Zaczynam w poniedziałek. Nie wiem, jak to się stało, że pomyślnie przeszłam wszystkie etapy. Nie wiem też, czemu podjęłam taką, a nie inną decyzję, ale obecnie nie ma to już znaczenia, bo odwrót jest niemożliwy. Środę spędziłam w oczekiwaniu przez dwie i pół godziny na lekarza medycyny pracy razem z innymi zdziwionymi faktem, że można spóźnić się aż tyle. Na początku czułam się niezręcznie siedząc tylko z jedną starszą panią, bo rozmówca ze mnie marny, ale po godzinie poczekalnię wypełniło około dwudziestu niepocieszonych osób i zrobiło się dosyć głośno. Był też jeden pan, który dużo żartował w związku z zaistniałą sytuacją i poprawił mi tym nastrój. Lubię takie osoby, którzy nawet jeśli znajdują się w takiej samej nieprzychylnej sytuacji, starają się rozładować napięcie humorem. Poza tym przyznał, że jest tu drugi raz, aby donieść dokumenty, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że mamy wypełnić jakieś śmieszne ankiety, bo inaczej lekarz nas nie przyjmie. Nikt nie był przekonany do tego pomysłu, ale każdy posłusznie wziął ze stolika papier i go wypełnił (co dziwne, wszyscy mieli przy sobie długopisy), jak się okazało słusznie, choć gdy odpowiadałam na te pytania, to nie mogłam pohamować śmiechu. Nie, same pytania nie były śmieszne, po prostu ta sytuacja była komiczna, ludzie, którzy mają inne obowiązki, czekają na prywatnego lekarza, do którego z założenia nie powinno czekać się w kolejkach, nie ponad dwie godziny, a w dodatku trzeba jeszcze odpowiadać na pytania, które powinien zadać podczas wizyty. Mi samej było obojętne jak spędzę ten dzień, przecież nie miałam obowiązków, nigdzie się nie spieszyłam, nikt na mnie nie czekał, musiałam tylko odsiedzieć swoje, więc nie byłam zła, ani nawet znudzona (wyobrażacie sobie że od paru lat coś takiego jak nuda mnie nie dotyka, co wydaje się dziwnie podejrzane i nienaturalne nawet mi samej). Moja sytuacja z pośród zgromadzonych była najlepsza - byłam pierwsza w kolejce. Weszłam na pięć minut. Dokładnie wiedziałam, jak będzie wyglądać wizyta, bo byłam u tego samego lekarza trzy lata temu, dokładnie w tym samym celu, na wstępnych badaniach do pracy. Niesamowite, że po raz kolejny nie opuszcza mnie wrażenie, że ciągle przeżywam to samo życie (albo się cofam), bo wracam do podobnych miejsc i uczestniczę w podobnych sytuacjach. Kolejny wpis, czyli ten, który tworzę miał być o mojej pracy, tymczasem napisałam prawie stronę o lekarskiej wizycie, zupełnie niepotrzebnie, bo przecież to żadne przełomowe, czy na tyle ważne wydarzenie w moim życiu, aby poświęcam mu tak wiele słów. Wiecie co, tego dnia pięknie prószył śnieg z nieba (no tak, bo niby skądinąd jak nie z nieba). Tak jak nie przepadam za zimą, tak przyjemnie spacerowało mi się wśród płatków śniegu. Wiecie, chyba nie napiszę dzisiaj o tej nowej pracy. Przykro mi, że urząd nie zwróci mi za dojazdy, więc w przeciągu pięciu miesięcy wydam na podróże tysiąc złotych. Wiosną i latem mogłabym przerzucić się na rower, to tylko 20 kilometrów w obie strony, przecież w zeszłoroczne wakacje pokonywałem dłuższe trasy, ale nie mam swojego osobistego roweru. Nie jestem materialistką, a jednak nie mogę pogodzić się z myślą, że bez pieniędzy nigdy stąd nie wyjadę, nie z tym nieogarniętym światem, pełnym strachu i bezsensu, który noszę w głowie. Wiem, uparłam się strasznie na zniknięcie z tego województwa, ale nie mogę, tak bardzo mi tu czasem źle. Staram się myśleć pozytywnie, nie chcę być na siebie zła, że nie byłam wystarczająco dzielna i nie zrobiłam wszystkiego, aby znaleźć pracę chociaż za najniższą krajową. Wybrałam tylko i znowu staż, więc to wygląda tak, jakbym poszła na łatwiznę, choć przecież nawet ten staż budzi we mnie mnóstwo obaw i najgorsza myśl, jaka mnie nawiedza to ta, żeby to wszystko już się skończyło. Ostatecznie tak bardzo chciałam, aby to męczące bezrobocie dobiegło końca, więc chwyciłam się pierwszej lepszej możliwości, którą przyjęłam bez narzekań. A na samym stażu mogę nauczyć się czegoś pożytecznego. Proszę, żeby tak było, żeby to, przez co przejdę przez najbliższe miesiące było dla mnie, nawet jeśli nie łatwym i przyjemnym, to rozwijającym doświadczeniem. Chciałabym też zacząć kłaść się spać o przyzwoitej godzinie, ale mam nadzieję, że zmęczenie związane z pracą samo będzie kładło mnie wcześniej do łóżka. Chciałabym też, aby niespodziewanie nie napływały do mnie obrazy osób, które nie są już częścią mojej rzeczywistości. Dzisiaj zwyczajnie szłam przed siebie, trochę w pośpiechu, gdy przypomniał mi się ktoś z poprzedniej pracy i zrobiło mi się tak obrzydliwie smutno, że aż nie wierzę, że tak można. Miałam wrażenie, że za chwilę się zatrzymam i tak zwyczajnie upadnę na kolana zalana łzami, ale nie mogłam, bo przecież trochę się spieszyłam, więc szłam dalej przed siebie. Ostatecznie moje wyobrażenia o osobach i wspomnienia z nimi związane nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, więc muszę to robić, muszę iść przed siebie, sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz