„Czemu nic nie mówisz?” Nawet nie wiecie, ile razy usłyszałam to pytanie w ciągu ostatnich tygodniu i niewiarygodne, że do tej pory nie wymyśliłam sensownej odpowiedzi. Głupio mi, że na pytanie o milczenie odpowiadam niczym innym jak milczeniem. Co mam mówić? Jaki sens ma mówienie? Po co to wszystko? Po co ktoś chce usłyszeć mój głos? Przecież nie mam nic do powiedzenia, więc po co, po co mówić, że jest cholernie zimno, choć mamy końcówkę kwietnia, jeśli wszyscy to czują, gdy opuszczają dom. Wyobrażacie sobie jak zabawna I żałosna jestem. Owszem, jestem. Jestem obrzydliwym stalkerem, znajduję informacje o osobach, nawet jeśli ich nie szukam, ale tak to już jest, gdy twoim istnieniem jest istnienie innych w twoich myślach. Jestem zmęczona. Mam tak dużo do przekazania, a nie potrafię tego wyrazić słowami, więc uparcie milczę, na złość sobie, bo ma dość prób, mam dość wszystkiego, a przede wszystkim siebie. Chciałabym obejrzeć dobry film, bardzo dobry, który mnie zabije, ale ważne, żebym po seansie nie została z poczuciem zmarnowanego czasu, bo czasu marnuję już wystarczająco dużo, moje życie to marnowanie czasu, nic więcej, i kilka wspomnień, które nieustannie przeszywają mnie na wylot i bardzo dobrze, bo nie mam nic poza kilkoma obrazami w głowie, które ostatecznie i tak są tylko wymysłem mojej wyobraźni. Widzicie, cały czas mam ten sam problem. Moje postrzeganie świata kontra świat realny, nigdy nie wiem co jest czym. Nawet nie wierzę już samej sobie. A czy kiedykolwiek byłam ze sobą szczera? Chyba tylko w tym, że nieustannie darzę się niechęcią, o której nikt nie wie. Dociera do mnie, że przy nikim nie potrafię być sobą, ciągle dostosowuję się do sytuacji i innych osób, nigdy na odwrót. Czym jest swoboda? Jak to jest mówić to co mamy na myśli? Jak to jest nie uśmiechać się, kiedy jest ci nie do śmiechu? Jak to jest jeść przy kimś bez poczucia winy i obrzydzenia do samej siebie? Jak to jest nie myśleć o tym, że nigdy nie jesteś ani uroczym, ani atrakcyjnym, choć czasem masz złudną nadzieję że może jednak jesteś? Jak to jest kończyć rozmowę bez złości na siebie, że nie powiedziało się tego, co chciało się powiedzieć, a innej szansy już nie będzie? Mam wrażenie, że się cofam, ale to nieprawda, po prostu nie zrobiłam nigdy kroku naprzód.
24.04.2017
17.04.2017
934.
Jestem rozkojarzona. Zapomniałam spytać Pana Boga, czy to jest dobry pomysł, to wszystko co planuję. Zapomniałam spytać, czy to dobry pomysł, żebyś znowu tu był. Tylko po co pytam, skoro sama udzielam odpowiedzi, bo nie potrafię jej usłyszeć, jakbym nigdy nie miała dojść do tego wielkiego momentu poznania. Przerasta mnie to, więc znowu uciekam, albo mówię “niech dzieje się co chce”, aby po chwili napełnić się obawą, że brak poczucia odpowiedzialności za słowa i czyny to najgorsze zło, jakie można wyrządzić. Może nie znam samej siebie, a może znam siebie za dobrze i przed tym właśnie uciekam. Nie wiem, czy to o czym myślę jest prawdą, czy tak bardzo chciałabym, aby i mi przydarzyła się taka historia, że wmawiam sobie prawdę. Czy kiedykolwiek odgadnę, o co w tym wszystkim chodziło? Pewnie dopiero po śmieci. Zasiądę przed malutkim telewizorem, gdzie wyświetlą mi film mojego życia, a na dole ekranu pojawią się napisy będące moimi słowami, które naprawdę chciałam wywiedzieć w danej sytuacji, a które nigdy nie padły z moich ust. Ale jeśli już niedługo ma nas nie być, to czy nie możemy ten ostatni raz zostać dobrymi przyjaciółmi? Ach Panie, Ty wiesz, i pewnie patrzysz z troską, bo znowu wszystko mi się pomieszało. Nie wiem, czego boję się bardziej, czy tego, że moje myśli mogą okazać się prawą, czy tego, że mogą okazać się kłamstwem. Mam wrażenie, że każda opcja mnie trochę zniszczy, ale może o to chodzi, o to, abym w końcu stała się kimś innym.
6.04.2017
933. emotional yearbook
Nie mogę uwierzyć, że przyszedłeś specjalnie po to, aby ze mną porozmawiać. Mieliśmy tylko dziesięć minut, bo jak zwykle musiałam być pierwszą osobą opuszczającą towarzystwo. Wyszedłeś za mną specjalnie, czy wychodząc z toalety przy okazji podszedłeś do mnie? Pojawiłeś się, czy to ważne jak? Najpierw przeglądasz czyjeś zdjęcia, a potem ta osoba siedzi obok ciebie z własnej nieprzymuszonej woli, bo ma taką ochotę, bo chce porozmawiać tylko z tobą; bez podtekstów, bez iluzji, bez chęci zrobienia ci krzywdy, tak po prostu, jakby rozmawianie nie niosło ze sobą niczego więcej poza szczerymi słowami. Rozmawialiśmy jak starzy dobrzy znajomi, a przecież nie znamy się wcale, bo czym jest pięć miesięcy mijania się na korytarzach i kilka wymienionych przelotnie zdań. Nie powinnam tak dużo mówić, ale miałam przewagę jasności umysłu i wieku i może było mi obojętne jak mnie odbierzesz, bo ciągle nie mogę przemienić tej pustki w sobie w coś odrobinę żywego. To głupie, rozmawialiśmy ze sobą jak najlepsi kumple, a pewnie już w czerwcu przestaniemy znać się na zawsze. Pokazałeś mi swój tatuaż, to miłe, nikt nigdy nie pokazał mi swojego tatuażu. Nie wiem czemu, ale uwielbiam gdy ludzie otwierają się przede mną; być może dlatego, że mi samej trudno otworzyć się przed kimkolwiek. Doceniam chwile szczerości, wszystkie opowieści, małe i duże, uwielbiam słuchać innych, zastanawiać się, co noszą w sobie i co doprowadziło ich do momentu, w którym obecnie się znajdują. Czemu złożyłeś podpis w mojej emocjonalnej księdze, teraz tego nie zrozumiem, jestem za głupia na takie rzeczy. Kiedy wszystko stanie się wspomnieniem, zostanę oświecona jak zawsze, ale lepiej późno niż wcale, czyż nie? Ludzie pojawiają się i znikają, nie możemy mieć nad nad tym kontroli, ale pozostać w czyichś wspomnieniach na zawsze, jak ten jeden promyk ciepła, który rozgrzewa od środka. Boże, chciałabym, aby ktoś nosił mnie w sobie w ten sposób.. Przytuliłeś mnie na pożegnanie, wiem, że pomógł ci w tym alkohol, choć nie wiem czemu mnie o to poprosiłeś, może pogubiłeś się na moment, może w twojej głowie byłam kimś innym. Koleżanki oczekują ode mnie, że opowiem im jakąś romantyczną historię, tymczasem jestem najmniej romantyczną dziewczyną na świecie. Przytulił mnie, po czym klepnął mocno po plecach jak najlepszą kumpelę i to było lepsze niż tysiąc innych sposób na pożegnanie. Byłam rozbawiona, nadal jestem. Szkoda tylko, że rzeczywistość nieustannie mija się z wizją świata, którą noszę w głowie. Na pewno zeszły piątek wyglądał inaczej niż mi się wydaje. Tak naprawdę to wszystko nie miało żadnego znaczenia.
1.04.2017
932.
Dawno nie byłam tak senna,
tak dawno, aż zapomniałam, jakie to uczucie. Nawet nie pamiętam kiedy tak mało
spałam, trzy godziny, mam wrażenie, że to nie wydarzyło się nigdy wcześniej,
jakby sen był jedyną rzeczą, którą kontroluję w swoim obecnym życiu.
Dawno nie czekałam na coś tak
długo, tak długo, aż zapomniałam, jakie to uczucie mieć coś od razu. Momentami
miałam wrażenie, że nie doczekam się wcale, więc wmawiałam sobie, że nie czekam
i nie czekałam, aż do momentu, w którym wszystko miało ułożyć się pomyślnie i
na ostatnią chwilę znowu się rozsypało. To był ten moment, ten moment, w którym
nie wierzysz, że coś może układać się tak pechowo. Otoczenie uznało te “odmowy”
za standard mojej egzystencji, ale przecież nie chciałam, aby tak to wyglądało.
Nie było mi przykro, to jeszcze nie był ten etap, byłam zła, najbardziej
na siebie, bo miałam nie czekać, bo zmarnowałam mnóstwo godzin na chodzenie od
pokoju do pokoju, gdy nie mogłam znaleźć sobie miejsca, tak bardzo chciałam i
nie chciałam, aby to się wydarzyło. Pakuję się zawsze w sytuacje, które niosą
ze sobą dużo stresu, choć nie potrafię znaleźć jednoznacznej przyczyny tych
skoków ciśnienia. Nie wiem, czemu zależało mi aż tak bardzo. Czy to ma
znaczenie? Może jak zwykle chciałam uspokoić swoje myśli i uwierzyć, że czas
nie odbiera tego co dobre i piękne? Czasem przypominam sobie słowa sprzed wielu
lat: “znajdę cię wszędzie“ i śmieję się w
duchu, bo nawet teraz wygląda to tak, jakby należały do mnie, choć nigdy nie
byłam ich autorem, lecz odbiorcą.
Dawno nie zmarzłam tak
bardzo, tak bardzo, aż wydawało mi się, że tamtej nocy nie rozgrzeję już swoich
dłoni. Choć tak naprawdę nie myślałam o zimnie, myślałam o tym, że dawno nie
patrzyłam w nocne rozgwieżdżone niebo i że pewne rzeczy dzieją się za późno,
ale to nie oznacza, że przegrało się wszystko. Nawet jeśli wygrywam waszą
obecność tylko na chwilę, ostatecznie jestem zwycięzcą. Stoję w kuchni oparta o
szafkę i próbuję pohamować swoje rozbawienie ma myśl o tym, że wszyscy domownicy
śpią, a my zaraz będziemy pić herbatę po raz pierwszy w moim pokoju, a przecież
znamy się tak długo, że powinniśmy wpić już tych herbat setkę.
Tej samej nocy śniło mi się,
że przyjechałeś do mnie w odwiedziny. Obudziłam się po trzech godzinach snu zupełnie
nieprzygotowana na spędzenie ośmiu godzin w pracy, i dotarło do mnie, że to nie
był tylko sen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)