Jedyne co mnie interesuje naprawdę,
to ja sam. Nie jest to wyznanie egocentryka, lecz kogoś, kto czuje, że
ma za mało czasu na to, by wystarczająco dokładnie poznać siebie.
Moim sprzymierzeńcem jest życie.
Wiersze służą zapisywaniu moich spostrzeżeń.
I jeśli to jedyna ich funkcja, poza tą, którą spełniają przez sam fakt swojego istnienia.
Dlatego nie chcę i nie potrafię o nich mówić. Nie są to wiersze, lecz małe, bolesne kawałki mojego lęku.
Obawiam się, że mówiąc o wierszach, do reszty zniszczyłbym to coś, czego
tajemniczość naruszyłem mówiąc poprzez wiersze. Życie jest bezgraniczną
tajemniczością.
Lękam się granic.
Wstęp od autora – Grzegorza Musiała – do zbioru wierszy „Rewia”.
Byłam w czytelni i przy okazji nie mogłam
nie odwiedzić pana Grzegorza Musiała. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek
polubię wiersze. (Haiku to jednak inna kultura, więc się nie liczyło.)
Intensywne. Szaleję za prozą, jak i poezją pana Musiała. Myśl, że
zostało mi do przeczytania nie mało tekstów, które wyszły spod jego
pióra, sprawia, że czekam z przyjemną nutą ekscytacji, choć z drugiej
strony prędko nie dostanę się do niektórych utworów.
___
Chyba za marudzenie w poprzednim wpisie o
niedobrych snach, dostałam dzisiaj słodki. I już byłam w stanie
uwierzyć, że śni mi się coś miłego, ale ostatecznie sen okazał się
boleśnie słodki. Uczucie strachu nieustannie prześladuje mnie w snach;
wkrada się w każdą scenę, ale nie potrafię odgadnąć, czego się boję.
Wstałam 45 minut później niż planowałam i tylko cudem nie spóźniłam się
na zajęcia, a nawet byłam przed czasem. Cudem, bo mieszkając 40 km od
uczelni, to nie lada wyczyn. A tu proszę, autobus podjechał jeden po
drugim (rzadko mam bezpośredni kurs); czekałam tylko kilka minut na
miejski; do tego nie wpadłam zdyszana do sali. Nawet prasowanie spodni,
które odłożyłam na rano, bo wieczorem mi się nie chciało, skoro z rana
miałam mieć dużo czasu, nie przeszkodziło mi w tym. Nawet wujek, który
przyszedł zajrzeć do popsutej pralki, nie utrudnił mi poskromienia
włosów. Dwadzieścia minut i wyszłam z mieszkania. Cud (w) codzienności.