31.01.2023

1122.

Witam, siebie (bo przecież nikt tego nie czyta poza mną) w Nowym Roku. Napiszmy to dużą literą, żeby było obiecująco, choć już nie jest. Mój plan jest taki, aby dodać tutaj dwanaście wpisów. Tak, będą to wpisy podsumowujące każdy miesiąc. No to zaczynamy.
Styczeń. Już dnia trzeciego stycznia wylądowałam u dermatologa (niestety, prywatnie) po tym jak nie mogłam poradzić sobie z ciągnącym się przez cały grudzień podrażnieniem powiek dolnych i górnych oczu. Tak, sama sobie zgotowałam ten los przez własną głupotę. Styczeń dobiegł końca, a mój stan się polepszył, choć nie jest do końca idealny. Cały czas jadę na lekach i trochę boję się, że to nie skończy się nigdy. Zostały jeszcze cztery tabletki do wątpliwego szczęścia. Wątpliwego, bo nadal i przede wszystkim pieniędzy, ani pracy, aby te pieniądze zarobić. Nie wiem, co robiłam cały styczeń, poza tym, że walczyłam z tym co zawsze - ze strachem związanym z tym, że nie wiem, co zrobić z tym wszystkim. Ktoś mi znany i bliski kiedyś napisał podobne zdanie, że nie wie, co zrobić z tym wszystkim. Nie wiedział, a jednak podjął decyzję i jest zupełnie gdzieś indziej. Też jestem gdzieś indziej przez swoje nie podejmowanie decyzji.