21.04.2015

854.


Basia żartowała, że będziemy miały koszmary i miała rację, choć wtedy śmiałyśmy się wszystkie z niedowierzania. Co noc śnię krwawe sny w muzealnych pomieszczeniach. Uroczo. Turyści bywają różni, tak jak różni ludzie żyją na świecie, więc staram się dostosować do każdej sytuacji w miarę swoich możliwości; częściej i konkretniej działać, mniej analizować i wyprzedzać myślami przyszłość. (Właściwie odkąd zaczęłam pracować prowadzę bezrefleksyjny żywot, do głowy wpada mi niewiele znajomych postaci, a rzeczywistość skurczyła się do drogi od domu do pracy; słabo, czuję się nieswojo z dźwiękiem echa w pustce umysłu.) Ostatnio jeden, nawet młody, pan turysta zrobił mi zdjęcie na zakończenie zwiedzania. Mogłam się nie zgodzić, ale był sympatyczny, a ja skrępowana, stałam próbując ogarnąć wzrokiem resztę grupy, podczas gdy on uśmiechnął się ze skierowanym w moją stronę aparatem. Tak, jestem głupia. Drżę na myśl, że w facebookowej galerii umieści również zdjęcie z moją osobą i tak oto będę widnieć na obcym profilu przez wieki. Innym razem, inny pan turysta zażartował, że jestem jak szpieg, czemu się nie dziwię, w końcu podążam za grupą w milczeniu, z motorolą w dłoni, więc mogę sprawiać takie wrażenie, tylko słaby ze mnie agent, jeśli tak łatwo zwracam na siebie uwagę. W weekend trafiła mi się niemiecka grupa, moja pierwsza stresująca sytuacja, jednak nie ze względu na narodowość, ale na zamieszenie, zbyt dużą ilość osób i niecodzienność zdarzenia; wtedy też pierwszy raz, po dziewiętnastu dniach posiadania pracy, stwierdzałam, że mogę łatwo zmienić swoje nastawienie do tego, co robię, lecz dopuszczenie do tego byłoby wysoce niewskazane, bo obiecałam sobie, że wszystko będzie lepsze niż minione osiem miesięcy, więc nie pozwolić sobie na kolejne sny o śmierci. Szczerze, i tak podejrzewam, że moje życie ocieka fałszem. (Podejrzewam, bo specjalnie nie próbuję zagłębić się w to zagadnienie.) Niezależnie od tego gdzie się znajdę i co będę robić, o pewnych rzeczach będę musiała milczeć, zawsze i na zawsze. Nasza kierowniczka dziwi się, że żadna z nas nie rozkręciła się jeszcze i wiele informacji trzeba od nas wyciągać, bo same nie chcemy snuć opowieści o życiu. Może i jesteśmy niepozorne  (tak stwierdziły dziewczyny), tymczasem moja dusza śmieje się po cichu, bo mówienie to ostatnia rzecz jaką zamierzam robić w pracy, a tłumaczyć się z mojego milczenia nie zamierzam, bo przecież nie wszyscy ludzie muszą być duszami towarzystwa. Ze spokojnej i cichej osoby nie przeistoczę się nagle w uszczypliwą i zawziętą, gdy mnóstwo we mnie melancholii i zapomnianych emocji. I tylko zasmuca mnie to, że kolejna osoba gra ze mną w ten sposób, ale jestem cierpliwa, mogę czekać kolejne miesiące, aby na końcu stwierdzić, że czekanie nie było warte czekania, bo wszystko stało się obojętne i byle jakie, bo tak naprawdę nigdy nie było osiągalne, wszystko jest tylko złudzeniem, a wiadomości zawsze przychodzą złe.

***
I am filled with desires and disappointments, and they are always in a constant cycle of killing each other and keeping each other alive. (VàZaki Nada)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz