18.12.2017

959.

Wstałam dzisiaj za późno. Kiedy wszyscy wychodzą z domu z rana poza mną, najpierw wybudzają mnie swoim hałasem za wcześnie, a gdy zasypiam ponownie, potem wstaję później niż planowałam; nawet dzwoniący w międzyczasie budzik nie pomaga. Czasem wyłączam go przez sen. Podczas śniadania zetknęłam na instagram, gdzie powitał mnie radosny news o ślubie pewnej pary, a potem zrobiło mi się ciepło na sercu, że fani akceptują ten związek, bo kto nie wie, ten wiedzieć musi, że koreańscy fani akceptują mało rzeczy, a związki idoli najtrudniej. Termometr wskazał dzisiaj minusową temperaturę. Tylko dwa stopnie poniżej zera, więc zdecydowałam się na jazdę rowerem, bo uznałam, że jestem spóźniona, i jeśli chcę wysłać kartki świąteczne najtaniej jak mogę, to muszę zrobić to o jak najwcześniejszej porze. Nie zrozumcie mnie źle, nie szkoda mi przeznaczać pieniędzy na takie rzeczy, ale jako osoba, której dochód wynosi zero, liczę każdy grosz, który mi pozostał, jakby to było jedyne odniesienie tego, że czuję się troszeczkę niezależna. Pojechałam, nie zmarzłam, wysłałam kartki, wróciłam do domu, zalogowałam się do swojego konta na twitterze i wybuchłam płaczem. Od tamtej pory nie mogłam przestać płakać, choć momentami udało mi się złapać oddech i powstrzymać łzy. Dopiero, gdy odłączyłam się od internetu, przestałam płakać. Teraz trochę pobolewa mnie głowa, a ociężałe powieki sygnalizują, abym położyła się już spać, ale chcę pisać. Jedyna radość, jaką przyniósł mi domowy areszt dnia dzisiejszego to fakt, że mogłam płakać w spokoju, bez pytających oczu współpracowników, nauczycieli, przechodniów, bo przecież byłam sama, w dodatku bez zajęcia, które musiałabym wykonać natychmiast. Nie zrobiłam więc dzisiaj nic poza wizytą na poczcie i czytaniem mediów społecznościowych. Nie wiem, od czego zacząć, aby przekazać to, co teraz czuję. Koreański przemysł muzyczny bywa bezlitosny, koreańskiej społeczeństwo i tak wywiera dużą presję, zwłaszcza na osoby młode,  a będąc osobą publiczną musisz być jak święty, który nie może mieć żadnej skazy. Jeden “skandal”, który czasem jest niesprawiedliwie oceniany przez opinię publiczną, może przekreślić czyjeś istnienie na rynku muzycznym. A już na pewno musisz odpokutować, nawet jeśli nie zawiniłeś, musisz publicznie przeprosić. Jesteś idolem, musisz reprezentować godnie kraj. Jesteś synem lub córką, musisz godnie reprezentować rodzinę, bo jesteś odbiciem swoich rodziców. Jesteś osobą publiczną, nie możesz być sobą. Jesteś częścią koreańskiego społeczeństwa, gdzie depresja i inne choroby psychiczne to temat tabu, więc nie możesz tego mieć, to zbyt duży problem. Jesteś człowiekiem cierpiącym, ale nie możesz cierpieć, musisz się ciągle uśmiechać, przecież robią ci codziennie zdjęcia, tysiące fanów, śledzą twój ruch, są dla ciebie, ale mogą też wystąpić przeciwko tobie, bo ostatecznie i tak jesteś ich własnością, skoro istniejesz dzięki ich zainteresowaniu. Jesteś osobą publiczną, więc można napisać o tobie wszystko, przychylne, jak i pełne nienawiści komentarze, bo w sieci jest się anonimowym. Na pewno wygląda to bardziej skomplikowanie niż opisuję i ma duże powiązania z koreańską kulturą i innymi aspektami. Chcę też dodać, że nie wszyscy fani są tak trudni i niewyrozumiali i nie każdy traktuje idola, jak swoją własność. Można powiedzieć, że idole, kiedy już po trudach okresu trainee (gdzie właściwie przygotowują ich też do bycia idolem, więc i do odgrywania zawodu jaki wybrali) i walki o popularność (bo debiut nie równa się z sukcesem) mają wszystko, w końcu zyskują lepszy status społeczny, robią to, co zawsze było ich marzeniem i na co ciężko pracowali, ale prawda jest taka, że nie mają czasu na nic poza pracą, a ich życiem rządzi wytwórnia, w mniejszym lub większym stopniu. Mają wszystko, ale nie mają wolności; nie mogą być do końca sobą, bo nie wiedzą, czy ludzie zaakceptują ich takich, jakimi są poza sceną. Iluż z nas udaje i skrywa niewygodne tajemnice, których nie zaakceptowałaby rodzina, czy najbliżsi przyjaciele? Wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu kłamcami, przez co cierpimy, nie dając sobie rady w różnych momentach życia, bo boimy się nawet prosić o pomoc. Czemu o tym wszystkim piszę? Nigdy nie potrafiłam wyobrazić sobie, jak zareagowałbym, gdyby jedna z osób, które podziwiam i które wniosły dużo radości do mojego życia, nagle zniknęła. Zawsze bałam się tej myśli, gdy widziałam kolejny smutny nagłówek, który mnie bolał, ale jeszcze nie wyrywał serca. Teraz wyrwano mi serce i czuję ogromną pustkę. “Znaliśmy się” osiem lat. To długi okres czasu, aby  przywiązać się do czyjejś obecności, nawet na odległość, do czyjegoś głosu, śmiechu, gestów. Można kogoś tak zwyczajnie polubić, za to kim jest i co sobą reprezentuje, za piękne piosenki, przenikliwy wokal, za wrażliwość, za dzielenie się tym co dobre, za wspieranie innych i za uśmiech mimo głębokiego zmęczenia. Niestety, czasem ciemność, która pochłania nas od środka, bywa bezlitosna i silniejsza. Nawet, jeśli potrafimy dzielić się przykrymi i trudnymi sprawami, nawet jeśli mamy odwagę, aby wspierać innych i poruszać tematy trudne i dawać słowa otuchy zmęczonym życiem osobom, sami często nie potrafimy uratować siebie i poprosić o pomoc. Dla mnie taki właśnie był, wspierał ciepłym słowem i radami wiele osób podczas swoich audycji, pisał wzruszające piosenki, dzielił się swoim talentem,  był życzliwy i uśmiechnięty, troszczył się o bliskich, dawał z siebie wszystko, ciężko pracował, osiągnął sukces, spełnił marzenia… Niestety, depresja jest bezlitosna, zniekształca świat, w którym żyjesz i wysysa siły każdego dnia. Dzisiaj śmiercią samobójczą zakończył swoje życie koreański piosenkarz Kim Jonghyun. To ciągle wydaje się złym snem, z którego chciałabym się obudzić, ale nie chodzi tu o mnie, jego rodzina, pozostali członkowie zespołu i przyjaciele muszą cierpieć milion razy bardziej i mogą nigdy nie pogodzić się ze stratą, bo nawet jeśli zdawali sobie sprawę z tego, jak cierpi, nigdy nie mogli przewidzieć tego, że tak to się skończy, dlatego mam nadzieję, że nie będą się obwiniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz