16.05.2015

856. A teraz zapraszam na kawę

Pijacie kawę? Lubicie jej smak, czy do spożycia czarnego płynu zmusza was uczucie zmęczenia? Kawa, aromatyczna, na rozbudzenie, gorzka lub z dodatkiem mleka, w dużych ilościach niezdrowa, sama jej nie pijam, choć ma urzekający zapach. W przeciągu miesiąca zdążyłam zaobserwować śniadaniowe zwyczaje współpracowników, które mogłabym szczegółowo opisać, ale z obawy przed odnalezieniem tego miejsca w przyszłości bliższej lub dalszej, nawet sięgającej poza moją śmierć, nie zdecyduję się na ten ruch. O kawie postanowiłam jednak wspomnieć, gdyż wśród ogromnej ilości plików mp3 zgromadziłam kilka utworów, dla których inspiracją stała się kawa lub kawiarnia. Za każdym razem, gdy widzę wyraz coffee mam ochotę podzielić się z kimś istnieniem tych kilku piosenek, które łączy magiczny aromat kawy oraz melodia zachęcająca do odwiedzenia przytulnej kawiarni i spędzenia tam leniwego popołudnia na rozmyślaniu o wszystkim i o niczym. Jednak nie mam do kogo otworzyć ust, więc tradycyjnie zwracam się do mojego bloga, aby zanotować na pamiątkę kilka banalnych myśli. Uwielbiam tematyczne piosenki (mam w kolekcji kilka mokrych, ponurych, z dźwiękiem deszczu w tle i melancholią unoszącą się w powietrzu, przygnębiających i przesiąkniętych zapachem wilgotnej ziemi, o czym właśnie sobie przypomniałam a o czym może wspomnę innym razem), gdyż teksty banalnych utworów o miłości skutecznie mnie odpychają (jeśli sprawdzę tłumaczenie, bo inaczej słucham w błogiej nieświadomości), między innymi dlatego utknęłam w nie anglojęzycznym świecie i melodiach mniej znanych niewtajemniczonym. Oto króciutki wykaz odkrytych przeze mnie kawowych utworów (oczywiście chętnie poznam więcej, w każdym języku i z każdej części świata, niech tylko ktoś tutaj zajrzy, czekam):

Bangtan Boys – Caffee
Neol – Sad Cafe (feat. Dynamic Duo)
Yang YoSeob – Caffeine (feat. Junghyung)
Big Bang – Cafe
Seo In Guk – Mellow Spring

6.05.2015

855. bezsensowny cel, bezsensowna zabawa

Mam dwadzieścia pięć lat i jestem prześladowcą cudzych żyć, żyć które nigdy nie będą należeć do mnie, które nie są nawet w zasięgu ręki, jedynie ocierają się o moje miesiące istnienia, a potem odchodzą swoją drogą, po której ja nawet się nie przespaceruję, co najwyżej przebiegnę z bijącym w sercu strachem. Kilka osób odeszło w siną dal, niektórym nawet pomachałam na pożegnanie, zupełnie niezłośliwie, szczerze i po przyjacielsku, naiwnie wierząc, że kiedyś zapomnę, nawet jeśli były to tylko historie na dystans, a jednak wstyd się przyznać, że po moich policzkach nie raz ciekły łzy. Jestem największą beksą jaką miał okazję oglądać świat albo od dziecka nawiedza mnie depresja; trudno mi samej ocenić, bo samoocenę mam nieobiektywną. Tymczasem pustka i wielkie błogosławieństwo nie posiadania kogoś na dłużej w myślach, więc czemu nie, czemu znowu nie zaburzyć swoich dni i wplątać się w nową historię, tylko sprytniej, tylko na jakiś czas, tylko na siedem miesięcy, bo potem mnie już nie będzie. Im więcej przeszkód do pokonania tym ciekawiej, oto jest, niezapisana karta, tylko imię i nazwisko, jestem taka nieodpowiedzialna i głupia. Maj, chłodny, dla mnie tak, ciągle marznę, ważę mniej, jestem permanentnie przeziębiona, widuję codziennie setki twarzy i zastanawiam się czy moja zostanie w czyjejś pamięci, z dzień dobry na ustach i zimnymi dłońmi kasującymi bilet. Śmieję się głośno, bo znowu oszaleję na własne życzenie. Nie lubię produkować takich bezsensownych wpisów wyrwanych z kontekstu płynącego życia, ale czasem muszę, aby wszystko wydało się zabawne, aby w przerwach między kombinowaniem jak wytłumaczę się ze swojej egzystencji po śmierci pomarzyć o tym, że jeszcze warto oddychać trochę dłużej i że jeszcze kiedyś będzie lepiej. Momentami bywam taka naiwna. Czy lato tego roku będzie chłodne a turystów mniej? Dawno nie obejrzałam żadnego filmu, już nie mówiąc o czymś wartym choćby ośmiu gwiazdek na dziesięć. Jestem tylko pocieszeniem w gorszych latach, spotykam się z ludźmi raz na pięć lat, więc proszę, bądź już szczęśliwy na zawsze, bo chcę jeść słodki weselny tort, czuję się zaproszona. Napisałabym więcej, jeszcze więcej dziwnych słów, historii niepojętych i urwanych, ale czuję jak nadchodzi zmęczenie, więc udam się do łóżka z nadzieją, że tej nocy nie przyśni mi się nic przykrego.

[dopisek 16.07.2015 ]
Zabawne, tydzień po opublikowaniu  tego wpisu moja idea upadła; cel okazał się mało atrakcyjny.