choć powinieneś zasiąść przy wspólnym stole. Czujesz się winny, ale nie potrafisz do nich wyjść, bo to, co robią, wydaje się nie na miejscu. Picie w ten niedzielny wieczór, gdy bliska ci osoba niszczy sobie życie, jest nieodpowiednie. Dołączenie do nich byłoby godzeniem się na zło świata. Gdybyś był przy stole, nie wiesz, czy miałbyś wystarczająco dużo siły, aby powstrzymać łzy, które teraz, gdy chronią cię drzwi łazienki, mogą swobodnie płynąc. Pocieszasz się myślą, że wybrałeś dobrze. Należy oszczędzić gościom śmiesznego widoku zapłakanej twarzy i uniknąć sytuacji, w której miła atmosfera mogłaby się popsuć.
Siedzisz na podłodze, na chwilę obecną pozostaje ci tylko to. Jesteś w środku świata. Rzeczywistość kręci się w koło ciebie, dźwięki wariują, a myśli przygniatają.
Zabawne, jak żałosne potrafią być niekryte sytuację, bo ty jesteś żałosny.
Goście w domu; nadal nie wiesz, czemu twoja aspołeczna rodzina zgodziła się na wieczorne posiedzenie przy alkoholu, jakby kupno samochodu, na którego naprawdę was nie stać, bo kilka innych rzeczy rozpada się w mieszkaniu, nagle stało się ważnym i wartym takiego zamieszenia wydarzeniem. Próbujesz ukryć się przed tym hałasem; twoja niedziela nie należała to przyjemnych dni, była wypełniona niepokojem i złymi myślami. Była brutalna i pokaleczyła ci serce, które, niestety, nadal masz, choć wypierasz się jego istnienia.
Nie rozumiesz, jak można wydawać pieniądze na alkohol, przez którego stacza się tak wielu ludzi, w tym twój ojciec, w którego istnienie momentami wątpisz, bo widujesz go raz na rok, gdy zjawia się, sam pewnie do końca nie wiedząc po co.
Jesteś w łazience, w której utknąłeś, a każdy ruch jest zły. Zrezygnowany, siadasz na podłodze. Śmiechy dobiegające z pokoju docierają swoim głośnym dźwiękiem do twoich zbolałych myśli. Czujesz się winny, że nie potrafisz wpasować się w sielankową atmosferę. Z twojego gardła w tej chwili potrafi wydobyć się jedynie żałosny szloch.
Dom, w którym mieszkasz, wypełnili radośni ludzie; ten moment to dla nich odskocznia od często ciężkiego życia, więc czujesz się winny, jako domownik, że ich unikasz, choć powinieneś zasiąść przy wspólnym stole. Czujesz się winny, ale nie potrafisz do nich wyjść, bo to, co robią, wydaje się nie na miejscu. Picie w ten niedzielny wieczór, gdy bliska ci osoba niszczy sobie życie, jest nieodpowiednie. Dołączenie do nich byłoby godzeniem się na zło świata. Gdybyś był przy stole, nie wiesz, czy miałbyś wystarczająco dużo siły, aby powstrzymać łzy, które teraz, gdy chronią cię drzwi łazienki, mogą swobodnie płynąc. Pocieszasz się myślą, że wybrałeś dobrze. Należy oszczędzić gościom śmiesznego widoku zapłakanej twarzy i uniknąć sytuacji, w której miła atmosfera mogłaby się popsuć.
Siedzisz na podłodze, na chwilę obecną pozostaje ci tylko to. Jesteś w środku świata. Rzeczywistość kręci się w koło ciebie, dźwięki wariują, a myśli przygniatają.
Zabawne, jak żałosne potrafią być niekryte sytuację, bo ty jesteś żałosny.
But nothing seems to quench the thirst you keep on craving,
But now I need an answer to my prayers and you’re not there.
So why I think you listen, listen.
Rano, zaraz po otworzeniu oczu mimowolnie
płaczesz, bo to silniejsze od ciebie. Przypominasz sobie, że na
dobranoc usłyszałeś, abyś już więcej nie ronił łez i robi ci się jeszcze
bardziej głupio, że nie możesz przestać. Nie wiesz, czy płaczesz z
powodu niedzieli, czy z powodu tego, że przed snem odbyłeś dwie rozmowy,
które pokazały ci jak bardzo się myliłeś. Przypominasz sobie dzień, w
którym wkroczyłeś do świata, gdzie pod nickami kryją się ludzie.
Pamiętasz, jak zadziwiająco zaczęło układać się życie; zbyt dobrze, aby
wierzyć, że to prawda. Teraz wiesz, że znów oszukałeś samego siebie.
Pamiętasz panikę, gdy osoby, które polubiłeś, choć ich nie znałeś – i to też jest błędem, który stale popełniasz – nagle zaczęły z tobą rozmawiać. Pamiętasz reakcję, gdy nadeszła pierwsza niespodziewana wiadomość i strach, że to dzieje się za szybko, nie tak, a najlepiej, żeby w ogóle zniknęło, bo jesteś osobą aspołeczną, zamkniętą w sobie i zdystansowaną. Wiedziałeś, że nadejdzie moment, w który czar pryśnie, ale mimo to nie zrezygnowałeś. Nie opuszczała cię myśl, że jesteś głupcem, angażując się w coś, co dla innych jest mniej ważne. Przeklinałeś siebie za dziecinne emocje i drżenie ciała. Wiedziałeś, że to tylko zabawa; przecież wszyscy się bawili, ale ty w pewnym momencie stałeś się zbyt poważny, choć do końca wmawiałeś sobie, że chcesz się tylko bawić.
Osoby takie jak ty, z taką przeszłością jak twoja i z niepewnością wpisaną w życie, potrzebują potwierdzenia. Chcą wiedzieć, co jest prawdą, a co wymysłem wyobraźni, która rozwinęła się wraz z tym, gdy nawiązał się dialog. Wcześniej istniała tylko cisza, a przejście z jednej skrajności w drugą stało się zadziwiające, więc chciałeś wiedzieć, czemu dzieje się tak, a nie inaczej. Ludzie rozbudzili w tobie pragnienia i chęć do życia. Zacząłeś się bać. Nie radzenie sobie z pozytywnymi rzeczami stało się śmieszne, ale taki właśnie jesteś, śmieszny w swej nieumiejętności oddychania.
W niedzielny wieczór, gdy wszystko sypie się za jednym zamachem, kusi cię, by zacząć kolejną rozmowę. Wiesz, że lepiej milczeć, ale nie potrafisz się powstrzymać. Chcesz po prostu porozmawiać. Niestety, tematy zawsze schodzą na zły tor. Dzień wcześniej pomyślałeś, że trzeba pozwolić się temu rozpaść. Gdzie nie spojrzysz, ulatania się dobro, jakby twój wzrok był niszczycielski. Mimo to patrzysz i czekasz.
Rozmawiacie, ta nieszczęsna niedziela i daremne płacze odchodzą na chwilę na bok, uspokoiłeś się, lecz nagle jedno zdanie sprawia, że świat staje w miejscu i w tym momencie wiesz, że wszystko, co namalował twój umysł było słodkim kłamstwem. Wiedziałeś o tym, czułeś to pod skórą, ale wolałeś nie wiedzieć tego na pewno; wolałeś mówić: może jednak to nie prawda; może zależy im tak samo. Jest ci przykro; ale takie sytuacje zawsze wlewają jakiś nieokreślony smutek w twoją duszę. W takim momencie myślisz, że trzymanie się z dala od życia było dobrym rozwiązaniem i walisz głową w ścianę, że znów dałeś się namówić, by wyjść z cienia śmierci. Jest już za późno, by zapomnieć o kimś, kto nie jest tylko nickiem, więc masz ciągle nadzieję, że nie pozostajesz obojętny. Tak naprawdę chcesz, żeby pozwolili się lubić.
Nie masz nikomu za złe, że stało się tak, a nie inaczej, bo jedynym winnym jesteś ty i twoja choroba, która powraca z biegiem lat. Nie smuć się, mówisz do siebie, to nie twoja wina, że nikt nie nauczył cię jak żyć.
Pamiętasz panikę, gdy osoby, które polubiłeś, choć ich nie znałeś – i to też jest błędem, który stale popełniasz – nagle zaczęły z tobą rozmawiać. Pamiętasz reakcję, gdy nadeszła pierwsza niespodziewana wiadomość i strach, że to dzieje się za szybko, nie tak, a najlepiej, żeby w ogóle zniknęło, bo jesteś osobą aspołeczną, zamkniętą w sobie i zdystansowaną. Wiedziałeś, że nadejdzie moment, w który czar pryśnie, ale mimo to nie zrezygnowałeś. Nie opuszczała cię myśl, że jesteś głupcem, angażując się w coś, co dla innych jest mniej ważne. Przeklinałeś siebie za dziecinne emocje i drżenie ciała. Wiedziałeś, że to tylko zabawa; przecież wszyscy się bawili, ale ty w pewnym momencie stałeś się zbyt poważny, choć do końca wmawiałeś sobie, że chcesz się tylko bawić.
Osoby takie jak ty, z taką przeszłością jak twoja i z niepewnością wpisaną w życie, potrzebują potwierdzenia. Chcą wiedzieć, co jest prawdą, a co wymysłem wyobraźni, która rozwinęła się wraz z tym, gdy nawiązał się dialog. Wcześniej istniała tylko cisza, a przejście z jednej skrajności w drugą stało się zadziwiające, więc chciałeś wiedzieć, czemu dzieje się tak, a nie inaczej. Ludzie rozbudzili w tobie pragnienia i chęć do życia. Zacząłeś się bać. Nie radzenie sobie z pozytywnymi rzeczami stało się śmieszne, ale taki właśnie jesteś, śmieszny w swej nieumiejętności oddychania.
W niedzielny wieczór, gdy wszystko sypie się za jednym zamachem, kusi cię, by zacząć kolejną rozmowę. Wiesz, że lepiej milczeć, ale nie potrafisz się powstrzymać. Chcesz po prostu porozmawiać. Niestety, tematy zawsze schodzą na zły tor. Dzień wcześniej pomyślałeś, że trzeba pozwolić się temu rozpaść. Gdzie nie spojrzysz, ulatania się dobro, jakby twój wzrok był niszczycielski. Mimo to patrzysz i czekasz.
Rozmawiacie, ta nieszczęsna niedziela i daremne płacze odchodzą na chwilę na bok, uspokoiłeś się, lecz nagle jedno zdanie sprawia, że świat staje w miejscu i w tym momencie wiesz, że wszystko, co namalował twój umysł było słodkim kłamstwem. Wiedziałeś o tym, czułeś to pod skórą, ale wolałeś nie wiedzieć tego na pewno; wolałeś mówić: może jednak to nie prawda; może zależy im tak samo. Jest ci przykro; ale takie sytuacje zawsze wlewają jakiś nieokreślony smutek w twoją duszę. W takim momencie myślisz, że trzymanie się z dala od życia było dobrym rozwiązaniem i walisz głową w ścianę, że znów dałeś się namówić, by wyjść z cienia śmierci. Jest już za późno, by zapomnieć o kimś, kto nie jest tylko nickiem, więc masz ciągle nadzieję, że nie pozostajesz obojętny. Tak naprawdę chcesz, żeby pozwolili się lubić.
Nie masz nikomu za złe, że stało się tak, a nie inaczej, bo jedynym winnym jesteś ty i twoja choroba, która powraca z biegiem lat. Nie smuć się, mówisz do siebie, to nie twoja wina, że nikt nie nauczył cię jak żyć.
Piszesz notkę. Wraz z każdym zdaniem jest
lepiej, spokojniej. Bierzesz głęboki oddech. Postanawiasz, że znów
zaczniesz się bawić.
The stories they told you still run through your veins.
11.11.2012
10.11.2012
676.
Zmuszona do zmian, odeszłam stąd, wybierając inne
miejsce, gdzie czułam się obco bez przeszłości. Myślałam, że problemy
techniczne były nie do pokonania, lecz onet.pl się nawrócił i naprawił
błąd, więc oto jestem. Po pięciu miesiącach wygania, gdzie powstawały
wpisy, których nikt nie potrafił poprawnie zinterpretować(spróbuj
znaleźć ukryty sens w bezsensownych zdaniach, a nadam ci tytuł mistrza
czytającego w mojej duszy), powróciłam do źródła, a nawet można rzec, że
do miejsca moich narodzin. Jak dobrze znowu być w domu. Bez wszystkich
wpisów nie byłam sobą. Przeszłość mnie określa. Nie chcę jej zostawiać,
choć na różnych poziomach jest już zamknięta. Zapoznaj się z kilkoma
faktami, a dowiesz się, czemu jestem taka, a nie inna. Lub jakie brednie
wypisywałam, będąc nastolatką. Padam ze śmiechu przy niektórych
wpisach.
Problemem, nawet dużym, jest to, że nigdy
nie piszę wprost. Tak trudno szukać powiązań. Przepraszam, że
utrudniam. Czasem się boję, wiedząc, że czytacie, więc muszę plątać. Nie
chcę ranić; nie chcę zostać przeklętą. Bywa, że piszę o was, gdy
wspominam o pogodzie.
Wiecie, gdybym w akcie desperacji nie
wykasowała wszystkich wpisów z 2006 i 2007 roku, można by dowiedzieć się
jeszcze więcej. Tak myślę, choć jak przez mgłę pamiętam krew, pot i
łzy. Ostatnio stwierdziłam, że chciałabym móc znów przeczytać zapis
tamtych dni i przypomnieć sobie apogeum. To był przełomowy moment.
Rozstanie i zamknięcie ran. Moja przeszłość nie jest już ciągnącym się
złem. Wsiąknęła w komórki ciała. Sieje niepokój, gdy zostaje rozbudzona,
ale nie boli.
Za to dzisiaj pojawiają się palące
uczucia i emocje umieszczone w słowach, które wraz z opublikowanie
wygasają. Moje wpisy to przemyślenia nie warte dźwięku głosu, który
mógłby dotrzeć do innych. To zapis myśli, które muszą uwolnić się z
głowy, by umrzeć śmiercią naturalną. To nieudana próba przekazania wam
stanu mej duszy. Czasem lubię, gdy czytacie, a potem milczycie;
jesteście, ale jakby was nie było, oddycham z ulgą. Czasem mi przykro,
że jesteście obojętni. Musicie wiedzieć, że nie tylko wam wolno płakać
przed snem.
Trzy minione wieczory spędziłam bez
długiego posiedzenia przed komputerem. Walka z bólem brzucha i głowy,
bezsennością w nocy i sennością w dzień po przespanych 5 godzinach oraz
próby nauki do kolokwium odebrały mi czas przeznaczony na rozrywkę, za
to po brzegi wypełniły ciało zmęczeniem. Czwarty wieczór okazał się
brakiem łączności z internetem. To nie był odwyk, to narobienie sobie
zaległości.
Numer wpisu nie jest bezpodstawny. Jest
on sumą wszystkich wpisów powstałych w ciągu 5 lat (nie wliczając
utraconego 2006 i 2007 roku). Wyszło niewiele.
Tyle jeśli chodzi o wstęp. Ogarnę się, ogarnę bloga i znów zacznę pisać o książkach, filmach i innych przyjemnych rzeczach. (Yhm. Też nie do końca w to wierzę. xD)
Nie lubię kaktusów – powiedziała do
pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy.
Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani
kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich
oczekiwać jakiejś niespodzianki.
– Ja je lubię. To są jakby urodzone kaleki między roślinami – odezwał się Karol.
(Zofia Nałkowska, Granica)
4.11.2012
686. Gdy rozum śpi wydaje mi się, że...
Cudowne zmęczenie hamujące myśli. Spokój. Puszysty smutek otula kości, gdy gryzę język, którym nigdy do niej nie przemówię[1].
Wszystkie wyglądacie wspaniale w nocnych ciemnościach, gdy zasypia
rozum. Nigdy nie opowiem o demonach, które krążą nade mną.
Za dwa dni wyjazd do Warszawy, nasz
drugi (i nie ostatni) wspólny pobyt poza uczelnią. Za trzy dni obcinam
włosy, łamiąc swoją obietnicę po raz drugi. Nie jest mi przykro.
Uwalniam się z więzów, którymi sama się spętałam. Za cztery dni
realizacja projektu, przyjadą do mnie i będziemy udawać speców od filmu.
Muszę przygotować swoje życie i pokój. Za dwa tygodnie się wyśpię, bo
trzydzieści stron nudnego tekstu do opracowania czeka.
____
[1] S.Kane, 4:48 Psychosis
Subskrybuj:
Posty (Atom)