Mój organizm to dziwna maszyna. Półtora tygodnia po moim jednodniowym okresie w terminie, dostałam okres właściwi, ale poza terminem, bolesny i krwawy, co odbiło się na mojej twarzy podwójnie. Niesamowite, że przez rok nabyłam tyle blizn i dziur, ile nie nabyłam przez całe swoje dotychczasowe trzynastoletnie życie. Zauważyłam na umywalce, że zaczęłam gubić włosy przy czesaniu. Wraz z wiosną, stresem i obniżoną odpornością mój wirus hpv się uaktywnił. Tyle miesięcy leczenia u dermatologa kiedyś, a i tak znowu wylazło. Boję się, żeby nie zawitało na twarzy. Szukam mniszka lekarskiego na łąkach, ale już przekwitł, a to co jeszcze gdzieś rośnie nie wydziela soków. Nie mam siły na chodzenie po lekarzach. Nie chce mi się. I tak to nie ma większego znaczenia. Ostatnio zauważyłam, że przez długie tygodnie nie myślałam o szumach usznych. Niesamowite, że coś, co dawniej bardzo mnie przygnębiało, teraz całkowicie istnieje poza moją świadomością. Myślę o tych wszystkich ludziach, którym odebrano teraz możliwość chodzenia na koncerty i festiwale. Na pewno czują się tak, jak ja będę do końca życia. Zresztą, może oni też już na zawsze. Ten wirus nigdy nie zginie, wirusy są zawsze, wszędzie, w powietrzu, w innych. Mój ojciec leży w szpitalu, już nie wiem jak długo. Może tylko dwa tygodnie? Karmią go przez rurkę, inaczej umarłby śmiercią głodową. Ale ja nie mam ojca, przecież nigdy nie miałam, a jeśli zaczynam go mieć, jestem tylko poczuciem winy z powodu tego kim nie umiem być w tej sytuacji. Dziwne to wszystko. Jeszcze tak niedawno, może jeszcze miesiąc temu męczyłam się tobą, kimkolwiek teraz jesteś, a nagle i ciebie nie ma. Nikogo nie ma. Jest moja niszczona regularnie twarz, już z przyzwyczajenia; praca która wytrąca ze mnie resztki normalności, nieogarnięcie, chęć zrobienia za dużo w rezultacie odbijająca się nie robieniem niczego, a na koniec obowiązkowo niewystarczająca ilość snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz