3.06.2017

940.

Znowu zapomniałam, że jestem tylko tym, kim jestem. Moje wielkie plany to teraz moja wielka porażka. Mają rację, nigdy mi się nie uda, ale zapominają, że moje podejście nie jest wymysłem mojej wyobraźni. Przez lata uciekałam od tego kim jestem i teraz okazuje się, że nie potrafię żyć z tym wszystkim, co mnie dręczy, z pasmem porażek, odrzuceniem, bezsensem. Tak, jestem szczera, w mojej nieogarniętej dorosłości dociera do mnie, że jestem zagubionym dzieckiem z rozbitej rodziny, pełnej żalu, krzyku i kary i niezależnie jak bardzo staram się nie obciążać znajomych i rodziny tym wszystkim co we mnie siedzi, nigdy nie stworzę z chaosu czegoś sensownego, nie stanę się kimś innym w jeden dzień, nie zbuduję nic, kiedy czuję jak trące kontrolę i racjonalne myślenie z każdą bezsenną nocą. Nagle moim największym marzeniem nie jest odzyskanie pełni słuchu i możliwość chodzenia ze znajomymi na imprezy albo wyjazd do Korei Południowej, nagle chcę stać się kimś innym, a mam wrażenie, że tylko śmierć mnie zmieni, choć nie wierzę w okrutną reinkarnację. Mogłabym napisać kilkustronicowe wypracowanie o tym, jaka sytuacja wprowadziła chaos w moje jeszcze poukładane tydzień temu życiu, ale nawet przedstawienie racjonalnie mojego punktu widzenia nie sprawi, że normalniejsi ode mnie, którzy mają wsparcie drugiej osoby, nie muszą martwić się, że zostaną bez dachu nad głową i nie będę mieli za co opłacić rachunków, bo mają podstawy stabilnej egzystencji, własne cztery kąty, rodzinę i miłość, przyznają mi rację. Powiedzą, że to moja wina, że nie potrafię nic zrobić. Tak, to moja wina, że nie złamałam swoich zasad, w które od zawsze wierzyłam. To moja wiana, że chciałam być silną i niezależną od nikogo kobietą, która chce pomóc swojej rodzinie i zapewnić jej lepszy byt, a jestem tylko egoistką, której nic nie wychodzi, bo nie chce, żeby mi wyszło. Macie rację, nie zależy mi. Nigdy nie stanę się głową tej rodziny, nie wyciągnę nas z długów, ani z niepewności o przyszłość, bo jest tylko sobą, kimś tam małym, że można mnie zetrzeć na proch. Nie zależy mi na niczym i nie wiem czemu nadal stoję jak powyginane od wiatru drzewo, gdy powinni mnie już dawno ściąć i usunąć z tego krajobrazu. Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wcale mi nie wstyd, że niektórzy są przekonani o tym, że za jakiś czas będę gdzieś tam, samotna w wielkim mieście, gdy tak naprawdę mnie tam nie będzie. Nie obchodzi was moje życie, każdy musi zająć się swoim, a skoro ostatecznie mogę zrobić co zechcę, to zmieniam plany. Na jakie, tego jeszcze nie wiem. I tylko szkoda mi tej jednej znajomości, tak bardzo cieszyłam się, że pojawiłeś się w gronie moich znajomych. Myślałam, że po siedmiu miesiącach znikniemy ze swoje pola widzenia i kontakt się urwie. Chciałam napisać pierwsza i podziękować za polecane seriale, ale znowu się pogubiłam i nie potrafiłam nawet skleić zdania, więc jakże uroczą niespodzianką była wiadomość od ciebie akurat wtedy, gdy myślałam, że oszaleję. Ale teraz myślę, że nie powinniśmy być znajomymi dopóki taka jestem, niepoukładana i bez radości w sercu, którego przecież nie mam, a nie obiecam, że kiedyś będę inna. I choć nie wiesz o mnie prawie nic, nie wiesz o mnie najgorszego, to wolę dystans niż świadomość, że odkrywając któregoś dnia prawdę mógłbyś tak jak inni mówić, że masz już dosyć słuchania moich "dołujących" słów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz