Co spotkało mnie w ostatnim miesiącu roku? Czerwona sucha plama na szyi, której pozbycie się kosztowało mnie 250 złotych. Alergia miejscowa na powiekach po nieostrożnym myciu włosów. Jednodniowa jelitówka męcząca biegunką i wymiotami. Zaczęłam ten rok zmęczona i chorująca, kończę identycznie.
31.12.2023
30.11.2023
1132
W listopadzie miałam rozmowę o staż na protokolanta w sądzie. Urząd pracy wysłał dwadzieścia osób, zrobili krótki tekst z szybkiego pisania na klawiaturze. Oczywiście nie przeszłam. Na szczęście.
Odwiedziłam też gabinet mojego ulubionego??? doktora, u którego nie byłam przez 8 miesięcy ze względu na brak pieniędzy. Teraz też ich nie mam, ale MUSIAŁAM pójść, bo tak zalecił ortodonta. Przez ten czas pan doktor zdążył się ożenić. To zupełnie nieważne, a jednak.
31.10.2023
1131.
Miarka się przebrała, w tym miesiącu małoletni sąsiad z góry dostał ochrzan za nocne balowanie. Nie wierzę, że to ciągnęło się przez rok. Ostatecznie dostało się mi, bo moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, że chcę spać.
30.09.2023
1130.
Nie zakwalifikowałam się do finału konkursu "Murowałem całą noc'". Nie wygrałam nic. Szczęka nadal boli, to już trzy lata. I jak zwykle nie pamiętam co robiłam cały miesiąc. Och, i jeszcze miałam udar, to znaczy 18-nastego września była trzecia rocznica. Happy birthday. Nadal nie wiem po co tu jestem.
31.08.2023
1129.
Byłam na dożynkach, ja, na dożynkach, więcej, bawiłam się fantastycznie, pierwszy raz w tym roku przez moment czułam, że jeszcze żyję.
30.07.2023
1128.
Siódmy miesiąc tego roku dobiega końca. Nie przyjęli mnie na staż - odetchnęłam z ulgą. Nie mam pieniędzy - oddycham z trudem. Podsumowanie miesiąca jest trudne, bo moja pamięć jest krótka. Powinnam pisać częściej, albo wcale. Pewnie to drugie.
30.06.2023
1127.
Ostatni dzień czerwca. Miałam rozmowę (na który wysłałam mnie Urząd Pracy) o staż. Nie chcę tam pracować i nie będę.
1.06.2023
1126.
30.04.2023
1125.
Niemożliwe, że kwiecień dobiega końca. Kolejny zmarnowany miesiąc. Ciągle boli mnie szczęka. Ciągle dobija brak pieniędzy. Tracę rozum, a może straciłam go już dawno temu.
31.03.2023
1124.
Marzec mija. Aparat na zębach jest. Nie ma pracy. Nie ma pieniędzy. Strach jest. Nie wiem, po co mi ta naprawa szczęki, jak i tak to nic nie zmieni w moim umyśle. Powinni mi naprawić mózg.
28.02.2023
1123.
Pozbyłam się uczulenia powiek. Nic więcej się nie wydarzyło. Możliwe, że straciłam rozum. I zaczęłam tracić na wadze.
31.01.2023
1122.
Styczeń. Już dnia trzeciego stycznia wylądowałam u dermatologa (niestety, prywatnie) po tym jak nie mogłam poradzić sobie z ciągnącym się przez cały grudzień podrażnieniem powiek dolnych i górnych oczu. Tak, sama sobie zgotowałam ten los przez własną głupotę. Styczeń dobiegł końca, a mój stan się polepszył, choć nie jest do końca idealny. Cały czas jadę na lekach i trochę boję się, że to nie skończy się nigdy. Zostały jeszcze cztery tabletki do wątpliwego szczęścia. Wątpliwego, bo nadal i przede wszystkim pieniędzy, ani pracy, aby te pieniądze zarobić. Nie wiem, co robiłam cały styczeń, poza tym, że walczyłam z tym co zawsze - ze strachem związanym z tym, że nie wiem, co zrobić z tym wszystkim. Ktoś mi znany i bliski kiedyś napisał podobne zdanie, że nie wie, co zrobić z tym wszystkim. Nie wiedział, a jednak podjął decyzję i jest zupełnie gdzieś indziej. Też jestem gdzieś indziej przez swoje nie podejmowanie decyzji.