Moje dziewięć kocich żyć dobiegło końca, bo nie spadłam na cztery łapy,
więc nastało pieskie życie, bo krąg wcieleń trwa. Najlepiej było mi jako
umarły (bo nie martwy) omułek, ale moja pusta skorupa wypełniła się
poetyckim, bezsensownym cierpieniem, ze strachem powodującym zanik
oddechu. Myślałam, że nie można tak żyć, a jednak jestem nienormalna, że
pozwalam sobie po raz drugi na powrót (i to nie zabawa w „do trzech
razy sztuka”, bo na trzeci raz takiej harówki się nie zgodzę). P. jako
jedyna, poza moją rodzicielką, wie, po jak niepewnym gruncie stąpam i
jako jedyna ze mną rozmawia, sprawiając, że nie czuję się jak zbity
pies. Właśnie, w lipcu, po tym psie, wcielę się w… sama nie wiem w co.
Właściwie planuję wtedy wyzwolenie. Tylko czy dotrwam, czy się doczekam,
czy pozwoli mi na to świat? Świecie, choć mnie zostawiłeś, ja wrócę i
zdziwią się ci, którzy milczą, gdy zapukam do ich drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz