Poznań... Co mogłabym powiedzieć o Poznaniu będąc w nim niecałe cztery dni? Każde miasto z dala od mojego domu jest najcudowniejszym miejscem na Ziemi i gdyby każde miasto przyjmowałoby mnie równie ochoczo, jak uradowana wjeżdżam do jego bram, nie byłoby mnie tu od dawna, ale niestety, miasta są wymagające i drogie. Nie zwiedziłam wiele, bo miasto jest ogromne, a mój czas był ograniczony, ale poznańska palmiarnia to coś, co chciałam zobaczyć od dawna i jestem szczęśliwa z tej jednej samotnej wizyty w przeogromnej szklarni.
Poza tym chciałabym “wypisać się” z tego wszystkiego, co wydarzyło się od ostatniego wpisu tutaj, ale jest tego tak dużo, a moje myśli są tak pokręcone, że nie dam rady, ani teraz, ani nigdy.
Może gdzieś tam mi przykro, że wykazuję zainteresowanie, a zostaję z rzuconymi w przestrzeń pytaniami bez odpowiedzi. Jeszcze niedawno myślałam, że może moje obawy są bezpodstawne i że możemy tak zawsze wspierać się na odległość i po cichu, ale nie, męczy mnie myśl, że odpowiedź “tak” albo “nie” to dla kogoś zbyt wiele. Najlepsze jest to, że dokładnie wiem, czemu tak jest. Jest tak, bo jestem tylko sobą, tylko wytworem wirtualnej rzeczywistości i czasem niezależnie od tego jak wielkie są moje chęci, nie zaistnieję w czyjejś rzeczywistości, jeśli ktoś już nie chce.
To głupie, bo to nie mój główny problem. Obecnie największym problemem jest fakt, że nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Moja bezradność jest z roku na rok coraz większa, a moje pomysły coraz bardziej nie mające szansy na realizację. Brak pracy, co pół roku plus pół roku szukania następnej to jak koszmar. Jeśli to ma być moja moja dorosłość, która ciągnie się prawie dziesięć lat, bo tyle lat temu skończyłam osiemnaście, to jestem rozczarowana, oczywiście sobą. Przez te wszystkie lata nie doszłam do tego, czym powinnam się zająć w swoim marnym życiu, aby zarobić. Jeśli jedynym sposobem na wydostanie się z rodzinnego domu i tej przeklętej miejscowości (serio, ja tu nienawidzę żyć od zawsze, aż mnie to dziwi) jest znalezienie męża, z którym zbuduje się oddzielne, niezależne życie (bo wtedy finanse dzieli się na pół), to można powiedzieć, że przegrałam już wieku gimnazjalnym ze swoją upartością. O ja biedna.
Zdaję sobie sprawę, że większość moich wpisów to same jęki, rozpacz i niezadowolenie, ale uwierzcie, w mojej realnej rzeczywistości nie ma miejsca na daremne płacze, trzeba być twardym i udawać, że wszystko jest w porządku, bo inaczej przegrywasz, jesteś niewdzięczny i niewierzący, więc ta oto wirtualna dolina płaczu jest moim ukojeniem.
Tak, wróciła z Poznania, wróciła bezsenność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz