7.02.2018

963.

Myślałam, że w ostatni dzień stycznia nic się nie zmieni i właściwie nie zmieniło się nic, bo tego dnia nie zalogowałam się na maila. Dopiero dnia następnego, gdy radośnie zasiadłam przed komputerem w celu marnowania swojego życia, dowiedziałam się, że czekała tam na mnie odpowiedź i w magiczny sposób życie obrało nagle inny tor. Czy to nie dziwnie, że woleli napisać niż zadzwonić? Przecież zawsze oddzwaniają, gdy są zainteresowania. Nie byłam przekonana, czy to dobra decyzja i nadal nie jestem, ale idąc za ciosem, odpisałam, że chcę i tego samego dnia wyruszyłem na spotkanie. Przyznam się, że gdyby nie wirtualny kopniak od E., która była dostępna w tym czasie na messengerze, pewnie pochłonęłaby mnie ciemność i wolałabym tak siedzieć i czekać aż minie dzień i noc aż w końcu reszta życia, niż podjąć kolejną niefortunną decyzję, która doprowadzi mnie do rozczarowujące przyszłości. Po ośmiu miesiącach izolacji ciężko jest uwierzyć w cokolwiek. Rzeczywistość jest jak sen, który ostatecznie nie ma znaczenia. Czekając na odpowiedź, ze stresu zaczęłam sprzątać pokój, nawet zaczęłam odsuwać półki i szafki, dosłownie zaczęłam robić wiosenne porządki w środku zimy. I tak na kolanach wycierałam podłogę, a w międzyczasie odświeżałam skrzynkę odbiorczą. Okazało się, że mogłam przyjechać, wysłali dokładny adres. Niesamowite, że w godzinę umyłam i wysuszyłam włosy, umalowałam się, nałożyłam eleganckie ubrania, które miałam wyprasowane na taką okoliczność, a nawet pomalowałam paznokcie, które po latach nagle przestałam malować. Do tego pomyślnie zdążyłam na najbliższy widniejący na rozkładzie autobus. Dopiero przyszłość pokaże, czy warto było ocalić się w taki dziwny sposób, trochę szalony, patrząc na to, gdzie spędzę najbliższe osiem miesięcy. Nie razu dostałam pozytywną odpowiedź, nie kryli, że szukają chłopaka, w dodatku orientującego się branży. Niestety, śmiesznym jest myśleć, że ktoś doświadczony będzie chciał pracować za tak niewielkie pieniądze. Nie mieli wyjścia, więc zadzwonili po tygodniu. Nie miałam wyjścia, więc się zgodziłam. Wszystko jest lepsze niż kolejne miesiące pogłębiania swoich czarnych myśli, nawet praca w branży, o której nie mam ŻADNEGO pojęcia. Odnalezienie się w nowym miejscu, gdzie znajdują się nieznani ludzie, to duży stres, tym większy dla kogoś tak małomównego jak ja, a co dopiero praca z przedmiotami, o których nie ma się zielonego pojęcia. Myślałam, że wszystko potoczy się bardziej spontanicznie, ale wygląda na to, że skompletowanie dokumentów wymaga więcej czasu i tak kolejny dzień trwam w stresującym oczekiwaniu na ponowny telefon, aby dowiedzieć się, kiedy mogę udać się do urzędu, potem na badania lekarskie, aby w końcu mieć za sobą pierwszy dzień w nowej pracy. Czekanie jest najgorsze, zawsze, choć mogę określić się ekspertem w tej dziedzinie, przecież ciągle na coś czekam, miesiące, lata, a tyle rzeczy jeszcze nie nadeszło. Czasem zapominam, że czekam i to jest najlepsze - niepamięć. Częściej jednak usilnie staram się odciągnąć swoje myśli od tego, co mnie męczy i gdybym przez lata nie opanowała tej sztuki, można powiedzieć, że regularnie wykańczałabym się tysiąc różnych sposobów, a każdy byłby gorszy od poprzedniego. Moja rozmowa o pracę była nietypowa i chyba przez to spodobało mi się już od wejścia, bo musiałam zejść aż do piwnicy. Lato w piwnicy i bez słońca, to mi się podoba, w zeszłoroczne lato spaliłam dekolt i do tej pory moja skóra się nie zregenerowała. Dla jasności, tak naprawdę była to rozmowa o staż, bo oto idę po raz trzeci na staż. Wygląda na to, że nie ma dla innego sposobu na pracownicze życie; moje ambicje znowu przestały istnieć, choć już wiem, że aby obniżyć poziom stresu podczas przebywania w pracy, zostanę specjalistką w tej dziecinie. Wierzcie lub nie, ale będę najlepszym stażystą, jaki kiedykolwiek pojawił się w tamtym ciasnym, ciemnym, zagraconym, ale kolorowym miejscu. Widzę też plusy tej sytuacji, dzięki stażowi będę pracować regularnie po osiem godzin, w dodatku dzień i dlatego nie będę miała problemów z dojazdem. Naprawdę wymyśliłam dziwny sposób, aby się uratować, choć jest on całkowicie sprzeczny z moimi poprzednimi planami, które legły w gruzach i nie da się pozbierać. Od ośmiu lat próbuję wyprowadzić się z domu i każda moja próba kończy się porażką. Mój umysł nigdy nie ocenia racjonalnie sytuacji i przez to moje szanse zawsze mijają się z zamiarami. Wygląda na to, że będąc związana (nierozrywalną) umową stażową z urzędem pracy, w tym roku także zostanę tutaj. Niby za osiem (5+3) miesięcy nie kończy się jeszcze rok, ale wiem, że nie odłożę tyle pieniędzy, aby sensownie zdziałać cokolwiek w tym kierunku. (Chciałam pracować chociaż za najniższą krajową, ale jestem takim nieudacznikiem, że nawet nie potrafię znaleźć tak dobrze płatnej pracy. Słyszycie ten śmiech w tle?) Mogę jedynie nabrać więcej pewności siebie oraz chęci do życia, by potem rzucić się w świat, w ramiona kolejnych obcych ludzi, którzy dadzą mi dach nad głową, a ja nie będę zestresowana faktem, że niewiele potrafię, a w dodatku do nich w jakiś dziwny sposób przynależę, skoro oferują mi pracę i pokój. Przy następnej okazji napiszę, gdzie wylądowałam i z kim będę pracować, choć nie jestem przekonana, czy powinnam tak szczegółowo dzielić się swoim życiem w internie. Nikt niepożądany tego nie czyta, ale zawsze istnieje ryzyko, że ktoś nieproszony odgadnie, że ja to ja. Czy to nie głupie, że zawsze wraca do mnie ta myśl, że nie wolno pisać mi o innych ludziach, ani dzielić się przemyśleniami podpisanymi później własnym imieniem i nazwiskiem, jakby zakazane było bycie mną. Mimo wszystko publikuję ten wpis z lekką obawą, bo nie zaczęłam jeszcze pracy, a jak widać, już się pochwaliłam, że męczarnia poszukiwania dobiegła końca i nie muszę się martwić, że dłużej nie wytrzymam tego braku przyszłości. Prawda jest taka, że mogą się jeszcze rozmyślić, mogą wszystko, i tak oto okazuje się, że ludzie mogą zrobić ze mną wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz