28.09.2019
1047.
Moje ulubione zdjęcie, ale nie mogę Ci o tym napisać. Wtedy pomyślałam, że jest w tym coś przykrego, teraz nadal nie wiem, czy moje “nie mogę” jest wynikiem osobistego przekonania, podpowiedzi innych, czy czegoś, co powinno takie pozostać. Boli mnie gardło. Czasem taki ból jest potrzebny. Wtedy nie myśli się o wielu rzeczach, tylko o tym, że boli i nic nie pomaga, więc trzeba przeczekać, a czekanie się dłuży i ma się dość. Poczekam, a potem znowu pomyślę o tym wszystkim, o czym nie powinnam.
18.09.2019
1046
261 pierwszy dzień roku, dociera do mnie, że znowu wyszłam na paranoiczkę. Pierwsze co chcę zrobić to przeprosić, posłać bukiet róż, bić się w pierś, zerwać kontakt, który i tak jest zerwany. Mnie już ani trochę nie dziwi, że sytuacja wygląda jak wygląda. Takich ludzi jak ja odsuwa się na bok, więc będąc odsuniętą i ja odsunęłam kogoś, choć naprawdę nie odsunęłam, od razu odcięłam drogę. Nie mam siły już o tym myśleć, więc tego nie robię. Dni płyną szybko, coraz bliżej końca, jakieś na pewno, jesień, za oknem i w sercu, chciałam napisać więcej, ale nie dzisiaj, bo nagle usłyszałam jak wzywa mnie łóżko i przypomina o śnie. Tylko że nie sypiam dobrze od miesięcy.
13.09.2019
1045.
Pomyślałam kiedyś, że nie napiszę już o tym ani słowa. Teraz ogarnia mnie ogromna bezsilność, gdy pomyślę, że mogę nigdy nie pozbyć się tego wszystkiego z głowy. Ale to nieprawda; ludzie żyją z tyloma trudnymi historiami w sobie i dają radę, więc czemu ja usilnie próbuję zrozumieć coś, co wcale nie musi być zrozumiane. Mogę zostać bez odpowiedzi, mogę przestać wymyślać te wszystkie głupie teorie i pogodzić się z tym, że każdy ma wybór i Twój wybór to po prostu zerwanie ze mną kontaktu. Tak, mam ochotę napisać, że mnie to wcale nie dziwi, że ludzi nienormalnych omija się łukiem i że wiedziałam, wiedziałam to mając lat kilkanaście, że na pewnym etapie życia ludzie zaczną mnie opuszczać. Ale to nie do końca prawda, bo mam przy sobie osoby, z którymi nie mam takiego problemu. Widzę kogoś po pół roku, a i tak mam pewność, że czas nas nie rozdzielił. Wiem to, bo te osoby chcą się ze mną spotkać i wiem, że im nawet miło, gdy siedzą w moim towarzystwie. Czemu więc to wrażenie już mi nie towarzyszy, gdy pomyślę o Tobie? Nie wiem i mój problem polega na tym, że chciałabym to zrozumieć. Wiem, zmieniłeś się, chyba dobrze odczytałam to we wszystkich Twoich wiadomościach z ostatnich lat, sam nie raz pisałeś, że nie jest już jak kiedyś. Więc kiedy przestałam być dobrym duchem przeszłości, a stałam się koszmarem? Nie piszę jednak tego z wyrzutem. Chciałabym zrozumieć, gdzie popełniłam błąd. A co jeśli nie popełniłam żadnego błędu? A co jeśli nie potrafię czuć się winna? Co jeśli uważam, że zasługuję na coś lepszego w życiu niż czekanie? Niestety prawda jest smutniejsza. To ja jestem stroną, która aby ruszyć na przód potrzebuje zamknąć przeszłość. I naprawdę chciałam, żebyś mi w tym pomógł. Chciałabym, żebyśmy rozstali się w zgodzie i bez żadnych oczekiwań, a potem zapomnę. Chciałam Cię przeprosić za wszystkie moje wiadomości, na które nigdy nie odpowiedziałeś, bo jak rozumiem, stawiały Cię one w niekomfortowej sytuacji i narzucały zbyt trudne oczekiwania. Ale musisz wiedzieć, że większość moich słów, choć zawsze przemyślanych, wypływała i tak z nieuporządkowanej duszy. Ludzie tacy jak ja nigdy nie będą szczęśliwy i rozumiem, że nie miło jest mieć kontakt z kimś takim... wiecznie zagubionym. Nie jestem więc zła. Po prostu chciałabym, żeby prawda była inna. I jeśli naprawdę mamy się już nigdy nie spotkać, to przecież przeżyję. (Nie licząc tego, że i tak wszyscy umrzemy.) Ostatecznie jestem silniejsza niż mi się wydaje.
2.09.2019
1044.
Mój poprzedni wpis pełen żalu powstał głównie po to, aby zobaczyć, w jakim tonie zostanie utrzymany wpis dzisiejszy, już po całym wyjściu. Muszę was zaskoczyć, będzie on nawet pozytywny. Nie pamiętam, w jakim budziłam się nastroju, ale jak zwykle obudziłam się wcześnie rano, z myślą, że jest upalnie jak zapowiadali i nie wiem, czy wytrzymam w rajstopach. Najlepsze jest to, że międzyczasie wpadłam na pomysł, aby przykleić wejście do kamery, gdzie wkręca się mini statyw i pociapałam palce klejem. Stały się szorstkie i potem miałam problem z nałożeniem rajstop, bojac się, że je zaciągnę, do tego stopnia, że musiałam prosić mamę o pomoc. Czasu na wyszykowanie się było dużo, ale musieliśmy robić wszystko na ostatnią chwilę i to chyba cud, że nie myłam od nowa włosów na godzinę przed wyjściem. Ostatecznie wyszłam z domu zadowolona, z poczuciem, że pierwszy raz w życiu wyglądam trochę doroślej. Nasz kierowca miał klimatyzowany samochód, co przy takim upale było błogosławieństwem, zaś przekleństwem dla moich zatok, które przez płacz dzień wcześniej były osłabione. Pamiętajcie, leczcie się na zatoki, bo każdy płacz, każdy chłodny podmuch wiatru i każde zbyt zimne lody będą wam szkodzić. Mimo to przez dwa dni weselnych szaleństw głowa mnie nie rozbolała, a mogła, gdyby nie moje ziołowe tabletki usprawniające pracę zatok. Wiele osób narzeka na wesela, że to takie wiejskie zabawy i że disco polo i sama twierdzę, że nie lubię wesel, ale to nieprawda. Nie lubię być na weselach sama i nie mieć z kimś się bawić. Naprawdę uwielbiam cały ten obciach i podziwiam ludzi odważnych, którzy na parkiecie wywijają jak szaleni, a podczas weselnych zabaw nie mają oporów, aby narobić sobie trochę obciachu, dzięki czemu mam się z czego pośmiać, przez co sama bawię się lepiej. Mąż mojej siostry ciotecznej ma swój popisowy weselny numer, gdzie zbiera chłopaków i tańczą dla pana młodego. Powiedziała, że za każdym razem czuje to samo zażenowanie i na pewno nigdy nie nagra tych tańców połamańców, ale wiecie, to urocze widzieć, jak śmieje się widząc swojego męża w akcji, bo w sumie to rozrywkowy chłopak i dobrze rozkręca towarzystwo. Uwielbiam ludzi nieskrępowanych, pewnie dlatego że przez ostatnie zapomniałam jak to jest dobrze się bawić. Wiecie, kiedyś uwielbiałam tańczyć i miałam ku temu często okazję, a potem moje życie się rozjechało. Czasem tęsknię za wyjściami do głośnych miejsc, gdzie mogłam tańczyć całą noc. Teraz mogę co najwyżej poskakać do muzyki we własnym pokoju przez słuchu, który muszę oszczędzać. Ale chciałabym, aby ktoś zabrał mnie na taneczną imprezę plenerową, bo sama nie mogę pójść, muszę mieć ochronę. Może w następne lato, jeśli następne lato nadejdzie. Nie straciłam słuchu, choć orkiestra grała bardzo głośno, nie tylko na mój gust. Oczywiście miałam ze sobą zatyczki, które przypięłam na breloczku do paska od zegarka. Wszyscy wiedzą, że poszłam sama, ale przy naszym stole każdy bez obrączki był sam. Do tańczenia miałam sześcioletnią córkę mojej siostry ciotecznej i tańczyło mi się z nią lepiej niż tymi wszystkimi chłopakami i panami, którzy mieli odwagę poprosić mnie do tańca. Trochę głupio o tym pisać, ale zostałam obsypana komplementami. To nie pierwszy raz, gdy ktoś nieznajomy lub mało znajomy powiedział mi, że dobrze tańczę, ale to nieprawda. Może mam trochę poczucia rytmu i daję się prowadzić, nic wielkiego. Ale akurat w parze z małą to ja byłam “facetem” i dzięki temu uzyskałam miano ulubionej cioci. Nawet ostatni taniec przed powrotem do domu chciałam zatańczyć ze mną, porzucając towarzystwo taty, którego jeszcze kilka chwil trzymała za rękę. Powiedziałam jej jednak, że to z tatą powinna zatańczyć. Wiecie, jeden męski komplement nie był tak miły jak te wszystkie ciepłe słowa od dziecka (a jak wiemy z reguły dzieci są szczere). Byłam najlepszą i najpiękniejszą ciocią; usłyszałam, że miałam piękne sukienki w oba dni, miałam piękny makijaż i kolczyki. Byłam najlepszą partnerką na parkiecie, najlepszą powierniczką miłosnych przedszkolnych sekretów i najlepszą przytulanką. Byłam ukochana. A gdy ścisnęła mnie mocno pomyślałam, że będę zdrowsza przez to, że w końcu ktoś przytulił mnie tak długo. Naprawdę bawiłam się fantastycznie. Niestety muszę być sobą i napisać o rzeczach, o których może nie powinnam. Pierwsze “załamanie” miałam w samochodzie, a może i nie, nie wiem, ale nie chciałam tam jechać bez pary. Potem w kościele. Miałam deja vu; kiedyś już stałam w jednym kościele po prawej stronie, siedząc na postawione bokiem ławce bez oparcia, nawet w otoczeniu tych samych osób, i wyobrażałam sobie jak by to było, gdybyś znalazł się tam i Ty, kimkolwiek teraz jesteś. Nie wiem, skąd mi się to bierze, czemu projektuję na Ciebie wszystkie scenariusze i z niepokojem myślę o tym, że naprawdę pasowałbyś do tego pustego miejsca obok mnie. Nie powinnam żyć tym sentymentem, dokładnie o tym wiem, a jednak czasem nie mogę powstrzymać. Wiem, że z pośród tych wszystkich problemów, które mnie męczą, jesteś tam i Ty, choć określenie Cię jako problemu jest nie na miejscu. Przeraża mnie, że zawsze to będzie we mnie, a tak nie powinno być. Chciałabym zrobić coś z tym wszystkim, ale pokonuje mnie własna bezsilność i to milczenie, bo nie zależnie, co zrobię nie uzyskuję żadnej reakcji. A potem jest mi coraz bardziej głupio i uświadamiam sobie swoją niedojrzałość. Dużo osób pytało mnie, kiedy mój ślub, jakbym była najnormalniejszą dziewczyną na świecie. Mój wujek widząc jak wychodzę wystrojona z mieszkania, pół żartem pół serio oznajmił, że to niepojęte, aby taka dziewczyna jak ja się marnowała i tak nie może być. Nie przejmuję się takimi spostrzeżeniami, bardziej nie mogę nadziwić się temu, że ktoś realnie uważa mnie za osobę atrakcyjną, z którą można umówić się na randkę, a tym bardziej zakochać się z niej. Pójście z na kimś na niezobowiązującą randkę wydaje się łatwe, ale stworzenie z kimś życia, takiego prawdziwego, na dobre i na złe, Boże, to jest przerażająco piękne, ale tak nierealne w moim przekonaniu o sobie, że nie mogę tego nikomu zrobić. Bo to nie tylko moje przekonanie, że mam poważny problem ze swoim życiem, ale o tym wie niewiele osób. Ludzie patrzą na mnie i widzą jeszcze młodą dziewczyną, ale nie wiedzą jak obrzydliwe czasem miewam myśli. Najpierw muszę popracować nad sobą od podstaw, tymczasem jestem na etapie umierania co drugi dzień. Nikt nie jest w stanie wytrzymać długo z kimś, kto chodzi w ciemności. Obawiam się, że nie wystarczy mi życia, aby dorosnąć do roli czyjejś żony. W mojej głowie z tamtego dnia utkwiła jeszcze jedna sytuacja. Był to moment, gdy siostra mojej babci wzruszyła się na mój widok. To dziwne wiedzieć, że ktoś kogo prawie mnie znamy, ma zapisany nasz obraz w pamieć z przed lat, a potem widząc nas dorosłych i wyrośniętych nie może uwierzyć, ze to ta sama mała osoba, która kiedyś biegała u ich nóg. Pomyślałam wtedy, że w porównaniu z tymi załzawionymi oczami i ciepłym uściskiem, smutne jest wszystko to, czym się stałam przez ostatnie lata. I jak dobrze, że oni nie wiedzą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)