Chciałabym spojrzeć w twarz swojemu Aniołowi Stróżowi. Chciałabym, żeby nastąpiło to szybciej niż po śmierci. Chciałabym ważyć 5 kilogramów mniej, ale obawiam się, że nie potrafię tego dokonać w zdrowy sposób. Jestem z wagą gdzieś po środku; w najlepszym (z medycznego punktu widzenia najgorszym) momencie ważyłam 10 kilogramów mniej, ale w najgorszym pod każdym względem momencie ważyłam 10 kilogramów więcej. Dwadzieścia kilogramów zmartwień. Chciałabym, żeby przestały gonić mnie psy za każdym razem, gdy wybiorę się na rower, bo moja nienawiść do tych zwierząt wzrasta, a przecież nie wszystkie są parszywymi kundlami nie wychowanymi przez właścicieli. Chciałabym, żebym plan zaradzenia moim problemom ze stawem skroniowo-żuchowym zadziałał, ale na razie mam problem z lekarzem, który jest niepotrzebnie młody i przystojny i czeka mnie jeszcze co najmniej jedna wizyta w jego gabinecie. Chciałabym być zdrowa, chciałabym nie musieć wydawać nie swoich pieniędzy na leczenie. Nie wiem, czy kiedykolwiek oddam te długi, które rosną. Chciałabym mieć pracę, normalną, czyli taką, gdzie byłabym otoczona normalnymi życzliwymi ludźmi, a najlepiej, gdzie mogłabym być tylko ja praca i nikogo w tym samym pomieszczeniu. Chciałabym nie musieć iść do pierwszej lepszej pracy, żeby przetrwać, a potem zrozumieć, że to kolejna praca, która prowadzi mnie do grobu. Chciałabym nie musieć rozmawiać z ludźmi. Po pandemicznym odosobnieniu i udarowym otępieniu mam w sobie ogromną pustkę, której nie chcę wypełniać rozmowami o zupie z obcymi ludźmi. Brakuje mi moich znajomych w namacalnej formie, ale wiem, że z niektórymi już nigdy się nie zobaczę. Nie chcę za to nowych znajomych i może to jest błąd. Myślę, że i tak życie musimy przeżyć samotnie i właściwie, jeśli pokrewne dusze istnieją to moja może już umarła i na próżno jej szukać. Wypełniam pustkę serialami, czasem zahaczając o filmy, i muzyką. Staram się chodzić codziennie do kościoła na mszę, bo tylko wtedy u mnie w miejscowości bramy świątyni są otwarte. Nie ma mowy o “wpadnięciu” na Adorację, co jest przykre, bo podobno mieszkam w mieście. I to by było na tyle, bo odechciało mi się pisać. Naprawdę mi się nie chce. Tak mi się nie chce już starać i walczyć o cokolwiek, co ma związek z Ziemskim życiem. Chciałbym już znaleźć się w...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz