27.11.2012

685. ...ty głupi, zasrany Werterze.

„Tak – powiedział do siebie. – A teraz? Jak teraz? Czy znowu się czujesz oszukany? Tak jak ja? Tak jak wielu? Masz teraz ciszę i spokój, czy znowu się czujesz oszukany przez życie? Może ty, kiedy zamykałeś oczy, wiedziałeś już, dlaczego tak się stało? Dlaczego tak mało miałem wiary, nadziei, wytrwałości, sumienia? Może nadszedł taki moment, kiedy zrozumiałeś wszystko? Dlaczego splajtowałem? Dlaczego stałem się niczym, dlaczego nie miałem siły doczekać lepszych dni? Dlaczego odszedłem od wszystkich i wszyscy odeszli ode mnie? Dlaczego żyję bez wiary i bez miłości? Kiedy będę miał siłę zrobić to, co ty uczyniłeś? Ty głupie, podłe ścierwo. Gdybyś wiedział, jak ci zazdroszczę. Jak chciałbym zamienić się w tej chwili z tobą na miejsca. Jak bardzo bym chciał, abyś obudził się jutro, przeczytał gazetę i poszedł do pracy, i słuchał wszystkich ludzkich narzekań, i abyś nie miał pragnień ani miłości, abyś nie pragnął niczego poza tym, aby dzień się już skończył, i abyś mógł zasnąć, nie czuć, nie myśleć, nie wspominać tego, co było dawniej, nie dręczyć się wszystkim, nie myśleć o sumieniu, o tym, czego miałeś dokonać, i o tym, że niczego nie dokonałeś, i o tym, że niczego już pewnie nie dokonasz, bo jesteś wypruty, zmęczony, cholernie zmęczony, że chciałbyś być tak jak dawniej, że chciałbyś w coś uwierzyć, jeszcze raz w coś uwierzyć, i żebyś sobie zdawał z tego jasno sprawę, że jesteś świnia, że jesteś skończony, że nie masz nikomu niczego do dania, bo miałeś zbyt mało wiary i siły. Czy znów się czujesz oszukany? Od tego wszystkiego zbawiła cię twoja namiętna, niedobra miłość, ty głupi, zasrany Werterze. Czy nie zdajesz sobie z tego sprawy? Czy myślisz, że powiem komuś, że zabiłeś się właśnie dlatego? Zbyt cię lubiłem, mój stary. Tu jest małe, małe miasto. A my, ludzie, zbyt mało rozumiemy się jeszcze między sobą. Czy chcesz, żeby teraz zaczęli szperać i grzebać się w twoim życiu? Plotkować. Szydzić. Domyślać się. To ci niepotrzebne, mój drogi. To ci zupełnie niepotrzebne…”

– Marek Hłasko, Namiętności

26.11.2012

684. Zakaznae sny.


To był sen o tobie. Jeden z tych snów, które po przebudzenia tkwią w głowie cały dzień, siejąc niepokój. Jeden z tych snów, którego znaczenia nie chcesz odkryć. Jeden z tych snów, o których mówienie wydaje się czymś wstydliwym. Jak dobrze, że nie widziałam w nim twojej twarzy; potem bałabym się spojrzeć ci w oczy, choć przecież i tak nigdy się nie spotkamy, choć obiecałaś.
Muszę się uwolnić. Jeszcze nie wiem od czego, ale muszę. Nie chcę tych snów, to nie jestem ja.

25.11.2012

682. Leczeni nieuzrowieni.

Jesteś jednocześnie leczonym i leczącym, rozmawiasz ze sobą, pocieszasz się, tłumaczysz, szukasz rozwiązania. Gdy chcesz podzielić się wynikami badań, nie robisz tego, ponieważ dni płyną zbyt szybko, aby codziennie sporządzać zapiski.

