Chciałabym napisać o tym wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie cztery lata, ale tak bardzo nie potrafię wrócić do siebie tamtej, siebie piszącej, siebie czującej, siebie widzącej sens w słowie pisanym, siebie sprzed udaru. Czasem myślę o słowach wykładowcy, który mówił, że aby nie zapisać w innych osobach złych słów warto je przelewać na “papier”. Nie potrafię tego, dlatego milczę. Milczę przed wszystkimi, których znam, a właściwie znałam. Nie pamiętam kim byliśmy, tak wiele rzeczy gdzieś zniknęło, a zastąpił je ból. Ból fizyczny, ból, który nieustannie towarzyszy mi każdego dnia. Boli mnie. Raz lżej, raz nie do zniesienia. Raz mówię sobie, że dam radę i jeszcze tylko dwanaście miesięcy, a potem może pojawi się światełko w tunelu, innym razem robię wszystko, aby nie zauważać bólu, żeby jakoś się trzymać, ale nie trzymam się wcale. Jak wiele osób poza mną nie trzyma się już niczego?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz