5.11.2021

1115.

Można powiedzieć, że skończyłam pisać tę chaotyczną historię o kryptogennym niedokrwiennym udarze mózgu. Neurolog, kardiolog i reumatolog nie wykryli żadnych nieprawidłowości w moim ciele, a endokrynolog również uznał, że mogę jeszcze męczyć się z nieregularnymi miesiączkami i kontrolować poziom przeciwciał tarczycy. I oto jestem, nadal męczona i zmęczona różnymi dziwnymi dolegliwościami. Ciągle odczuwam parestezje, ale jest to zjawisko nieuciążliwe, że jeśli nie wrócę myślami do siebie i swojego ciała, nie pamiętam o nim. Tak jak nie pamiętam na co dzień o szumach usznych, bo ich nie słyszę otoczona innymi dźwiękami i zagłuszona własnymi myślami. Moje kości strzelają mocno. Czuję jednak pod palcami, że to nie kości, ale jakby mięśnie, włókna, tkanki, nie wiem. Nie wykupiłam tabletek, szkoda mi tych 50-ciu złotych na jedno opakowanie. Mam receptę na trzy, ale mogę na razie spróbować z jednym, tylko nawet i kupienie tego mi się nie opłaca. Dodatkowo odczuwam dziwne mrowienie w okolicy lędźwiowej kręgosłupa po lewej stronie, które promieniuje na pośladek. Od miesiąca. Myślałam, że to od klęczenia w kościelnych ławkach na różańcu, ale okazuje się, że po pięciu dniach listopada nadal nie minęło. Trudno. Nie boli, nie jest źle. Moim głównym problemem jest szczęka. Śpię bez szyny zgryzowej, nie potrzebuję jej, moja szczęka jest rozluźniona po nocy tak jak u prawidłowego, zdrowego, nie zestresowanego człowieka. Poza tym, po kilku nocach szyna się rozluźniła i nagle zamiast po lewej zaczęło mi strzelać również po prawej stronie, co oznacza, że szczęka podczas snu z szyną jest w nieprawidłowym ułożeniu. Długo zwlekałam z ponowną wizytą z poradni zaburzeń czynnościowych narządu żucia, ale zdecydowałam się postawić wszystko na jedną kartę. Mój problem ze zgryzem nie polega już teraz na zaciskaniu zębów lub zgrzytaniu zębami przez sen. Mój problem polega na tym, że plomba na zębie się starła i zgryz po jednej stronie obniżył. Nie stykają mi się tam żadne zęby, co sprawia, że napięcie podczas jedzenia jest nierównomiernie rozłożone. To moja teoria, myślę, że słuszna. Od roku zastanawiam się nad funkcjonowaniem mojego zgryzu. Wszędzie w internecie jest napisane, że szyna eliminuje problem i wszystko wraca do normy. Nawet jeśli szczęka nie przestaje “strzelać”, to się nie blokuje, nie zaciska, nie boli. Nie wiem, jak dogadam się w tej sprawie ze swoim stomatologiem prowadzącym. Jak jej wytłumaczyć, że problem tkwi w jednym zębie, a nie w ośmiu, czy dwunastu. Gdybym była bogata -  a nie jestem, bo nie mam pracy - byłoby mi obojętne, co ze mną zrobią, ważne by zrobili wszystko, aby wyeliminować problem. Niestety nie jestem w tej komfortowej sytuacji i nie wydam wszystkich oszczędności na nowy zgryz. Biorę jednak pod uwagę to, że mam wszystkie zęby, a ich odbudowa to nie wyrwanie zdrowych, mocno zakorzenionych, tylko odbudowa w niewielkim stopniu. Według mnie to nadal problem tylko z jednym zębem. Jeden ząb to bardzo mało pieniędzy. Dwa to również mało. Ale osiem to już przesada. Moje zęby wcale się nie starły przez ten rok. Tylko ten jeden ząb i straciłam całe oparcie. Pomijając fakt, że mam naprawdę dziwny zgryz i nawet aparat stały mógłby nie pomóc, chcę odzyskać mojego jednego zęba i normalnie jeść. W życiu nie zdecydowałabym się na operację szczęki i nawet nie chcę usłyszeć takiego rozwiązania. Wolałabym już do końca życia przyjmować płynne i zmiksowane pokarmy. Martwię się, że może takie rozwiązanie będzie jednym, gdy usłyszę cenę. Niesamowite, że mój cały bieżący rok to wędrówki po gabinetach lekarskich. Miesiąc za miesiącem coś. Wszystko, tylko nie ten cholerny wirus. Powinnam nazwać się szczęściarą w obecnych czasach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz