Basia żartowała, że będziemy miały
koszmary i miała rację, choć wtedy śmiałyśmy się wszystkie z
niedowierzania. Co noc śnię krwawe sny w muzealnych pomieszczeniach.
Uroczo. Turyści bywają różni, tak jak różni ludzie żyją na świecie, więc
staram się dostosować do każdej sytuacji w miarę swoich możliwości;
częściej i konkretniej działać, mniej analizować i wyprzedzać myślami
przyszłość. (Właściwie odkąd zaczęłam pracować prowadzę bezrefleksyjny
żywot, do głowy wpada mi niewiele znajomych postaci, a rzeczywistość
skurczyła się do drogi od domu do pracy; słabo, czuję się nieswojo z
dźwiękiem echa w pustce umysłu.) Ostatnio jeden, nawet młody, pan
turysta zrobił mi zdjęcie na zakończenie zwiedzania. Mogłam się nie
zgodzić, ale był sympatyczny, a ja skrępowana, stałam próbując
ogarnąć wzrokiem resztę grupy, podczas gdy on uśmiechnął się ze
skierowanym w moją stronę aparatem. Tak, jestem głupia. Drżę na myśl, że
w facebookowej galerii umieści również zdjęcie z moją osobą i tak oto będę widnieć na obcym profilu przez wieki. Innym razem, inny pan
turysta zażartował, że jestem jak szpieg, czemu się nie dziwię, w końcu
podążam za grupą w milczeniu, z motorolą w dłoni, więc mogę
sprawiać takie wrażenie, tylko słaby ze mnie agent, jeśli tak łatwo
zwracam na siebie uwagę. W weekend trafiła mi się niemiecka grupa, moja
pierwsza stresująca sytuacja, jednak nie ze względu na narodowość, ale
na zamieszenie, zbyt dużą ilość osób i niecodzienność zdarzenia; wtedy
też pierwszy raz, po dziewiętnastu dniach posiadania pracy, stwierdzałam, że mogę
łatwo zmienić swoje nastawienie do tego, co robię, lecz dopuszczenie do
tego byłoby wysoce niewskazane, bo obiecałam sobie, że wszystko będzie
lepsze niż minione osiem miesięcy, więc nie pozwolić sobie na kolejne sny o
śmierci. Szczerze, i tak podejrzewam, że moje życie ocieka fałszem. (Podejrzewam, bo specjalnie nie próbuję zagłębić się w to zagadnienie.)
Niezależnie od tego gdzie się znajdę i co będę robić, o pewnych rzeczach
będę musiała milczeć, zawsze i na zawsze. Nasza kierowniczka dziwi się,
że żadna z nas nie rozkręciła się jeszcze i wiele informacji trzeba od
nas wyciągać, bo same nie chcemy snuć opowieści o życiu. Może i
jesteśmy niepozorne (tak stwierdziły dziewczyny), tymczasem moja dusza śmieje się po cichu, bo mówienie to ostatnia rzecz jaką zamierzam robić w
pracy, a tłumaczyć się z mojego milczenia nie zamierzam, bo przecież
nie wszyscy ludzie muszą być duszami towarzystwa. Ze spokojnej i cichej
osoby nie przeistoczę się nagle w uszczypliwą i zawziętą, gdy mnóstwo we
mnie melancholii i zapomnianych emocji. I tylko zasmuca mnie to, że kolejna osoba gra ze mną w
ten sposób, ale jestem cierpliwa, mogę czekać kolejne miesiące, aby na
końcu stwierdzić, że czekanie nie było warte czekania, bo wszystko stało
się obojętne i byle jakie, bo tak naprawdę nigdy nie było osiągalne, wszystko jest tylko złudzeniem, a wiadomości zawsze przychodzą złe.
I am filled with desires and
disappointments, and they are always in a constant cycle of killing each
other and keeping each other alive. (VàZaki Nada)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz