27.10.2025

1798.

Napisałabym, że dzisiaj mnie nic nie boli, ale gdybym dotknęła jakiegoś miejsca na swoim ciele na pewno odezwałby się ból. Zaczęłam oglądać dating diaries pewnej młodej youtuberki. Poznała chłopaka, również youtubera, spędzali ze sobą mnóstwo czasu przez internet, wymieniali się radami odnośnie do swojej pracy, dzielili też wiele wspólnych zachowań związanych z codziennym życiem i planami na przyszłość. Spotykali się również na żywo, ale w pewnym momencie dotarło do niej, że ona nie czuje nic, a on już wpadł po uszy. Przyznał się, tak jak ona przyznała się, że nie wyjdzie z tego nic. Najgorsza sytuacja. Nic nie czujesz, ale mimo to darzysz drugą osobę sympatią i nie chcesz jej zranić. Darzysz sympatią na tyle, że chcesz obecności tej osoby w swoim życiu, ale dociera do ciebie, że ta osoba nie będzie zadowolona z przyjaźni. A potem jest ci przykro, że ktoś się stara, pokonuje dla ciebie kilometry, przywozili ulubione książki, pamięta o drobnych rzeczach, a ty w zamian masz do zaoferowania tylko rozczarowanie i odrzucenie, bo przecież nie można zmusić się do czegoś tak ważnego jak związek. Rzeczywistość, chce się rzec brutalna, nie jest tym samym co radosne internetowe życie. Bywam miła dla ludzi, bo tak trzeba i wypada, bo tak zachowują się grzeczne dzieci, a potem każdy odbiera moje zainteresowanie jako zauroczenie. Nie raz robiły się z tego kłopoty, które kończyły się w ten sam sposób - zerwaniem kontaktu dla dobra wszystkich. Dla odmiany, jedyna osoba, na której zależało mi od 18 roku życia do momentu mojego udaru (bo udar uzdrawia cudownie ze wszystkich chorych uczuć), zwyczajnie wykorzystała moje bycie miłą i pomocną, a potem zrobiła najgorszą rzecz, po tylu latach wspierania z mojej strony, nie odezwała się słowem widząc w jakiej sytuacji się znalazłam. Co więcej, nie zabolało mnie to (bo gdy wali się życie takie rzeczy już nie mają znaczenia), wprawiło tylko w osłupienie. Tak mi dobrze nie czuć nic, nie uczestniczyć w tym świecie osób dorosłych, gdzie trzeba kierować swoimi romantycznymi uczuciami. Wzdrygam się z lekkim obrzydzeniem na myśl o tym, że mogłabym się zakochać w kimkolwiek kiedykolwiek i dotknąć jakiejś osoby w intymny sposób. Chroń mnie Panie przed takim nieszczęściem. Zamykam oczy i przypominam sobie jak leżeliśmy latem na dachu galerii. Ciekawie czy dla kogoś z tam zgromadzonych wyglądaliśmy jak para, którą nigdy nie będziemy. Zrozumiałam to w momencie, gdy wyjawiłeś mi swój sekret (choć moje są gorsze z punktu widzenia mężczyzny i całkiem nie do przeskoczenia) i zrozumiałam też, że jednocześnie nie potrafię nie mieć cię w swoim życiu. Gdy nie pisaliśmy ze sobą przez pewien czas, nawet zapomniałam, że istniejesz. Jaka jest więc prawda? Tego jeszcze nie wiem. Czytam wszystkie maile od początku, raz na miesiąc, jakbym chciała znaleźć odpowiedź w tych sprzecznych informacjach. Oglądam te wszystkie programy telewizyjne, gdzie łączą ludzi w pary, aby poobserwować to życie obce i niezrozumiałe, ale przez to fascynujące. Czy to naprawdę tak bardzo pożądana w tym życiu rzecz - znalezienie kogoś - że warto sprzedać swój wizerunek, intymność i myśli w telewizji, aby tylko osiągnąć cel? Nagrałam kiedyś wideo, dla kogoś, nigdy go nie wysłałam, och, Bóg nade mną czuwa, bo wysłuchałam tego wczoraj, zupełnie przez przypadek, szukałam czegoś innego, i chyba nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdybym musiała nosić ciężar tamtych słów po dzień dzisiejszy. Za to mam pamiątkę z tego jak uroczą, ale brzydką pyzą byłam. I mam pamiątkę moich krzywych zębów. Teraz uśmiecham się do lustra i myślę sobie, nic mnie nie bawi, ale za to mam ładny uśmiech. Mógłby być jeszcze warty milion dolarów, których potrzebuję.

26.10.2025

1797.

Dałabym wiele, aby zobaczyć zachodzące słońce nad polskim morzem jesienną lub zimową porą. Ile to już lat nie mogę tam dotrzeć? Znowu widzę na Instagramie relacje obcych mniej lub bardziej osób, które są tam zamiast mnie właśnie teraz. Sprawdziłam ceny biletów na pociąg i tylko ciężko westchnęłam. W 2014 roku bilet był tańszy o jedną trzecią. Potrzebuję nowego roweru, więc dalekie wycieczki nie są dla mnie. Odkładam na rower, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że w tegoroczną zimę mój rozpadnie się całkowicie. Cały wieczór siedzę z wrażeniem, że chciałam napisać tu o czymś ważnym, ale moje myśli są puste. Mam w sobie tylko to wrażenie, że znowu zapomniałam. Znowu zapomniałam, że pewnych spraw należy nie tykać, bo to wróży tylko kłopoty.

25.10.2025

1796.

Grasz, patrzę jak grasz, choć to nie prawda, patrzę, że grasz, a jak, nie mam pojęcia, nie znam tych gier. Ciekawią mnie ludzie, ale cały czas staram się być mniej ciekawska, więc udaję, że połowa z tych osób już nie istnieje. Miałam podjąć decyzję do końca bieżącego miesiąca w związku z psychoterapią, ale nadal nie ma we mnie decyzji. Mam szansę, mam skierowanie, mogłabym zrobić to za darmo, ale wszystkie placówki wydają się być położone za daleko. Dlaczego nie ma w pobliżu 10 kilometrów żadnego psychologa na Narodowy Fundusz Zdrowia? Czemu to ciągle musi być ten cholerny Lublin? Mam do wyboru milion placówek, a i tak wybiorę najgorszą i zmarnuję jedyną darmową szansę. W prawdzie nie wierzę, że to pomoże na zaciskanie zębów w nocy, ale co jeśli się mylę. Boże, chciałabym się kiedyś pomylić, ale nie pomyliłam się jeszcze nigdy, jeśli chodzi o ocenę tego, co kołacze mi w głowie.

24.10.2025

1795.

Myślę o tym, że pisałam w tym roku wyjątkowo dużo, a jeszcze trochę tegorocznych dni przed nami, stanowczo za dużo. Mimo to nic nie przebije roku 2013. Kim wtedy byłam? Nie pamiętam, ale na pewno musiałam wypisać z siebie wiele sytuacji, aby przetrwać. Przeczytałam ostatnio książkę “Strużki”. Przygnębiła mnie niespodziewanie mocno, a zaczęła się nudnie i schematycznie, ot młodzież nie radząca sobie z rzeczywistością, a potem z tej młodzieży wyrośli dorośli, tacy jak my, grający zawsze przed wszystkimi, nie potrafiący mówić wprost o swoich uczuciach. Potem obejrzałam film “Kiedy stopi się lód”. Zupełnie nie spodziewałam się tak drastycznych scen i celu, w jakim zostanie wykorzystany lód. Dobiło mnie to. Następnego dnia włączyłam koreański film “Normalna rodzina”, cudem znalazłam taki z napisami, oczywiście w otchłaniach internetu. Uwielbiam takie filmy, gdzie nie wiadomo, czego spodziewać się po bohaterach, a na pewno nie takiego zakończenia. Jak to mówią raz na wozie, raz pod wozem. Myślę o tych historiach, które poznałam przez te dni i uwierzyć nie mogę jak ciężko jest wszystkim, nawet fikcyjnym bohaterom. Wiele kryje się w drugim człowieku, a prawdą jest, że nikt nie skrywa dobrych rzeczy. Nie rozumiem wielu ludzi. Nie rozumiem nawet siebie. Choć to nie tak. Rozumiem siebie za dobrze, nie rozumiem tylko, jak mogłabym stać się kimś innym i właściwie w jakim celu. Pamiętam, gdy pisałam magisterkę, okropny czas, ale za to poznałam ciekawe malarskie osobowości. Pamiętam słowa Józefa Pankiewicza, który czerpał z Goethego, a brzmiały one “Tylko przemienia pozostaję wierny. Powinniśmy nie być, ale wszystkim stawać się… i dopóki nie ma w tobie tego umieraj i stawaj się, jesteś tylko smutnym przechodniem na mrocznej ziemi.” Zbyt długo tkwię w jednym miejscu, chciałabym być już kimś innym, gdzieś indziej, u boku innych ludzi, najbardziej chciałabym nie być, choć moje nie bycie oznacza nie bycie na Ziemi, a w innym świecie, w który wierzę, dlatego tak się tutaj męczę. Mam nadzieję, że się mylę, ale czasem wydaje mi się, że któreś z nas powie o jedną rzecz za dużo i posypie się wszystko na raz. Znowu. Z drugiej strony wiem, że się mylę, bo nigdy nic nie mówię. Nawet nie wiem, jaki słów miałabym użyć. Pamiętaj, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Wielu rzeczy o ludziach chciałabym nie wiedzieć, ale już za późno; będę te informacje nosić w sobie do końca życia. To jak drobne kamyczki, które uwierają w bucie i niby możesz iść, bo co tam taki mały kamyczek, a jednak ciężko czuć go nieustannie pod stopą.

7.10.2025

1794.

Lekarz spojrzał mi w oczy, a dokładnie w spojówki i stwierdził, że jest lepiej. Podobno nabrałam też rumieńców, a mi było na przemian ciepło i zimno od zmiany temperatur w pomieszczeniach. Siedziałam 45 minut w poczekalni z samymi starszymi mężczyznami. Wszyscy wyglądali na przeziębionych. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam chora na zwyczajne przeziębienie, wiecie, katar, gorączka, kaszel lub ból gardła. Bolą mnie za to inne części ciała, aby równowaga w przyrodzie została zachowana. Odebrałam wyniki badań, z tragicznego 7,4 dobiłam do 10,6. Lekarz miał rację patrząc mi w oczy, jest lepiej, a nawet lepiej niż się spodziewałam, jeszcze trochę, myślę, że miesiąc i wyniki będą w normie. Mimo to już czuję różnicę, moje ciało jest mniej zmęczone, moje myśli mniej splątane. O dziwo, na mięsno-buraczanej diecie nie schudłam, ale straciłam kilka centymetrów w talii. Gdybym w wieku dojrzewania nosiła gorset, możliwe, że dobiłabym do tego idealnego 60cm w obwodzie. Nikt nigdy nie trzymał mnie w talii. Pewnie to nieprawda, ale teraz nie przypominam sobie żadnych rąk. Nie pamiętam połowy swojego życia. Dobrze nie mieć wspomnieć, dobrze nie pamiętać kim się było. Myślę, że to było na szkolnej dyskotece w podstawówce. Myślę, że na zdjęciach trzyma mnie nie jedna koleżanka w pasie. Myślę, że mogę się mylić, że nikt, ale wiem, czego nie zrobił nikt. Uwielbiam być inna od wszystkich, choć nie o odmienność tu chodzi, a komfort w związku ze swoimi wyborami. Uwielbiam robić to co chcę, a nie to co muszę. Uwielbiam mieć wybór, bo nie miałam wyboru przez większość swojego życia, wiele rzeczy mi się po prostu przytrafiało. Anemia na szczęście raz jest, a raz jej nie ma, przy odpowiednich staraniach. Czy wampiry dzięki piciu ludzkiej krwi nie miały nigdy anemii?

3.10.2025

1793.

Patrzę na szczawik, który rozwinął się jak szalony, w przeciwieństwie do mnie. Nastała jesień, a on lada moment zakwitnie. Chyba to ciepło kaloryferów go ożywiło, mimo że nie stoi na parapecie. Czuję się lepiej fizycznie, oby badania krwi, które muszę zrobić niebawem wyszły lepiej niż w poprzednim miesiącu. Właściwie to muszą, nie ma innej opcji. Gdybym miała od nowa zacząć tę pielgrzymkę po gabinetach lekarskich dosłownie bym oszalała. Chciałabym pójść do pracy w trybie natychmiastowym, ale moje możliwości są opłakane, więc chce mi się płakać. Ktoś w sierpniu wstawił na facebooku zdjęcie z podpisem “Na stacji życie zawsze wsiadam do złego pociągu”. Minęły dwa miesiące, a mi w głowie siedzi to zdanie, z tym zdjęciem z pustego peronu pośród pól, a na nim ty, kimkolwiek teraz jesteś. Czasem myślę, że potrzebuję tej znajomości otwierającej drzwi do polskich szpitali i poradni bez kolejek. Chciałabym mieć rzeczy załatwiane po znajomości, ale pozostaje mi ciągle męczyć się ze wszystkim samej. Bezsensowna wizyta u psychiatry; na psychoterapię już nie idę. Uznałam, że i to nie ma sensu, jeśli nie mogę wybrać tego kogo chcę. Nie mam ochoty brać udziału w NFZ-towskiej loterii.