Nastał marzec, nie wiem, co tutaj robię. Od grudnia, przez styczeń i jeszcze kilka dni lutego męczyłam się z alergią na kosmetyki. Z własnej winy. Wyleczyłam się sama, łykając tabletki bez recepty na alergię oraz smarując zmiany maścią ze sterydem, którą miałam przepisaną w zeszłym roku na identyczne problemy. Dobrze, że takie leki mają długą datę ważności. Kosztowało mnie to za dużo stresu i niejedną łzę bezsilności. Za każdym razem, gdy coś dzieje się z moim ciałem pytam siebie “ileż można?”, a potem uświadamiam sobie, że już nigdy nie będzie lepiej, bo z każdym rokiem ciało zaczyna się starzeć. Męczyłam się jeszcze z opryszczką, bo zaraz po miesiące poczułam wiosnę i zmarzłam idąc chłodnym miastem w za cienkich spodniach po piątej rano. Ostatni raz opryszczkę miałam jakieś 3,5 roku temu, też zimą i wyglądałam jakby mnie ktoś pobił. Potem napisałeś Ty, kimkolwiek jesteś i chyba nigdy nie dowiem się kim byłeś. Całą energię wysysa ze mnie bieda i bolesne leczenie ortodontyczne, łączące się z przewlekłym stresem, na który nie potrafię znaleźć rozwiązania. Nie wiem, czemu mój mózg nocą chce, abym zaciskała zęby i budziła się z bólem, który nie mija. Żałuję, że zgodziłam się na cały proces i podpisałam umowę. Nie ma już odwrotu. Pocieszam się prostym “inni mają gorzej”, bo to prawda, a jednak to jedno z głupszych pocieszeń, bo nie daje ukojenia. Raz na osiem lat to za często?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz