21.05.2020

1088.

Największą radość sprawia mi widok gojących się ran na mojej twarzy, ale taki widok nie występuje. Mój okres trwał jeden dzień, zaczął się wieczorem, skończył rano. Bezboleśnie, prawie bez krwi. Wspominam tutaj o tym, bo nie używam kalendarzy, a tak będę mieć zapisek kiedy po raz kolejny mój okres postanowił stracić na mocy. Nie ukrywam, dobrze jest go nie mieć, ale jego brak oraz wygląd mojej twarzy być może reprezentują to, jak wiele nieuświadomionego stresu mnie zjada. Nieuświadomionego, bo codzienność nagle stała się dla powtarzalnymi mechanizmami. Robię wszystko jak zaprogramowana, odcinam się od wszystkiego co trudne i niewygodne, ale i tak potrafię nie wysikać się przez siedem godzin w tym miejscu, którego nie lubię. Za każdym razem, gdy wspominam o tym problemie czuję się bardzo nienormalna i chora. Nie chcę taka być, ale taka jestem. Nie odpowiedziałam na propozycję spotkania z przyjaciółmi. Minęły dwa tygodnie, nie wiem, nie ma mnie, nie istnieję. Dopóki moja twarz nie stanie się wyjściowa nie chcę nikogo widzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz