4.11.2024

1151.

 Jest sierpień, a może to już wrzesień, nie wiem, nie pamiętam, dlaczego ciągle mam dziury w pamięci, są dożynki, sprawdziłam to był jednak sierpień, jest ciepło, jest noc, rodzinny wypad we dwie. Dopiero po czasie rozumiem, czemu miałaś ochotę na przegryzienie czegoś, bo byłaś głodna za dwóch. Mi ciągle jedzenie w plenerze i poza domem i wszędzie utrudnia ten cholerny aparat ortodontyczny. Czekałam na gwiazdę wieczoru, nie byłam na żadnej imprezie miliony lat świetlnych, a te plenerowe to jedyne, które mogę jeszcze odwiedzić po tym, jak ktoś dziesięć lat temu urządził sobie wcześniej Sylwestra i zniszczył mi słuch na zawsze. Chciałam posłuchać kogokolwiek i czegokolwiek, ale nagle spod sceny przeniosłyśmy się na ławkę i zaczęłyśmy rozmawiać. Dopiero po kilku dniach było mi szkoda, że moja okazja, jedna na rok, przepadła. To nic, co roku są dożynki, co roku ziemia wydaje plon, co roku… Nie chciałam o tym pisać, nawet nie miało być o tych dożynkach. Denerwuje mnie, że nie potrafię wydobyć z siebie tego, co tłucze się mi się w głowie, w sercu, a może w kościach. Nie wiem. Wróciłam z tych dożynek, było późno i na drugi dzień musiałam wstać o szóstej rano. Siedziałam na podłodze swojego pokoju przejęta wiadomością o ciąży, nie swojej, tej wymodlonej, tej która nigdy miała się już nie zdarzyć, tej która może jeszcze nie zakończyć się pomyślnie. Nie lubię nosić cudzych sekretów, ciążą mi niemiłosiernie. Obawiam się, że ludzie przeceniają moje możliwości, moją umiejętność współtowarzyszenia w radościach i cierpieniach, bo nie wiedzą, że mnie tu już nie ma. Patrzyłam w telefon, przepłakałam kilka minut, a potem jeszcze Ty, wysłałeś mi kilka zdjęć, o które prosiłam. A może nie prosiłam? Nie pamiętam. Pewnie dlatego że nie rozumiem po co to wszystko. Na pewno napisałam coś o moim życiu za życie tego dziecka i znowu usłyszałam, że tak łatwo nie da się umrzeć. Wiesz, pewnie gdybym nie straciła swojego życia już dawno, gdybym z roku na rok nie była coraz bardziej zmęczona, zniechęcona, zagubiona, gdybym nie postawiła na sobie krzyżyka, to wszystko wyglądałoby inaczej. Wszyscy dają mi do zrozumienia, że każdy problem leży we mnie, a ja, niezależnie jak bardzo się staram, nie, jak bardzo się starałam, to musi zostać użyty czas przeszły, zawsze była winna. Nie wiem kim byłam, nie wiem kim jestem, a przede mną nadal najważniejsza moment na tym świecie - śmierć. Chciałabym przygotować się do niego, ale i w tym jestem nieudolna, w tych próbach nawrócenia. Czasem mi żal, siebie też, ale i tego wszystkiego, co powinno wydarzyć się już dawno. Cierpiałam jako dziecko, dorosłam za szybko, a potem przestałam rosnąć, zatrzymałam się na zawsze w wieku swoich traum. Ale nie mogę tam wracać. Nie mam siły, choć przede wszystkim jeszcze pieniędzy, na przepracowanie całego swojego życia od nowa dla jednego małego światełka w tunelu. To jest odpowiedź na każde pytanie, które mi zadasz, o ile będziesz miał odwagę, podejrzewam, że niekoniecznie. Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę krzywdzić innych ludzi, tak jak inni, których krzywdzące czyny widziałam, dlatego nigdy, przenigdy nie powiem TAK. Jeśli przed udarem miałam nadzieję, że coś mnie zmieni, po udarze to dla mnie rozdział zamknięty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz