16.11.2013

Zapisane w obrazach.

Chciałam napisać wiele przez ten tydzień, ale zabrakło mi czasu. Utraconego czasu nie odzyskałam, a co gorsza, dzisiaj uciekło mi go jeszcze więcej, bo wyjątkowy wolny od zajęć piątek zamiast na nauce do kolokwiów, minął mi na zawieszeniu. Do tego myśl o czerwcowej sesji straszy, a przecież jeszcze nie zdążyłam zapomnieć o lutowej. (Koszmary tak łatwo nie znikają.) Uczyć , uczyć, uczyć się. Muszę.
Poniżej dodaję kilka rzeczy, nie opisując dlaczego te. (Gdybym posiadała czas, pewnie powstałby kilometrowy wpis.) Pozostawiam je do osobistych przemyśleń. Gdyby ktoś chciał się nimi podzielić, to śmiało.
Czy ktoś wie co to za most?

A to akurat most w Chinach nad rzeką Yangzte i „ciche” samobójstwo.

12.11.2013

797. szczęście w nieszczęściu

Siedziałam po siódmej rano w busie i nie wiadomo skąd przypłynęła do mnie myśl o miejskim bilecie miesięcznym. Zupełnie nie wiem, czemu nagle chciałam przypomnieć sobie moment, w którym wydaję 170 złotych na 150 dni wszystkimi liniami. Nawet chciałam zadzwonić do mamy w tej sprawie, choć właściwie nie wiem, skąd ona miałaby mieć w pamięci moment zakupu, ale ostatecznie myśl przeskoczyła na inną i zaspana, z bolącymi oczami, jechałam w stronę uczelni. Potem wsiadłam do autobusu miejskiego, precyzując – trolejbusu, a kilka przystanków dalej w żółtych, odblaskowych kamizelkach ukazali się kontrolerzy biletów, łącznie trójka. Gdy przyszła moja kolej i wyciągałam rękę, by podać panu bilet, kobieta-kanar oznajmiła, że wysiadają, lecz pan postanowił przyłożyć jeszcze mój plastik do czytnika. Oddał mi bilet, mówiąc, że jest nieaktualny, po czym wysiadł. Moje zdziwienie, że nie dostałam mandatu, było sto razy większe niż zdziwienie z faktu, że pierwszy raz w życiu zapomniałam doładować biletu i calutki zeszły tydzień przejeździłam, jakby nie patrzeć, na gapę. Więcej, nie rozumiem, jakim cudem pojawiło się to dziwne przeczucie z rana, które szepnęło mi o bilecie miesięcznym, a które ostatecznie zignorowałam. Swoją drogą, jeśli chodzi o zeszły tydzień, byłam strasznie zmęczona, raz zaspałam, do tego doszło małe, chwilowe zamieszanie w planie zajęć i obowiązkowo moje błądzenie po cudzych życiach, dlatego wkradło się w to wszystko zapominalstwo. Szkoda tylko, że nie ominie mnie wydanie tych 170 złotych. Myślałam, że biedniejsza już być nie mogę, a jednak zawsze można być na minusie.

11.11.2013

796. 11/11

Podobno w Polsce coś się gdzieś paliło, jakaś tęcza. Tymczasem w Korei Płd. Pepero Day, o wiele słodszy, a może i dla niektórych bardziej ognisty.

8.11.2013

795. rewia II – zagubiony fragment porzedniego wpisu

[...]
iść i iść przed siebie mówiąc tak tak lub nie nie
do zobaczenia. do miłego spotkania. do jasnej cholery.


dźwigając w sobie to coś o czym wolisz nie myśleć
czy jest to twoje życie czy ty sam może wczorajszy
ty, ciężki w sobie, jak to przeklęte serce
które trzepie się gdzieś w przeszłości
pomiędzy obolałymi od nikotyny
płucami.

- fragment wiersza Grzegorza Musiała ***(iść tak przed siebie) ze zbioru „Rewia”

7.11.2013

794. rewia

Jedyne co mnie interesuje naprawdę, to ja sam. Nie jest to wyznanie egocentryka, lecz kogoś, kto czuje, że ma za mało czasu na to, by wystarczająco dokładnie poznać siebie.
Moim sprzymierzeńcem jest życie.
Wiersze służą zapisywaniu moich spostrzeżeń.
I jeśli to jedyna ich funkcja, poza tą, którą spełniają przez sam fakt swojego istnienia.
Dlatego nie chcę i nie potrafię o nich mówić. Nie są to wiersze, lecz małe, bolesne kawałki mojego lęku.
Obawiam się, że mówiąc o wierszach, do reszty zniszczyłbym to coś, czego tajemniczość naruszyłem mówiąc poprzez wiersze. Życie jest bezgraniczną tajemniczością.
Lękam się granic.

Wstęp od autora – Grzegorza Musiała – do zbioru wierszy „Rewia”.

Byłam w czytelni i przy okazji nie mogłam nie odwiedzić pana Grzegorza Musiała. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek polubię wiersze. (Haiku to jednak inna kultura, więc się nie liczyło.) Intensywne. Szaleję za prozą, jak i poezją pana Musiała. Myśl, że zostało mi do przeczytania nie mało tekstów, które wyszły spod jego pióra, sprawia, że czekam z przyjemną nutą ekscytacji, choć z drugiej strony prędko nie dostanę się do niektórych utworów.

___
Chyba za marudzenie w poprzednim wpisie o niedobrych snach, dostałam dzisiaj słodki. I już byłam w stanie uwierzyć, że śni mi się coś miłego, ale ostatecznie sen okazał się boleśnie słodki. Uczucie strachu nieustannie prześladuje mnie w snach; wkrada się w każdą scenę, ale nie potrafię odgadnąć, czego się boję. Wstałam 45 minut później niż planowałam i tylko cudem nie spóźniłam się na zajęcia, a nawet byłam przed czasem. Cudem, bo mieszkając 40 km od uczelni, to nie lada wyczyn. A tu proszę, autobus podjechał jeden po drugim (rzadko mam bezpośredni kurs); czekałam tylko kilka minut na miejski; do tego nie wpadłam zdyszana do sali. Nawet prasowanie spodni, które odłożyłam na rano, bo wieczorem mi się nie chciało, skoro z rana miałam mieć dużo czasu, nie przeszkodziło mi w tym. Nawet wujek, który przyszedł zajrzeć do popsutej pralki, nie utrudnił mi poskromienia włosów. Dwadzieścia minut i wyszłam z mieszkania. Cud (w) codzienności.

6.11.2013

793. dzień za dniem, pusta kieszeń, sny, ale nie marzenia

Wczoraj był wtorek, pamiętacie? Gdzieś się rozmył, w zmęczeniu, mocnej senności i bylejakości. Do tego wyimaginowana skarbonka na oszczędności się rozbiła. Szkoda gadać.

ale tylko marzymy
bo jesteśmy spłukani


____
Zapiszesz na papierze, nie zapiszesz na drugim człowieku – powiedział dzisiaj wykładowca. Pisać, by rozpoznawać i porządkować kumulujące się uczucia. Możliwe, że założenie bloga w gimnazjum było czymś spontanicznym, ale nie raz wspominałam, że moje pisanie to coś w rodzaju autoterapii. Może dlatego ogólnie wygląda to marnie, co nie znaczy, że marnie mi służy, raczej mam tu na myśli nieprzystępność szerszej publiczności i właściwie cieszę się z tego, gdyż pisać do tradycyjnego pamiętnika nie potrafię, a niepopularność tej strony daje mi pewną swobodę. Tylko raz usłyszałam, że tego nie da się czytać, bo jest zbyt intymnie. Nie wiem, być może, ale gdybym nie owijała w bawełnę, myślę, że dopiero by się zaczęło coś, totalnie nudnego albo totalnie nieodpowiedzialnego. Czy to nieładnie, gdy inni muszą rozszyfrowywać, co mam na myśli, podczas gdy sama nie przepadam za zabawą co-autor-miał-na-myśli? W każdym razie piszę tutaj, by nie pisać na drugim człowieku. Aż strach pomyśleć, ile ofiar przyniosłoby ostatnie 9 lat, gdyby nie pisanie. Powybijałabym wszystkich, a na końcu siebie, gdybym od czasu do czasu się nie porządkowała. (Pomińmy cale pasma pisanin ciągnących jeszcze bardziej w dół.) Ostatecznie pisanie dla samego pisania jest najlepsze, takie bredzenie – w tym jestem najlepsza, choć i tak nigdy nie jest pisaniem dla samego pisania, jeśli potraficie odgadnąć, co chcę przekazać tą myślą.

Ostatnio miewam sny z przyjaciółkami (wymiennie, raz jedna bliźniaczka, raz druga); wszystkie w znanym, niepokojącym klimacie z sytuacjami zaskakującymi. Dla mnie moje sny są okazją do późniejszego snucia opowieści na ich temat. Bezsens niektórych połączeń ostatecznie bawi, choć sam sen po przebudzenia pozostawia gorzki posmak. Nie każdy ma sny o śmierci, niby nic nie znaczące dla śniącego, a jednak rzutujące światło na pewne zagadnienia.
A wy o czym śnicie?

4.11.2013

792. What should I do?

Każdy ma w sobie pestkę, każdy swoją. Jak owoc. Przylatują ptaki, przychodzi jedno po drugim spustoszenie. Robak. Gnije to, co jest miąższem. Odpada. Ale pestkę trzeba uratować. Pestka musi zostać nietknięta (…). Pestką jest to, w co nie przestajemy wierzyć. Co jest najgłębiej nami; pomimo wszystko. – Anka Kowalska

Moja pestko. Chronię cię jak mogę.
___
Przesłuchałam wszystkie wersje piosenki 나 어떡해 (What should I do?), jakie udało mi się znaleźć. Od tygodnia melodia nieustannie kołacze mi w głowie, z pierwszym wersem: na oetteokhae. Czy to zbieg okoliczność, że natrafiłam na nią właśnie teraz? (Dzięki filmowi „Miętowy cukierek”.) Zaskoczenie i ekscytacja pomieszały się ze sobą na wieść o tym, że koreański żeński zespół, który lubię, odświeży piosenkę z 1977 roku już na początku grudnia. Uwielbiam niespodzianki, które łączy jedna rzecz.

3.11.2013

791. Pieniądze nie dają szczęścia, ich brak tym bardziej.

Jak by to było dobrze, gdyby na to wszystko spadło zapomnienie jak wielki całun śniegu. Ale te przeżycia stały się częścią mojej istoty. Są krajobrazem, w którym przyszło mi żyć. – S. Plath

Mój krajobraz zapiera dech w piersiach, melancholią i pięknem, szczyptą goryczy i odrobiną słodyczy.

Zespół Tegan and Sara ma wrócić, szybciej niż można się spodziewać. Musisz koniecznie pojechać – usłyszałam od pewnej osoby. Już zbieram wyimaginowane złotówki do wyimaginowanej skarbonki. Tak jak zbieram na odwiedziny Aleksandry, Emilii, Pauliny, Dominiki, Justyny, nie myśląc o tym, że jednej może to obojętne, druga może by chciała, trzecia przyjęłaby z otwartymi ramionami, czwarta jest znakiem zapytania, piąta powie okej. Zbieram też na książki i albumy, zbieram na wyjścia do kina i muzeów, zbieram na ubrania i buty, zbieram na kosmetyki i waciki, na jedzenie, na wszystko, lecz nie mam nic, ani grosza ponad teraźniejszość.
Mój krajobraz bez was. Bo nie mogę kupić waszej obecności.

2.11.2013

790.

Ziarnko piasku czy kamień idą tak samo na dno. – „Oldboy”(2003)

Ponad miesiąc temu obejrzałam film; dzisiaj wyemitowali go w telewizji. Czy gdybym wiedziała wcześniej o telewizyjnym seansie, poczekałabym, zamiast ściągając z internetu? Niektórych scen nie zapomina się nigdy. Czy to nie dziwne, że co miesiąc widzę w telegazecie „Salę samobójców”? Mój młodszy brat zna dialogi na pamięć. Ja z filmów zapamiętuję muzykę oraz gesty, spojrzenia i sceny rozstań. Niektóre momenty przewijam do oporu, aż nie mogę już dłużej, a po czasie do nich wracam i z tą samą świeżością uderza we mnie obraz. Nie wiem, a może zabiją mnie kiedyś filmy? Może właśnie to? Nie książki, nie przyjaźń, nie fandom, nie zmęczenie. Wiecie, dzisiaj był koncert zespołu Tegan and Sara. Jedna z tych zmarnowanych szans na odrobinę radości, nie dlatego, że nie chciało się jej wykorzystać, ale dlatego że sprzedaż duszy diabłu nigdy u mnie nie wchodzi w grę. Ktoś dał im wódkę; widziałam nalepkę – Żubrówka – tak, widziałam to na zdjęciu. Polska i polskie prezenty. Na alkohol obcokrajowcy zawsze mogą liczyć, bo nie na przywitanie chlebem i solą.

1.11.2013

789.

Niewyspanie. „Miętowy cukierek.” Na oetteokhae. Shimshimtapa z datą pierwszy listopada. Melancholijnie i słodko. Odtwórz ponownie razy milion. Placebo, nowy album, exit wounds. Zmęczenie. Aleksandra. „Vengo”. Przychodzę znikąd, nie mam domu, nie mam gdzieś iść, moimi rękoma rozpalam ogień, moim sercem śpiewam dla ciebie. Długa podróż, brak zapachu dzieciństwa, niedopasowanie. Ból brzucha, proszek, dwa. „Matka Boska Kwietna” nie do przeczytania, nie do strawienia. Próba – „Wielki Gatsby”. Neon naui teoksidogamyeon. Białystok. Gdynia. Polly. Zdjęcia niechciane a widziane. Za dużo słownych wylewów. Czekanie na listy, które nigdy nie nadejdą. Kolekcjonowanie twarzy. So I started smoking, Thought the signals, Would scare your wolves away. Słodka czekolada. Kolejne rozdrapane zadrapania. Chłodny wiatr, zakurzona czerń rajstop. Spokój. Zamknięte drzwi. Niewystarczająca ilość snu. Milczenie; skryte, nieprzeniknione, ogradzające, kojące, regenerujące, uzdrawiające.

788.

Baliby się mnie, gdyby wiedzieli jak mało dla mnie znaczą. (Artur Schnitzler)

___

Otwórzmy nowy miesiąc późną nocą i z ciężkim sercem.

 
Nie umiemy dać innym tego, czego od nas oczekują; tak jak inni nie potrafią dać nam tego, czego od nich oczekujemy. Rozczarowanie i pustka. Nauczcie się nie oczekiwać ode mnie niczego, tak jak ja nauczyłam się nie oczekiwać niczego od innych. Dajcie mi wolność, którą oddałam innym. Uwięźcie mnie swoją miłością, by miłość mnie zabiła. Wrócicie przyjaciele, którzy odeszliście, a wpuszczę obcych, stojących u mych drzwi. Zdejmijcie ciężar z mych ramion i weźcie w ramiona. Odnajdźcie swe imię, na liście powrotów lub odejść. Zobaczcie czego chciałam, niedostrzeżonego waszym okiem. Spalcie kartki i zadecydujcie. Bo nie znaczę nic, by rozporządzać waszymi imionami. Odchodzicie brutalnie, przychodzicie brutalnie. Sypię się i zbieram, niemal co tydzień. Nie dla mnie, nie dla was, więc czemu? Próbuję; puszczać wolno tych, którzy znaczą zbyt wiele, a nie chcą znaczyć nic; by przyjmować chętnie tych, którzy nie znaczą nic, ale chcą znaczyć wiele. Wykrwawiam się, lecz nie na śmierć. Rozumiecie czemu, dzięki czemu, dzięki komu?

Otwórzmy miesiąc późną nocą i z lekkim sercem.

Wybaczcie mi, tak jak ja nauczyłam się wybaczać wam.