Nerwica! – zaśmiałam się szyderczo. – Jeżeli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy na raz, to owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi, wykluczającymi się nawzajem pragnieniami. (Sylvia Plath, Szklany klosz)

Jesteś lekarzem samego siebie. Odkryłeś, że należy zniszczyć wszystkie pragnienia, aby nastał spokój, więc to robisz. Niestrudzenie trwasz w tym postanowieniu. Rezygnujesz, co nie znaczy, że się poddajesz. Boli mniej, jest ciszej, nawet spokojniej. Dni ograniczają się do podstawowych potrzeb. Sen i jedzenie; zupełnie przypadkowo w niewielkich dawkach. Trochę ulubionej muzyki, trochę ulubionych zdjęć. Jest dobrze, wszystko jest w porządku, tak właśnie myślisz. Zadajesz pytania przypadkowym osobom; odpowiadają, że nie musisz się martwić, więc wierzysz, że jesteś normalny, przecież zawsze byłeś.

Nie zależy ci, czujesz, że już nie, jednak jedno przypadkowe zdanie wytrąca cię z równowagi, sprawia, że jest ci przykro. Nie rozumiesz, czemu wszystko, co dotyczy tej jednej osoby sprawia ci przykrość. Lubisz ją, a wrażenie, że bez podobnej wzajemności, nie potrafi cię opuścić.

Znowu coś jest nie tak. Pragniesz dwóch sprzecznych rzeczy. Chcesz, aby była, chcesz, aby zniknęła. Co zrobisz, doktorku?

683. Postanawiam się poprawić (proszę o pokutę i rozgrzeszenie).

Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem, Krystyno. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. (Marek Hłasko)

Mi też żal. Chyba siebie. Wolałabym usłyszeć krótkie „spierdalaj” i byłoby po sprawie, niż zastanawiać się czemu milczycie. Najpierw wchodzicie w moje życie, pozwalacie mi wejść w swoje, a potem zostawiacie, nie podając przyczyn. Mam dość, przede wszystkim tego, że mi nadal zależy. Jest mi przykro, że odwracacie się, jakbym była trędowata. Jestem, prawda? Moje milczenie nie oznacza chęci zerwania kontaktu, moje milczenie oznacza bezradność.

Mam nowy sweter w duże kwiaty, chryzantemy. Mój „sweterek śmierci”. Kocham go. 

Przykro mi. Mam dość płakania nad waszym życiem. Czas zacząć płakać nas swoim, już czas. Nie jestem osobą naprawiającą rodzinne błędy. Moja rodzinna popełniła wystarczająco dużo swoich.

Czasami chciałabym być kimś innym. Czasami chciałabym być wredną, zimną suką dlatego że może wtedy nic bym nie czuła. Na niczym by mi nie zależało, do niczego bym się nie przywiązała, za niczym bym nie tęskniła. (autor nieznany, przynajmniej mi)

Należy zamknąć się w sobie, od nowa. Jeszcze bardziej i jeszcze skuteczniej. Po co mi to było? Ta zabawa w normalność?

Wiem, to nie jest wesołe miejsce. Nigdy takie nie było i pewnie nie będzie. Jedyne miejsce, gdzie mogę być szczera przed sobą; jedynie miejsce, gdzie mogę „mówić” bez poczucia winy. Nie odbierajcie mi tego; pozwólcie wycieknąć negatywnym emocjom.
Tak mi wstyd. Przepraszam. Jutro się poprawię.

18.11.2012

681. "Pierwsze wyjście z morku"

„Pierwsze wyjście z mroku” było szalonym pomysłem, więc żyłam w szaleństwie. Powrót do źródła, do sytuacji sprzed, wydaje się sensowny. Wyeliminowanie sprzeczności jest moim celem. Potrzebuję nabrać dystansu do wielu sytuacji. I czerwona herbata pita wieczorami odzyska dawny smak.


I ty młodego takich rzeczy uczysz? Po co? Serce? Żeby go ludzie zdeptali? Dobroci go uczysz, rzewności? W ten sposób w życiu jeszcze nikt nie zwyciężył. Cóż komu po dobrym człowieku? Nikt nie będzie go pytał o serce, każdy powie, że po prostu nieżyciowy, głupi…
(Marek Hłasko)

