Od czego zacząć? Na początku był ból i bólem wszystko było. Kto by się spodziewał, że wstanę z tak wielkim bólem, akurat wtedy, gdy musiałam i chciałam wyjść z domu. I wyszłam, bo chciałam. Zrobiłam sobie długi spacer, trochę dla przyjemności, a trochę z przymusu, bo spaceriada. Pomieszały mi się kierunki i miejsca i jak dobrze, że żyjemy w czasach telefonów z mapami. Towarzyszył mi ból, mój niechciany przyjaciel. Przedłużam moment wzięcia tabletki, aby jej działanie trwało jak najdłużej od godziny zero, ale potem tego pożałowałam. Siedząc na przystanku przez moment pomyślałam, że po prostu nie wstanę, gdy spóźniony miejski podjedzie. Potem wysiadłam na niewłaściwym przystanku i musiałam się wrócić. Wtedy stało się coś, czego nie spodziewałabym się nigdy. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że po 10-ciu latach spotkałam kogoś, kogo spotkać już nie miałam w założeniu Wszechświata. Spotkałam swoją pierwszą i ostatnią “miłość”, tą dziecinną i naiwną, ale też nieprawdziwą, tę z mojej (chorej) wyobraźni. Stałam w autobusie, aby podjechać dosłownie dwa przystanki i spoglądałam przez okno, aby dobrze policzyć odległość i nie przegapić już niczego, aż zobaczyłam Ciebie,, tak po prostu wsiadłeś przez drzwi tego samego autobusu, w którym byłam. Nie wahałam się. Autobus był długi i pusty, bo ludzie zajęli miejsca siedzące, a ja szłam przez całą jego długość, jak w jakimś filmie (ale nie romantycznym), ku Tobie, ku mojemu przeznaczeniu owego dnia i czekałam, aż złapiemy ze sobą kontakt wzrokowy. Byłeś zaskoczony. Dzieliły nas przemilczane lata. Ile można powiedzieć sobie nawzajem w ciągu dosłownie pięciu minut? Wyobrażałam sobie to spotkanie milion razy, aż w końcu pogodziłam się, że nie spotkamy się już nigdy. Byłam przekonana, że taki dzień nie może nastąpić dla dobra wszystkich, a jednak Los znowu uznał inaczej. Usiedliśmy naprzeciw siebie. Uśmiechnięci. Wiem jednak, że dorośliśmy przez ten dziesięć lat i znaleźliśmy się w całkiem innej rzeczywistości, dorosłej, bolesnej, z bagażem doświadczeń, często tych przemilczanych. Dowiedziałam się tego, czego sama się domyśliłam. Nie trzeba być wielkim detektywem, wystarczy być obserwatorem mediów społecznościowych. Wracałeś z pracy, narzekając na zmęczenie, o którym też wiem. Zapytałeś gdzie mieszkam i po co tu jestem. Zasugerowałeś spotkanie w przyszłości, że może kiedyś nadrobimy ten czas, ale jeśli ktoś przelotnie spotkany mówi, że trzeba się umówić to znaczy, że takie spotkanie nigdy się nie odbędzie. Dorosłość. Siedziałeś na przeciwko mnie i co widziałeś - to co wszyscy - mój uśmiech. Nie było po mnie widać, że tego dnia wyjątkowo ciężko mi przez ten ból, który znieść coraz ciężej. Chciałam zapytać o wiele rzeczy, ale wiedziałam, że nie dostanę odpowiedzi. Zbliżał się mój przystanek. Dotknęłam Twojego kolana przerywając Twoją opowieść. Musiałam wysiąść, bo moje przeznaczenie tego dnia było inne. Pożegnaliśmy się uśmiechami i wyszłam nie oglądając się za siebie. Poczułam ulgę. Wystarczyło mi pięć minut, aby pozbyć się ciężaru, który nosiłam latami. Ale zaraz dotarło do mnie, że będę nosić ciężar inny - ciężar spóźnialstwa. Nie wiem, jak bardzo nietrafnie poczyniłam obliczenia, ale to pierwszy raz, gdzie mojej opóźnienie wyniosło tak wiele minut. Byłam coraz bliżej znajomej okolicy i kręciłam głową z niedowierzania nad własnym nieogarnięciem dnia owego, bolesnego, ale radosnego. Nie pomagał mi nawet GPS. Cudem trafiłam do miejsca swojego przeznaczenia. Usiadłam na ławce przed klatką i zaczęłam się śmiać. Czasem nie wierzę jakim cudem jeszcze funkcjonuję w tym świecie. Po kontakcie z domofonem weszłam do klatki i błądziłam wzrokiem po numerach na drzwiach, aż w końcu zapomniałam wszystkie liczby jakie znałam. Kiedy dotarło do mnie, że weszłam za wysoko i że idę zdecydowanie za wolno, wiedziałam, że zaraz zorientujesz się, że moje droga na górę trwa za długo. Nawet przez chwilę pomyślałam, że usiądę na tych schodach i będę płakać śmiejąc się jednocześnie, bo wiedziałam, że znowu pomyślisz, że jestem po prostu głupia. Może i jestem, czasem bywam, ale czasem udaję specjalnie, aby nie ponosić odpowiedzialności za bycie zbyt mądrą. Nie wiem, jak to się stało, że zgodziłam się na spotkanie. Wiesz, coś się we mnie zmieniło, tak pomyślałam, ale nie jestem pewna. Chciałabym zapamiętać jak najwięcej z tamtego spotkania, ale umysł często mnie zawodzi. Zamykam oczy i czuję zapach roślin, lasu, świeżości, widzę Twoje rysunki, śmieszne ustawiony ekran komputera i mnie na początku listy. Pierwszy raz jestem u kogoś na podium, choć to tylko przypadek. Widzę wielki słoik z kwasem i kubek w pieski w moich dłoniach. Cieszę się, że mogłam zobaczyć coś, co istniało do tej pory w mojej wyobraźni na postawie zdjęć. Obserwuję Cię na tyle, na ile mogę, bo chcę zapamiętać coś, co pewnie i tak uleci z mojej głowy. Cieszę się, że mogliśmy porozmawiać przez chwilę o wszystkim i o niczym. Cieszę się, że po prostu Cię mam, choć tego nie rozumiesz. Jest mi głupio, że dałeś mi taki drogi prezent, wiem, to przecież dla Ciebie “nic” i tak byś wyrzucił, ale w moim świecie to nieodpowiedzialne przyjmować takie prezenty. Czy kiedyś nasze drogi się rozejdą i pozostanie mi po Tobie tylko ten aparat i kilka łez wylanych nad przeszłością? Nie wiem. Nic już nie wiem. Wyszłam z kwiatkiem wsadzonym w siatkę, o którego los się martwię. Od razu zagniotłam jeden listek, niechcący, tylko wyszłam i potem całą długą drogę niosłam go jak cenny skarb. W samochodzie siedziałam cicho, byłam zmęczona długim dniem. Czasem nie wierzę, że to jest moje życie. Nie wiem, co zrobię z tym wszystkim. Czy naprawdę nie ma dla mnie prostszego rozwiązania?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz