18.02.2017

927.

Budzę się z rana z myślą o tym, co zrobiłam, a czego nie powinnam. Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie przekroczę tej cienkiej linii, tymczasem jestem zawiedziona. Do południa walę głową w mur i próbuję sobie wytłumaczyć, że nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Popołudniu tracę energię i myślę, że nie czuję już nic i wszystko wydaje się takie odległe. Wieczorem już o tym nie myślę. Nocą, tuż przed snem, wzdycham z zawodem, że przegrałam samą ze sobą. I tak codziennie. Pośród wszystkich rutynowych czynności ciągle to. Mimo wszystko nadal uważam, że jestem mądrzejsza od innych i dopóki ciężar przeszłości nie zniknie z moich ramion, dopóki nie uporządkuję swojego wnętrza, wiecie, wątroby, nerek i serca, to nie zdecyduję się na zmiany, które mają dotykać też innych. I powinnam milczeć. Wtedy też powinnam się zamknąć. Nigdy nie znajduję właściwych słów. Wszystko co chcę przekazać streszczam do jednego zdania, które potem okazuje się tym najgorszym. Tak to się kończy, kiedy upychasz miesiącami tysiące słów, a potem wydobywasz z sobie jedno słowo, które ma oddać wszystko, a nie oddaje niczego. 

16.02.2017

926.

Jestem bohaterem filmu “Słodko-gorzkie życie”. Końcowa scena jest moją osobistą sceną. Patrzę na swoje odbicie w szybie i próbuję wygrać ze sobą w walce na pięści. Moja idea mnie jest zdeterminowana przez ideę innych o mnie. Myślę o sobie tylko jako o osobie będącej odbiciem spojrzenia innych, wierzę że tylko na tym opiera się moje istnienie. Nigdy wcześniej tego nie zakwestionowałam. Kiedy toczę walkę na pięści ze swoim odbiciem, walczę przeciwko sobie, i przegrywam, tak jak główny bohater. Moja odbicie znika, a za oknem pozostaje tylko panoramiczny widok nocnego miasta.



"Pewnej Jesiennej nocy, uczeń obudził się z płaczem. Więc mistrz spytał ucznia...
- Miałeś Koszmar?
- Nie.
- Miałeś smutny sen?
- Nie.Miałem słodki sen - powiedział uczeń.
- Więc czemu płaczesz?
Uczeń odpowiedział cicho, wycierając łzy... Bo sen który miałem nie może się spełnić."
("Słodko-gorzkie życie", reż. Kim Jee-won)

8.02.2017

925.


Znowu wracam do tamtego miejsca, jakby wszystko zaczęło się wtedy i tam, choć to nieprawda. Wyszłam na taras, bo było mi słabo i niedobrze, bo zapomniałam, że wódki nie popija się colą, ani innymi gazowanymi napojami. W sumie miałam wtedy bakterię w żołądku (o czym jeszcze nie wiedziałam), więc nie mogłam czuć się dobrze. Nie pamiętam, czy od początku był tam ktoś ze mną, czy może najpierw byłam sama, ale trochę trzęsłam się z chłodu, a trochę ze złego samopoczucia. Wiem, że siedziałeś po drugiej stronie i zadawałeś pytania, a ja tak bardzo chciałam odpowiedzieć na wszystkie sensownie, ale w tamtym momencie zabrakło mi sensu. Poszłam tam rozmawiać z ludźmi, a gdy miałam okazję, przepadło. Ile takich szans zmarnowałam? Kiedy pomyślę o tym tłumie, to było siedem miesięcy temu, w lipcową noc, więc czemu wybrałam ciebie z całego towarzystwa właśnie teraz, mroźną zimą, kiedy jestem zmęczona czekaniem. Jesteś jak klucz do jego tajemnic. Rozmawiając z tobą, zrozumiałabym lepiej jego, choć przecież to tylko wymysł mojej wyobraźni i na pewno tak to nie działa. Chciałabym być waszym kumplem, jeść letnimi wieczorami tłuste frytki z pikantnym keczupem i popijać wszystko zimnym piwem, a potem czuć mdłości od nadmiaru szczęścia. Nic się nie zmieniło. Nadal nienawidzę spotykać ludzi jeden raz na całe życie i nadal nienawidzę momentu, w którym chciałabym zmienić kilka minut z przeszłość.

4.02.2017

924.

Niesamowite, nadal chcą karmić mnie tabletkami, ale nie, mam dość, nie wykupuję przepisanej recepty. Wezmę opakowanie, które dostałam poprzednim razem w aptece nadprogramowo, bo kobieta źle odczytała receptę i wystarczy. Wezmę dawkę o połowę mniejszą niż przepisana (choć w ulotce prawidłowa), o połowę krócej niż powinnam. Nie wiem, może lekarz się pomylił. Po co mam brać (silne) leki, jeśli nie miałam wrzodów, tylko miejscowe zapalenie żołądka? Po co brać leki na coś, co powinno zniknąć wraz z pozbyciem się bakterii, czyli przyczyny stanu zapalnego. Czy naprawdę muszę zahamować wydzielanie kwasu solnego w żołądku, aby naprawić błonę śluzową? Od długotrwałego pantoprazolu namnażają się bakterie w przewodzie pokarmowym, nie wchłania witamina b12, i mój brzuch, normalnie jestem gruba, ale czy muszę wyglądać na jeszcze grubszą. Najbardziej w skutkach ubocznych bawi mnie złamanie kręgosłupa, ale takie szaleństwo tylko przy długotrwałym zażywaniu. Nie zapomnijmy też o tym, że wszystkie leki mogą przynieść depresję, jakby życie nie było wystarczająco dobijające. Mi po każdych lekach strzelają kości, więc cóż, może i strzeli mi kręgosłup. Czy jestem mądrzejsza od lekarza? Oczywiście, że nie, ale nie mogę znieść tego wszystkiego, a tym bardziej znieść nie mogę faktu, że jeszcze nie rzuciłam tego w cholerę, tych wizyt, jedzenia i że nie wyszłam z domu jak nasz kot, że ślad po mnie nie zaginął. Jestem wariatką, nieuleczalnie piszczy mi w uszach, mam mroczki przed oczami, również nieuleczalne, i wydaje mi się, że mój żołądek gnije. Na dodatek wygląda na to, że ludzie mnie regularnie okłamują, nie wiem, może dla mojego dobra, albo cholera wie jaki jest ich powód. Rozmawiam więc z nieznajomymi na czatach, żeby być okłamywaną jeszcze bardziej i okłamywać innych tak samo. Dopóki nie łapię się na tym, że nie potrafię kłamać. Jakie to wszystko żałosne.

1.02.2017

923. Człowiek który śpi.

Obejrzałam film. “Człowiek który śpi.” Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to mój osobisty monolog. Jestem jednocześnie bohaterem i głosem kobiety, która opisuje los bohatera. Jestem trochę przybita. Film na podstawie książki. Mam wrażenie, że na podstawie książki, którą napisałam ja, ale nie, to przecież nierealne, autorem jest już ktoś inny. Ktoś wspomniał, że to wędrówka po depresji. Ale nie, przecież nie mam depresji. Więc co mam? Ach, na pewno to jedno pragnienie. “Niczego nie chcieć. Czekać, aby nie było już na co czekać.” Nie czekać na nasze spotkanie, na odwiedziny znajomych z innych miast, na lepszą pracę, na lepsze zdrowie. Nie czekać na te wszystkie rzeczy, które mają się wydarzyć, a nie wydarzą się nigdy. Nie czekać aż minie zima, aż nastanie piątek, aż mnie przytulisz. Nie czekać na widok waszych uśmiechniętych twarzy. Nie czekać aż waga pokaże niższą liczbę. Nie czekać aż wytłumaczysz mi dlaczego kłamałeś. Nie czekać na przesyłkę. Nie czekać na widok morza. Nie czekać na sen i na poranek. Nie czekać na porę posiłku. Nie czekać aż pragnienie ugasi szklanka wody. Nie czekać. Jak dobrze byłoby na nic nie czekać i to okropne, że człowiek zawsze na coś czeka.