24.11.2019

1059.

Jestem zawiedziona, ale mogę być, prawda? Może kolejny tydzień będzie odrobinę łaskawszy. Może wreszcie zrozumiałam, że nie mogę mieć oczekiwań względem osób, którzy nie mają czasu. Może mi przykro, bo myślałam, że mnie nie zawiedziesz, ale nie mogę oczekiwać, że inni zrobią dla mnie to, co chciałabym, aby zrobili. Wbrew wszystkiemu ta sytuacja uczy mnie bardzo dużo o sobie samej, więc przyjmę tę lekcję z pokorą. 

17.11.2019

1058.

Kiedy myślę o tym roku, uderza mnie to, że nie zamieściłam tutaj żadnego pozytywnego wpisu, a nawet jeśli taki się pojawił, nie pamiętam. Nie pamiętam już jak to jest, gdy było dobrze. Choć to nie do końca prawda. Mam zamiar zebrać w sobie resztki pozytywnej energii i pod koniec roku zamieścić tutaj wpis z wszystkimi wydarzeniami z mijającego roku, które były dobre. Ale zanim to nastąpi pozwólcie mi dalej płakać, nad stanem swojej cery, nad nigdy niekończącym się cyklem rozdrapywania twarzy. Może mój weekend wyglądałby lepiej, gdybym nie zrozumiała, że obiecane spotkanie to kłamstwo. Choć może nie kłamstwo, ale prawda, że nigdy nie będę już na tyle ważna, aby poświęcić mi chociaż dzień. Ale staram się zrozumienie stawiać ponad swoje uczucia. Myślę o tym, że jeśli jesteś teraz szczęśliwszy niż rok temu, jeśli czujesz, że życie nabiera sensu, jeśli mimo zmęczenia wiesz, że to dobre życie, jeśli kładziesz się spać z nadzieją, to nie jest mi przykro. Właściwi im gorszą mam twarz, tym bardziej jest mi to obojętne, więc może ten dramat twarzy to jednocześnie moja ochrona. Ale w sobotę mój najmłodszy brat miał wypadek samochodowy. Schylił się by zmienić płytę i wjechał w rów uderzając w znak drogowy. Nikomu nic się nie stało, ale zostaliśmy bez samochodu, co przez chwilę stało się problemem tak wielkim, że moje ciężko zarobione pieniądze, mogę wręcz powiedzieć, często łzami, których nie byłam w stanie pożyczyć w całości, sprawiły, że stałam się najgorszym człowiekiem pod słońcem. Zaświadczyć może tylko Katarzyna N. jak źle zniosłam całą sytuację. Jestem w szoku, że od tak silnego płaczu nie rozbolała mnie głowa. Może dlatego że ssanie oleju naprawdę pomogło moim zatokom. Bez bólu minął miesiąc, a może nawet więcej czasu. Prawie całą sobotę siedziałam przed lustrem, próbując co jakiś czas oderwać się różnymi zajęciami. Co gorsza, w końcu wujek zawiesił duże lustro na ścianie, które osobiście przywiozłam ze sklepu. Czasem patrzę na zegarek, gdzie dopiero jest - przykładowo - druga po południu i myślę sobie, że nie wytrzymam do momentu zaśnięcia, że chcę już iść spać, chcę, żeby to się skończyło, ta walka ze sobą. Bycie w domu mnie niszczy, nie bycie również, bo jak nie w domu to jestem w pracy. Mogłabym znaleźć tysiąc zajęć, które zajęłyby myśli i palce, odciągnęły od złych luster, ale jestem sama, ja i tylko ja. Nie potrafię wygrać ze sobą.

14.11.2019

1057.

Wstałam z ładną cerą, gdzie przez ładną mam na myśli moje niewielkie wymagania, gdzie przebarwienia, blizny i strupki nie mają znaczenia, bo da się je zakryć korektorem. Ile moja niechęć rozdrapania twarzy będzie trwać? Dobę? Do kolejnego wyprysku? Do kolejnej burzy hormonów? Moje życie było przez długi czas czekaniem na ciebie, kimkolwiek teraz jesteś, aby stać się paranoją skupioną na własnej twarzy. Stresuje mnie każde spojrzenie w lustro. Mycie rano, mycie wieczorem. Jestem zmęczona. Mam tyle rzeczy do wypisania z siebie, a jedyne co robię, to po powrocie z pracy stoję przed lustrem, czasem bardzo długo, nawet godzinę, i patrzę, jakbym próbowałam w otwartych porach znaleźć rozwiązanie swoich problemów. 

10.11.2019

1056.

Chciałabym żyć w świecie, w którym masz wybór, w którym wybór śmierci oznacza całkowite nieistnienie, nie bycie, tak jakby nigdy się nie było. To już długa droga w dół. Niczego się nie nauczyłam. Niszczę siebie dzień po dniu. Kiedyś miałam kontrolę nad własnym cierpieniem, teraz nie mam kontroli nad niczym. Codziennie wieczorem obiecuję sobie, że następny dzień będzie lepszy, że nie zrobię sobie krzywdy, a potem, gdy zostaję sama i patrzę w lustro nie mogę znieść tego wszystkiego. Nie wiem, może chodzi o to, aby moja twarz stała się jedną wielką raną, aby ktoś w końcu uwierzył, że naprawdę potrzebuję pomocy, że chcę być inna niż reszta mojej rodziny, która żyje w pięknych kłamstwach. Nie wiem, a może chodzi o to, że z taką twarzą nie będę miała ochoty już nikogo widzieć i wystawiać się na kolejne porażki i zawody. Dzisiaj tak dobrze mi szło, ale jedno nieprzychylne spojrzenie w lustro zniszczyło wszystko. Prawda jest jednak taka, że gdybym miała ładną cerę, nie psułabym jej dodatkowo. Rządzi mną strach, że będę jeszcze bardziej odpychająca, więc widząc coś niewielkiego, chcę zniszczyć to już w zarodu, aby nie stało się problemem większym. Tymczasem dzieje się na odwrót. Mały problem przybiera niewyobrażalne rozmiary. Nigdy nie radziłam sobie z życiem, teraz nie radzę sobie dodatkowo ze sobą. Ciepię na bezsenność, bo nie chcę zasypiać i budzić się do kolejnego przykrego dnia. Jestem zmęczona psychicznie. Chcę umrzeć, od dawna, odkąd tylko pamiętam, od dziecka. Chciałabym tylko dożyć momentu, w którym Wonho wraca do zespołu, ale wiem, że on nie wróci.

7.11.2019

1055.

Witam, zniszczyłam swoją twarz. Czy mój każdy wpis będzie już tylko o tym? Niesamowite jak z jednego tematu, który wałkowałam tutaj miesiącami nagle znalazłam nowy. Gdybym notorycznie nie wbijała paznokci w skórę, nie wyglądałoby to tak tragicznie, ale przecież muszę odreagować w jakiś sposób TO WSZYSTKO. Dla odmiany mogę pochwalić się faktem, że od 18 dni nie wzięłam tabletki przeciwbólowej, nawet okres przetrwałam bez. Czy to znaczy, że nie jestem już lekomanką? Ogarniam jedną myślą cały mijający rok i myślę, że to jeden z tych najgorszych. Coraz częściej łapię się na myśli, że może chciałabym, aby był już ostatnim.

2.11.2019

1054.

Od kilku dni zbieram się do tego, aby coś tu napisać. Odczuwam nieodpartą potrzebę pozbycia się z siebie tego wszystkiego, ale nie mogę się zebrać, jest tyle ważniejszych rzeczy niż rzucanie słowami. Napiszę po prostu, że jestem zmęczona i chciałabym obudzić się w innym życiu, z nową twarzą i nowym sercem. Chciałabym tak wiele nieosiągalnych rzeczy, że aż mnie to przerasta.