28.01.2013

711. Dark come soon.

Piętnaście jedenaście z przewagą dla rzeczywistości. Być może za moje szczęście głupca powinnam przyznać sobie więcej, ale co komu po punktach, gdy i tak w niczym nie ma sensu.

Nic nie widać, bo was tu nie ma. Nigdzie indziej niż tu, i nie tak jak teraz, wszystko bez ani jednej emocji maluje się prawdziwie. Tu gdzie jestem, nie ma już nic z tego, co wydaje wam się jeszcze być. Nic nie widzicie, bo was tu nie ma, tak jak nie ma mnie tam, gdzie wy. Czemu nigdy nie spytaliście jak się czuję? Teraz to wiecie, nie czuję nic. Wytłumaczyłabym wam, gdzie popełniłam błąd, ale po co? Poza tym, mówienie jest męczące.

Tegan i Sara Quin są cholernie utalentowane, a do tego mają mistrzowskie poczucie humoru. Mogłabym słuchać godzinami ich muzyki oraz historii wyciętych z ich życia. 13 lat do nadrobienia to dużo, więc zamierzam dobrze się bawić przez długo.

Wszystko co mówię, mówię najpierw do siebie
Wszystko co robię, robię najpierw sobie
Więc co z tego, kłamałam, okłamałam również siebie
(i co z tego?)

27.01.2013

710.

Na poniedziałkowy egzamin należy przeczytać tekst pod tytułem „Jakościowe badania terenowe”. Oczywiście nie mam już czasu, by to zrobić (tak jak i pisać tej notki, ale cóż, jak widać lepsza notka niż sen), jednak przekartkowałam kilka stron, by zorientować się na podstawie podrozdziałów o czym mowa. Chyba nikogo (kto mnie trochę zna) nie powinno dziwić, że los chciał, aby pierwszy moim oczom ukazał się napis „Przymusowa heteroseksualność”. Badania podjęte przez Didi Khayatt dotyczyły instytucjonalizacji przymusowej heteroseksualności w szkołach i jej wpływu na uczennice lesbijki. Także niech żyje nauka, moje przeznaczenie; obu mam szczerze dosyć.

Poza tym w przerwach na relaks nieustannie Tegan and Sara, zwłaszcza w programie (nieistniejącym od 2009) Liz Feldman. Kobieta kończąca każdy program z tęczowym mieczem i słowami „I’m Liz Feldman and you’re so gay” w połączeniu z wcześniejszą rozmową z Tegan Quin to najgłupszy i najśmieszniejszy widok moich ostatnich dni. Szkoda, że obejrzałam już wszystkie odcinki. Były tylko cztery.
Niech żyje nauka i moje tęczowe przeznaczenie; nie mam niczego dosyć.
 
Zadziwiające, że spędzam przy komputerze TYLKO dwie godziny w ciągu dnia. Zasługa sesji. Zadziwiające, ale nie dbam już o to, ile szkód wyrządzi cisza. Właściwie, czy komuś kiedyś zależało na tym wszystkim bardziej niż mi? Wy (cała ósemka) bawcie się dobrze beze mnie, bo mnie już jest coraz mniej. I chyba nie mam ochoty na ten cały świat, który wy znacie. Właściwie to mam ochotę tylko na sen, więc dobranoc i do kolejnej rundy oraz przydziału punktów. (Jeśli ktoś pamięta, nadal przegrywam z rzeczywistością.)

23.01.2013

709.

Patrzę z przerażeniem na liczbę wyświetleń (83 w jeden dzień). Mój nieświadomy błąd właśnie został zaznaczony?
Piętnaście dziesięć z ciągłą przewagą dla rzeczywistości; ale to nie ważne, ważne, żeby gra już dobiegła końca, a do końca jeszcze pięć odpowiedzi.

22.01.2013

708.

Piętnaście dwa dla rzeczywistości, czy to ma jeszcze sens? Piątka, was pięć, kilka znaczących słów, nieświadome wypowiedzianych, i znów coś nie pozwala mi odejść. Kiedyś były tylko dwie; „cudowne rozmnożenie” w ciągu roku, przerażające i zaskakujące, tyle dobrego, tyle złego. Czemu znów coś nie pozwala mi odejść? Chęć bycia kimś lepszym dla was lub chęć bycia bez was. Osiem zakazanych, lecz cennych imion. Tłok, w którym trudno się odnaleźć. Zbyt dużo was w zbyt małej głowie. Zawodząca i zawiedziona. Prosząca i przepraszająca. Coś nie pozwala mi odejść…

21.01.2013

707. Pogodzona z rzeczywistością?

„Mam tylko jedno pytanie, mam nadzieję, że nie uznasz go za obraźliwe.
[…]
Pisząc ze mną tu na tumblrze, wydajesz się taka opanowana, pogodzona z rzeczywistością, nie pamiętam, żebyś napisała coś tak, że czułabym radość przesiąkającą Twoje słowa, bądź też wielką złość czy smutek. Chociaż nie znam zdecydowanej większości Twoich problemów, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie byłaś, nie jesteś, i jutro też pewnie nie będziesz w pełni szczęśliwa. K., czy czasami nie rozsadza Cię coś od środka, żeby uwolnić wszystkie emocje, które w Tobie siedzą? A może i to robisz, tylko że nie dajesz tego po sobie poznać?”

Może nie powinnam, tutaj i tak, ale nie potrafię pojąć, jak jej siedemnastoletnie istnienie odkryło to, o czym milczę nawet przed sobą. To nie powinno się zdarzyć, ale jest, czemu teraz, czemu tak, czemu ona? Przecież było tak pusto i spokojnie…

18.01.2013

17.01.2013

704. Jak możesz to robić, nam, ciągle poszukującym...

I take a breath, take a breath
with me blow by blow
take a break, take a break from you
you are here to stay
I take my heart out of my chest
I just don’t need it anymore
take my hand up again
I just don’t need it anymore.


Dwa trzydzieści, Tegan, jak możesz to robić, nam, ciągle poszukującym, ale zrób to jeszcze raz, popatrz na mnie, cios za ciosem, bo musi coś wybuchnąć, coś zostać zniszczone, i myśli, tak, muszę się uwolnić od przybijających godzin sam na sam z książkami, więc chodź, och, wiem, że nie możesz, naprawdę wiem, ale to nie ważne, bo widzę cię przede mną, twój wzrok tak przyjemnie się we mnie wbija; stoję jakbym była zahipnotyzowana, jestem skończona, a wyobraźnia to kłamstwo, ale twój głos jest nawet w polskich stacjach radiowych, więc jesteś ze mną, chociaż ty, na każdą moją prośbę, moja mała radość w tych dniach bez radości, tylko ty, bo oni już mają kogoś innego, tak daleko ode mnie, nie mają tych samych wizji, choć dobrze, że nie są takie jak u mojego brata o czwartej nad ranem, gdy podczas snu na jawie kłóci się z szatanem; a u mnie w domu z takich rzeczy się nie żartuje; aż mnie ciarki przeszły, gdy o tym mówił (mi popołudniu); wszyscy domownicy się obudzili, oprócz mnie, bo zmęczona życiem spałam w najlepsze, bo depresja pozwala na nieprzerwany sen (depresja i sen – kochankowie dnia i nocy, zawsze razem); może to dziwne, ale mój ojciec, tamtego dnia gdy pił (choć pił chyba od zawsze), i nocował u mojej babci, a swojej mamy (bo już nie mieszkał z nami lub był jeszcze niezdecydowany, gdzie chce być), też widział szatana, ale we śnie; byłam mała, ale ta informacja ciągle we mnie jest, tak jak to, że w dzieciństwie ten sam brat majaczył przez sen i budził się z płaczem. Już po północy, muszę iść, ale Tegan, ciągnie mnie, jeszcze jedno spojrzenie. Wiesz, nie musiałam czytać przed grupą recenzji, którą zaczęłam pisać jeszcze przed świętami; było zapowiedziane zastępstwo, więc nie poszłam; koleżanki oddały za mnie tekst i czułam się taka wolna, że chociaż to mnie ominęło. Idę spać, a ty?

14.01.2013

703. Dzień za dniem i ciągle ty...

Pospiesznie wypita czerwona herbata; kilka niepotrzebnych nikomu łez na policzkach, zrezygnowanie i nieumiejętność skupienia się na nauce. Urocza i śpiewająca Tegan; jestem przegrana. Dobrze, że nie ma już ciebie, ale nie chcę mieszać, nigdy nie będzie prawdy. Zdrowiej, i ty i ty. Och, kolejne rozdrapane rany na ciele; żeby lata nie było, taki wstyd; więc proszę, jeszcze dwa mniej stracone bez wysiłku, na pocieszenie. Panie, mój Panie, chroń mnie przed samą sobą, bo jestem na drodze do nieświadomego zniszczenia. Pisanie opowiadań wychodzi najlepiej, gdy należy się uczyć. O sesjo, bądź dla mnie łaskawa, bo inaczej cię nie przetrwam. Jutro recenzja; na dworze zimno i biało; utknąć po drodze byłoby miło. Nikt nie odzywa się pierwszy; jestem słaba, jestem pierwsza. Tegan, ktoś musi zrujnować moje życie, rozumiesz, więc chodź.
____
Bo przecież tak nie było można, Gąsior, sam wiesz, sam mi to mówiłeś. Jak się nad tym zastanowić, to do niczego cię nie przekonywałem. Wtedy w knajpie, Kostek śmiał się, że mówię o śmierci. Że w taki sposób. A w jaki miałem mówić, żeby ktoś choć na mnie spojrzał? Przecież codziennie mówimy o śmierci. Dzień dobry, mamo, dzień dobry tato – a to znaczy śmierć. Każdy ruch szczoteczki, każda banieczka piany przybliża cię do niej. Miałem sprzedać wam taką opowieść? O szczurze, o korniku naszych, waszych dni? Gąsior, nie chce mi się rozpaczać i rozpamiętywać. No, może, powiedzmy chcę umrzeć bez pomocy tej szczoteczek, może chcę, by ktoś zobaczył, bo strach nie daje mi spokoju, nie chcę umierać ze strachu, co nie jest jeszcze czymś najgorszym, skoro grozi śmierć z obrzydzenia. Spójrz na siebie, Gąsior, japisie od siedmiu boleści z teczką i w butach za milion. Wszyscy zdechniecie albo oszalejecie, gdy wszystko, co macie do zrobienia, będzie już zrobione. Tylko że nie ma takiej możliwości, więc zdechniecie albo oszalejecie grubo przed końcem, chociażby dlatego, że tego końca nigdy nie będzie widać. Koniec jest jeden, ale wam to się w tych głupich głowach nie mieści. Ja mam trzydzieści dwa lata, byłem pianistą i pederastą, potem czytałem książki i chodziłem po ulicach, i wierzyłem, że jestem obrazem i podobieństwem. Zwłaszcza jak mi ktoś dokopał. Bo wtedy cierpiałem, a żadne inne podobieństwo nie przychodziło mi do głowy. (A. Stasiuk, Biały kruk)

11.01.2013

702.

„Najbardziej kochamy tych ludzi, te sprawy i te rzeczy, od których bieg życia każe nam odchodzić – nieraz na zawsze.” – Marek Hłasko
Dziesięć kroków w tył. Nie zatrzymują. Czy tak będzie lepiej?
____
Zrobiło się miło; niespodziewanie i obiecująco. Dla jednej chwili oczekiwania i nadziei było warto, nawet jeśli zawsze potem pozostaje pustka i żal, że tyle godzin minęło dla jednej minuty chwały. Szukanie kolejnej okazji, by walczyć z samą sobą, gdzie przegrana i wygrana należą jednocześnie do mnie.

9.01.2013

701.

Przez przypadek poznałam Tegan i Sarę. Kolejne bliźniaczki, kolejne śpiewające. Przeżyłam lekki szoki, dowiadując się, że są starsze ode mnie o dziesięć lat, czyli obecnie mają po 32. Teledysk do Closer wskazuje na coś innego. Myślałam, że są moimi rówieśniczkami. Jednak to nic; gorzej, że ciągle nucę tą piosenkę.
____
Może macie jakieś pytania do koleżanek, bo mi ścisnęło gardło i nie wiem co powiedzieć.”
Tak brzmiał pierwszy komentarz po wyświetleniu filmiku. Najlepsze słowa, jakie mogłyśmy usłyszeć. Wzbudziłyśmy emocje. Niesamowite, że za trzecim razem nam się udało. [Za pierwszym wszyscy (serio, też się dziwię) zachwycali się mną, najprawdopodobniej dlatego że na ekranie ujrzeli kogoś innego niż widzą na co dzień (też mi powód).] Nie lubię być w centrum uwagi.)
 ____
Chciałabym móc pisać. Niestety, ciągle ktoś mnie rozprasza. Do tego, wieczorami, gdy mam (jeszcze) trochę czasu dla siebie, jestem zmęczona i wolę rozrywkę, która nie wymaga twórczego myślenia. Innym razem wena nie współgra z możliwościami technicznymi, czyli wtedy, gdy przebywam na wykładzie. Później to już w ogóle nic mi się nie chce. To jak kara lub interwencja Siły Wyższej, która uniemożliwia mi pisanie bzdur. To, co do tej pory powstało i jest zapisane w komputerowym notatniku, ma niewiele wspólnego z yaoi. Muszę pomyśleć o odbiorcach, wtedy się uda. Albo pomyśleć o rzuceniu tego w cholerę i też się uda. Wcale nie marudzę, choć ostatnio słyszę to często albo tylko „oj Kikre, Kirke”. Śmieję się (ale nie złośliwie); tak bardzo się mylą. Ale za to ich uwielbiam. 
Za pół godziny dwudziesta trzecia. Chyba pójdę spać.

Chcę spać, spać, czy Bóg mi wybaczy? Jeśli jest Miłością – zapyta o cierpienie. Jeśli Mądrością – podniesie znad ksiąg zimne oczy. Jeśli jest Światłem – spłonę w Jego blasku i wreszcie mnie nie będzie. Chcę spać, spać – czy Bóg jest pytaniem? – trzepotem? – pytaniem, którego utulić nie mogę.” (Grzegorz Musiał, W ptaszarni)

6.01.2013

700. Zbiór imion i czynów.

Filmik na zaliczenie się skręcił. Premiera w środę. Jeśli chcecie, możecie przyjść, akurat tam nikt nie zauważy, że to nie wasze zajęcia. Trzeci film; za trzecim razem wyszło nam najlepiej, pod względem technicznym, czyli jest progres. Tylko aktorzy. Miejmy nadzieję, że w czwartym nastąpi zmiana. Zabawa w aktorkę nie jest wcale zabawna, zwłaszcza, gdy jest się beztalenciem. My potrzebujemy płci przeciwnej, najlepiej w parach. Albo dużo ognia i papierosów.
Innastrona zmieniała nazwę na gueer.pl. Odwiedzam od czasu do czasu dla artykułów. Wzięłam się za czynie posumowania 2012 roku. Co mnie zaskoczyło? Wiadomość, że Miron Białoszewski był homoseksualistą. W tym roku ukazał się Tajny dziennik, gdzie pisał wprost o swojej orientacji seksualnej. Sprawdziłam bibliotekę uniwersytecką – jest. Tylko trzeba trochę poczekać aż ktoś zwróci. Och, czas na czytanie bez wyrzutów sumienia też by się przydał.
W podsumowaniu oprócz filmów, książek, parad równości, festiwali, coming outów (swoją drogą, pojawiła się jakaś moda na bycie bi wśród piosenkarek, co chwilę któraś się otwiera, zwłaszcza przy promocjach nowych albumów, hmmm) znalazło się wspomnienie kilku osób, które popełniły samobójstwo (jedno ze słów, na które zawsze reaguję), ponieważ były dręczone z powodu swojej orientacji seksualnej. Gdy czytam, że 14-latek odbiera sobie życie, jeszcze bardziej wzrasta we mnie niechęć do świata. Wiadomość o zabójstwie 20-latka przez dwóch 15-nastolatkach też przeraża. „On chciał mnie pocałować, ja chciałem go zabić.” Brak słów.
Samobójstwo w 2012 roku popełni także Roman Ragazzi, a właściwie Dror Barak (lat 38), były gwiazdor gejowskiego porno i były pracownik izraelskiego konsulatu ONZ w Nowym Jorku. Wyjście na jaw przyszłości z pornografią przyczyniło się do jego rezygnacji z tego stanowiska. Zajął się więc sportem, pracując jako prywatny trener w spółce Freedom Fitness. Szukałam różnych wiadomości na zagranicznych portalach, a przede wszystkim odpowiedzi na pytania: „jak?” i „dlaczego?”. Śmierć była niespodziewana, jak zawsze w tego typu przypadkach, bo nawet jak ludzie mają na czole wypisane „przyszły samobójca” to wszyscy ślepi, ja pewnie też, cóż, chyba nikt nie ma czujników wykrywających takie rzeczy, choć niektórzy dają różne sygnały, ale to nie post o skłonnościach samobójczych, więc wracając do Dror’a, on niczego nie sygnalizował, ale najprawdopodobniej podłamał się tym, że niektórzy dali mu jasno do zrozumienia, że nie akceptują jego przeszłości w pornografii. Po Dror’a śmierci tak wypowiedział się jego chłopak (tłumaczenie moje):
„Przede wszystkim chcę powiedzieć, że Dror nie był uzależniony od narkotyków, imprez, nie był szablonową gwiazdą porno. Był ciężko pracującym mężczyzną, który budował z powodzeniem osobisty treningowy biznes wraz z zaangażowanymi klientami. Był kochający, miły, spokojny, piękny zewnętrznie i wewnętrznie. Dlatego ostrzegam każdego, kto chciałby ukrzyżować i osądzać kogoś za jego pasję do rzeczy, które robił w przeszłości, a które nie są już związane z jego obecnym życiem. Dror był pięknym człowiekiem, który kochał swoją pracę, swojego psa Diesel’a, mnie i swojego brata Justin’a. Był prostym mężczyzną, któremu do szczęścia wystarczyło zwijanie się na kanapie przed telewizorem i oglądanie programów ze swoim psem i chłopakiem.” 

Może tyle o minionym roku, bo od sześciu dni mamy nowy. Wraz z wygaszeniem comiesięcznych hormonów uspokoiłam się i ja ( chyba u mnie to tak nieciekawie działa), tak bardzo, że ogarnął mnie błogi spokój i nikt nie gości w moich myślach. Tylko wizja nauki do połowy lutego tam jest. Uczę się, jakoś, marnie, ale zawsze. Za to nie dam rady dokończyć swojego opowiadania. Może po sesji, może kiedyś, może nigdy. Ale to nieważne, naprawdę nie. 

Poniżej cytat, bo gdy kilka dni temu czytałam ten fragment, pomyślałam o dawnej sobie, o kościele, kurzu będącym w świetle i imionach, które latem towarzyszyły mszom. 

Kościół był pełen wiosennego światła. Działo się to krótko po świętach Wielkiej Nocy. Były śnieżne i deszczowe, teraz dopiero pojawiły się kotki wierzb i ta jasność dnia, w której mrużę oczy wznoszone ku ołtarzowi i witrażom. Kościelny pył wirował w rytmie modlitw i mych myśli, myśli o zmarłym w dzieciństwie rodzeństwie, o życiu, jego zdarzeniach, o czasie starości i beznadziei…
„Irina pewnie stoi w cerkwi” – pomyślałam. Obok mnie, blady po zimie Tadeusz, oczy zwrócił w stronę księdza, jego usta poruszyły się w kształt słowa „ojcze”. Przede mną i poza mną obłudnice, rozpustnicy, nieszczęśliwi, nieświadomi i dzieci. Chciałam zobaczyć tu tamtą śniadą twarz; podobno zawdzięcza ją domieszce krwi gruzińskiej.
Czy ona także patrzy na sklepienie, jakby modlitwy opadały spod niego? Czy czuje, że Bóg stworzył tajemnice, na które ludzie dopowiadają próbami śmiesznymi lub wstrząsającymi, lecz nigdy wystarczającymi do ich rozwikłania. Czy wie, że trzeba rysować najpiękniejsze pałace na piasku, choć zmyje je woda? Zadawałam tak swoje zwykłe pytania (które zwykle kieruję do siebie), lecz szczególnej przyjemności dostarczało mi, iż myślę w nich o niej. Nie sądzę, by istniała przyjaźń między dwiema kobietami – zbyt wiele znaczy tu mężczyzna; mężczyźni zaś mylą to uczucie ze wspólnym picie wódki; o tym co łączy te dwie płcie można napisać tomy, w których także zabraknie tego słowa. Przyjaźnić się można z dziećmi i zwierzętami. Dusza znajduje jednak radość w złudzeniach.
- Irina. Irina Nikołajewna? – powiedziałam to półgłosem w największym rozgwarze modlitw. Miałam wrażenie, iż nie jest to pytanie, a odpowiedź. Lecz, czy ma jakiekolwiek znaczenie wymówienie czyjegoś imienia?
(Ewa Schilling, Notatki ze zbioru opowiadań Lustro)

2.01.2013

699. Jestem.

Szybciej niż się spodziewałam. Moje szczęście głupca. Czas bez internetu wypełniłam różnymi rzeczami tylko nie nauką, wmawiając sobie, że mam jeszcze miesiąc. A miesiąc przecież minie za szybko.
Od razu po północy – a przecież miałam iść spać gdy tylko huk fajerwerków ucichnie – zaczęłam pisać, bo internet już nie działał. Powstało opowiadanie. Jestem tak bardzo zdziwiona, że nadal nie wiem, co z tym faktem zrobić. Za to wiem, kto mógłby się ucieszyć, tak szczerze, gdym opublikowała. Zrobię to?
W ogóle witam w nowym roku. Już o piątej rano obudziłam się z bólem brzucha, było mi słabo, gorąco i myślałam, że zdechnę, ale znacie moje (nie)szczęście – przeżyłam. No dobrze, muszę przyznać, że tym razem chciałam przeżyć, dlatego niech nie gniewa się na mnie starsza (ale tylko troszeczkę) część społeczeństwa za kolejne słowa o umieraniu (o ile to przeczyta).
Dzisiaj obejrzałam film – Fabrykę zła (Napola/Before the Fall). Nie przepadam, a nawet nie lubię filmów o tematyce wojennej, ale ten, aż mnie skręca w żołądku, gdy znowu widzę te wszystkie sceny przed oczami. Może dlatego, że byli młodzi i wrażliwi. Wybuch granatu, krew ściekająca po twarzach, walka na ringu, przytuleni na podłodze w łazience i jedna z ostatnich – zima, lód, nurkowanie i krzyk. Znowu wybrałam idealnie. Tyle emocji. Po takich seansach na nowo kocham smutek, który czasem pożera mnie jak rdza.
Potem dokończyłam czytać zbiór opowiadań „Lustro” (1998) Ewy Schilling (która Schilling naprawdę nie jest, bo to pseudonim, a prawdziwe nazwisko pozostaje ciągle nieznane) i jeszcze bardziej dało o sobie znać wszystko to, o czym milczę. Lubię, jak potrząsają mną teksty. (Tylko, gdy zetkniecie się kiedyś z treścią, to za dużo sobie nie wyobrażajcie, dobrze?)
„…ale Boże, dzięki ci, bo wciąż mam to, co mi dała w prezencie pożegnalnym – cyjanek…”
I ja się pytam, gdzie moja kobieta z cyjankiem?
Niedawno (dwie godziny temu) przesłuchałam kilka albumów Epik High. Rzadko słuchałam rapu, ale po koreańsku uwielbiam, zwłaszcza, że z sensem, boleśnie prawdziwie/prawdziwie boleśnie i chyba mam dzisiaj przypływy zbyt wielu emocji, bo kręci mi się w głowie. Oczywiście pozytywny akcent też się znalazł, zwłaszcza na ostatnio wydanym albumie.
Teraz oglądam tzw. fancamy z Sylwestra w Korei i chyba mi zbyt wesoło od tych wszystkich interakcji między płcią męską. Tylko niejakiemu panu Kim Jonghyunowi mam ochotę zasadzić kopniaka. Przyczynę przemilczę.
Może na tym skończę dzisiejszy wpis, bo im dalej brnę, tym coraz bardziej się rozluźniam, a nie chciałabym w którymś momencie przegiąć. Zresztą, widać, że znowu nie mam nic ciekawego do powiedzenia.