14.11.2012

680. Spotkanie w kamienicy.

Moja przyjaciółka studiuje zaocznie pielęgniarstwo. Od poniedziałku do piątku pracuje w szpitalu. Dzisiaj po raz pierwszy obejrzałam jej nowe miejsce zamieszkania – stancję w starej kamienicy z drewnianymi schodami, gdzie mieszka wraz z trójką współlokatorów.
Kamienica. Uwielbiam takie miejsca. Może nie ma ozdobionej ornamentami fasady(styl secesyjny byłby marzeniem), ale za to wnętrze, dla innych zupełnie nie do przyjęcia, mnie zauroczyło. Wejście na klatkę, zapach drewna i przeszłości oraz widok schodów z wyrzeźbionymi kwiatowymi motywami sprawił, że znowu zapragnęłam zamieszkać w takim budynku, być może dla niektórych za starym, nieprzyjemnym i niebezpiecznym, ale dla mnie klimatycznym, przytulnym i tajemniczym. Układ mieszkania zaskakujący, trochę pokręcony i mający w sobie coś zabawnego. Wysokie prawie do sufitu drzwi w każdym z pomieszczeń, a do tego widok z okna na ulice miasta. Teraz troszeczkę cierpię siedząc w swoim pokoju i wspominając wspólny obiad, a potem posiedzenie w głębokich fotelach przy aromatycznej herbacie, bo mieszkam w szarym, smutnym bloku. Do tego mojej miejscowości miastem nazwać nie można, chociaż, i na szczęście, totalną wsią też nie.

Może kiedyś uda mi się znaleźć swoją metropolię tętniącą życiem za dnia. Może będę tam mieszkać w cichej kamienicy, gdzie nocami budzą się marzenia, gdy patrzy się przez okno na kolorowe, migające światła ulic.

Napisała do mnie przyjaciółka, jakby przez dzielące nas kilometry odczytała wiadomość skrytą w moich myślach. Odwiedziłam ją w starej kamienicy i śmiałam się przez łzy.

Przyszłam do ciebie w nadziei, że mnie wyleczysz.

Jesteś moim lekarzem, moim zbawcą, wszechmocnym sędzią,
mym kapłanem, mym bogiem, chirurgiem mej duszy.

Ty mnie nawracasz na normalność.
(Sarah Kane, 4:48 Psychosis)

13.11.2012

679. "Jim w lustrze"

Jedni ciągnął w górę, drudzy ciągnął w dół. Rozerwą mnie, prawda? Już niedługo.

Tyle wymieszanych emocji. Czasem chcę, abyście wiedzieli, że mi zależy, jednak boję się, że gdy otworzę usta znikniecie, lub gorzej, będziecie trwać przy mnie z myślą, że „zakochanych” kalek się nie opuszcza.

Chcę udawać, że mi nie zależy.
Nie zależy mi.
Sama nie wiem.
Nie chcę o tym myśleć.
Jutro będę się śmiać z każdej dzisiejszej myśli.

Byłam w bibliotece. „Jim w lustrze”. Zerkam na okładkę. Ukazuje profil twarzy młodego chłopaka. Znów przesadnie się zachwycam.

Czytam pierwsze zdania, które brzmią następująco:
Kiedy byłem mały, nigdy się nie bałem. Przynajmniej nie mogę sobie tego przypomnieć. Nie mogę sobie przypomnieć, abym kochał jakichkolwiek ludzi czy rzeczy. Prawdopodobnie lęk pojawił się wtedy, kiedy byłem już starszy i zacząłem kochać wszystko, co możliwe. Może dopiero wtedy zauważyłem, jak bardzo się bałem.
Oczywiście bałem się strasznie, że stracę swoich rodziców, ale dziwnym sposobem o wiele bardziej bałem się tego, że stracę sam siebie. Z pewnością bardzo by bolało stracenie samego siebie, a bóle byłby pewnie jeszcze większe, niż od ukąszenia żmij, przed którymi mama często mnie ostrzegała…

Już wiem, że zacznę żyć życiem głównego bohatera. Tego potrzebuję. Będzie cudownie, choć wraz z ostatnim zdaniem nadejdzie smutek. Czy było wam kiedyś żal, że każde zdanie przybliża do końca? Czy kiedyś żałowaliście, że czytacie za szybko, choć nie potraficie inaczej?

12.11.2012

678. "Cries in vain"

Zabawne, jak żałosne są niektóre sytuacje.
Goście w domu; nadal nie wiesz, czemu twoja aspołeczna rodzina zgodziła się na wieczorne posiedzenie przy alkoholu, jakby kupno samochodu, na którego naprawdę was nie stać, bo kilka innych rzeczy rozpada się w mieszkaniu, nagle stało się ważnym i wartym takiego zamieszenia wydarzeniem. Próbujesz ukryć się przed tym hałasem; twoja niedziela nie należała to przyjemnych dni, była wypełniona niepokojem i złymi myślami. Była brutalna i pokaleczyła ci serce, które, niestety, nadal masz, choć wypierasz się jego istnienia.
Nie rozumiesz, jak można wydawać pieniądze na alkohol, przez którego stacza się tak wielu ludzi, w tym twój ojciec, w którego istnienie momentami wątpisz, bo widujesz go raz na rok, gdy zjawia się, sam pewnie do końca nie wiedząc po co.
Jesteś w łazience, w której utknąłeś, a każdy ruch jest zły. Zrezygnowany, siadasz na podłodze. Śmiechy dobiegające z pokoju docierają swoim głośnym dźwiękiem do twoich zbolałych myśli. Czujesz się winny, że nie potrafisz wpasować się w sielankową atmosferę. Z twojego gardła w tej chwili potrafi wydobyć się jedynie żałosny szloch.
Dom, w którym mieszkasz, wypełnili radośni ludzie; ten moment to dla nich odskocznia od często ciężkiego życia, więc czujesz się winny, jako domownik, że ich unikasz, choć powinieneś zasiąść przy wspólnym stole. Czujesz się winny, ale nie potrafisz do nich wyjść, bo to, co robią, wydaje się nie na miejscu. Picie w ten niedzielny wieczór, gdy bliska ci osoba niszczy sobie życie, jest nieodpowiednie. Dołączenie do nich byłoby godzeniem się na zło świata. Gdybyś był przy stole, nie wiesz, czy miałbyś wystarczająco dużo siły, aby powstrzymać łzy, które teraz, gdy chronią cię drzwi łazienki, mogą swobodnie płynąc. Pocieszasz się myślą, że wybrałeś dobrze. Należy oszczędzić gościom śmiesznego widoku zapłakanej twarzy i uniknąć sytuacji, w której miła atmosfera mogłaby się popsuć.
Siedzisz na podłodze, na chwilę obecną pozostaje ci tylko to. Jesteś w środku świata. Rzeczywistość kręci się w koło ciebie, dźwięki wariują, a myśli przygniatają.
Zabawne, jak żałosne potrafią być niekryte sytuację, bo ty jesteś żałosny.

Lord you know I’ve cried a thousand tears tonight,
But nothing seems to quench the thirst you keep on craving,
But now I need an answer to my prayers and you’re not there.
So why I think you listen, listen.


Rano, zaraz po otworzeniu oczu mimowolnie płaczesz, bo to silniejsze od ciebie. Przypominasz sobie, że na dobranoc usłyszałeś, abyś już więcej nie ronił łez i robi ci się jeszcze bardziej głupio, że nie możesz przestać. Nie wiesz, czy płaczesz z powodu niedzieli, czy z powodu tego, że przed snem odbyłeś dwie rozmowy, które pokazały ci jak bardzo się myliłeś. Przypominasz sobie dzień, w którym wkroczyłeś do świata, gdzie pod nickami kryją się ludzie. Pamiętasz, jak zadziwiająco zaczęło układać się życie; zbyt dobrze, aby wierzyć, że to prawda. Teraz wiesz, że znów oszukałeś samego siebie.
Pamiętasz panikę, gdy osoby, które polubiłeś, choć ich nie znałeś – i to też jest błędem, który stale popełniasz – nagle zaczęły z tobą rozmawiać. Pamiętasz reakcję, gdy nadeszła pierwsza niespodziewana wiadomość i strach, że to dzieje się za szybko, nie tak, a najlepiej, żeby w ogóle zniknęło, bo jesteś osobą aspołeczną, zamkniętą w sobie i zdystansowaną. Wiedziałeś, że nadejdzie moment, w który czar pryśnie, ale mimo to nie zrezygnowałeś. Nie opuszczała cię myśl, że jesteś głupcem, angażując się w coś, co dla innych jest mniej ważne. Przeklinałeś siebie za dziecinne emocje i drżenie ciała. Wiedziałeś, że to tylko zabawa; przecież wszyscy się bawili, ale ty w pewnym momencie stałeś się zbyt poważny, choć do końca wmawiałeś sobie, że chcesz się tylko bawić.
Osoby takie jak ty, z taką przeszłością jak twoja i z niepewnością wpisaną w życie, potrzebują potwierdzenia. Chcą wiedzieć, co jest prawdą, a co wymysłem wyobraźni, która rozwinęła się wraz z tym, gdy nawiązał się dialog. Wcześniej istniała tylko cisza, a przejście z jednej skrajności w drugą stało się zadziwiające, więc chciałeś wiedzieć, czemu dzieje się tak, a nie inaczej. Ludzie rozbudzili w tobie pragnienia i chęć do życia. Zacząłeś się bać. Nie radzenie sobie z pozytywnymi rzeczami stało się śmieszne, ale taki właśnie jesteś, śmieszny w swej nieumiejętności oddychania.
W niedzielny wieczór, gdy wszystko sypie się za jednym zamachem, kusi cię, by zacząć kolejną rozmowę. Wiesz, że lepiej milczeć, ale nie potrafisz się powstrzymać. Chcesz po prostu porozmawiać. Niestety, tematy zawsze schodzą na zły tor. Dzień wcześniej pomyślałeś, że trzeba pozwolić się temu rozpaść. Gdzie nie spojrzysz, ulatania się dobro, jakby twój wzrok był niszczycielski. Mimo to patrzysz i czekasz.
Rozmawiacie, ta nieszczęsna niedziela i daremne płacze odchodzą na chwilę na bok, uspokoiłeś się, lecz nagle jedno zdanie sprawia, że świat staje w miejscu i w tym momencie wiesz, że wszystko, co namalował twój umysł było słodkim kłamstwem. Wiedziałeś o tym, czułeś to pod skórą, ale wolałeś nie wiedzieć tego na pewno; wolałeś mówić: może jednak to nie prawda; może zależy im tak samo. Jest ci przykro; ale takie sytuacje zawsze wlewają jakiś nieokreślony smutek w twoją duszę. W takim momencie myślisz, że trzymanie się z dala od życia było dobrym rozwiązaniem i walisz głową w ścianę, że znów dałeś się namówić, by wyjść z cienia śmierci. Jest już za późno, by zapomnieć o kimś, kto nie jest tylko nickiem, więc masz ciągle nadzieję, że nie pozostajesz obojętny. Tak naprawdę chcesz, żeby pozwolili się lubić.
Nie masz nikomu za złe, że stało się tak, a nie inaczej, bo jedynym winnym jesteś ty i twoja choroba, która powraca z biegiem lat. Nie smuć się, mówisz do siebie, to nie twoja wina, że nikt nie nauczył cię jak żyć.

Jest ona, lubi cię tak samo, i ona, obiecała, że będzie lubić. Nie smuć się już.

Piszesz notkę. Wraz z każdym zdaniem jest lepiej, spokojniej. Bierzesz głęboki oddech. Postanawiasz, że znów zaczniesz się bawić.

Has nobody told you when you look away,
The stories they told you still run through your veins.

11.11.2012

10.11.2012

676.

Zmuszona do zmian, odeszłam stąd, wybierając inne miejsce, gdzie czułam się obco bez przeszłości. Myślałam, że problemy techniczne były nie do pokonania, lecz onet.pl się nawrócił i naprawił błąd, więc oto jestem. Po pięciu miesiącach wygania, gdzie powstawały wpisy, których nikt nie potrafił poprawnie zinterpretować(spróbuj znaleźć ukryty sens w bezsensownych zdaniach, a nadam ci tytuł mistrza czytającego w mojej duszy), powróciłam do źródła, a nawet można rzec, że do miejsca moich narodzin. Jak dobrze znowu być w domu. Bez wszystkich wpisów nie byłam sobą. Przeszłość mnie określa. Nie chcę jej zostawiać, choć na różnych poziomach jest już zamknięta. Zapoznaj się z kilkoma faktami, a dowiesz się, czemu jestem taka, a nie inna. Lub jakie brednie wypisywałam, będąc nastolatką. Padam ze śmiechu przy niektórych wpisach.

Problemem, nawet dużym, jest to, że nigdy nie piszę wprost. Tak trudno szukać powiązań. Przepraszam, że utrudniam. Czasem się boję, wiedząc, że czytacie, więc muszę plątać. Nie chcę ranić; nie chcę zostać przeklętą. Bywa, że piszę o was, gdy wspominam o pogodzie.

Wiecie, gdybym w akcie desperacji nie wykasowała wszystkich wpisów z 2006 i 2007 roku, można by dowiedzieć się jeszcze więcej. Tak myślę, choć jak przez mgłę pamiętam krew, pot i łzy. Ostatnio stwierdziłam, że chciałabym móc znów przeczytać zapis tamtych dni i przypomnieć sobie apogeum. To był przełomowy moment. Rozstanie i zamknięcie ran. Moja przeszłość nie jest już ciągnącym się złem. Wsiąknęła w komórki ciała. Sieje niepokój, gdy zostaje rozbudzona, ale nie boli.

Za to dzisiaj pojawiają się palące uczucia i emocje umieszczone w słowach, które wraz z opublikowanie wygasają. Moje wpisy to przemyślenia nie warte dźwięku głosu, który mógłby dotrzeć do innych. To zapis myśli, które muszą uwolnić się z głowy, by umrzeć śmiercią naturalną. To nieudana próba przekazania wam stanu mej duszy. Czasem lubię, gdy czytacie, a potem milczycie; jesteście, ale jakby was nie było, oddycham z ulgą. Czasem mi przykro, że jesteście obojętni. Musicie wiedzieć, że nie tylko wam wolno płakać przed snem.

 ~

Trzy minione wieczory spędziłam bez długiego posiedzenia przed komputerem. Walka z bólem brzucha i głowy, bezsennością w nocy i sennością w dzień po przespanych 5 godzinach oraz próby nauki do kolokwium odebrały mi czas przeznaczony na rozrywkę, za to po brzegi wypełniły ciało zmęczeniem. Czwarty wieczór okazał się brakiem łączności z internetem. To nie był odwyk, to narobienie sobie zaległości.

Numer wpisu nie jest bezpodstawny. Jest on sumą wszystkich wpisów powstałych w ciągu 5 lat (nie wliczając utraconego 2006 i 2007 roku). Wyszło niewiele.

Tyle jeśli chodzi o wstęp. Ogarnę się, ogarnę bloga i znów zacznę pisać o książkach, filmach i innych przyjemnych rzeczach. (Yhm. Też nie do końca w to wierzę. xD)

Nie lubię kaktusów – powiedziała do pani Żanci, gdy już zasiadły przy stole. Ale pani Żancia lubiła kaktusy. Nigdy nie wiadomo, gdzie im wyrośnie liść i jak będzie wyglądał ani kiedy któremu przyjdzie do głowy zakwitnąć. Zawsze można po nich oczekiwać jakiejś niespodzianki.
Ja je lubię. To są jakby urodzone kaleki między roślinami – odezwał się Karol.
(Zofia Nałkowska, Granica)

4.11.2012

686. Gdy rozum śpi wydaje mi się, że...

Cudowne zmęczenie hamujące myśli. Spokój. Puszysty smutek otula kości, gdy gryzę język, którym nigdy do niej nie przemówię[1]. Wszystkie wyglądacie wspaniale w nocnych ciemnościach, gdy zasypia rozum. Nigdy nie opowiem o demonach, które krążą nade mną.

Za dwa dni wyjazd do Warszawy, nasz drugi (i nie ostatni) wspólny pobyt poza uczelnią. Za trzy dni obcinam włosy, łamiąc swoją obietnicę po raz drugi. Nie jest mi przykro. Uwalniam się z więzów, którymi sama się spętałam. Za cztery dni realizacja projektu, przyjadą do mnie i będziemy udawać speców od filmu. Muszę przygotować swoje życie i pokój. Za dwa tygodnie się wyśpię, bo trzydzieści stron nudnego tekstu do opracowania czeka.

 ____
[1] S.Kane, 4:48 Psychosis