4.05.2026

1823.

Legenda głosi, że nie ma dla mnie rozwiązania. Pamiętam jak po długiej rozmowie, nagle dostałam pytanie, co mogłabym powiedzieć o sobie, ale wydało mi się to już nieważne po wszystkich słowach, które padły. Zamknęłam się w momencie, w którym zakwestionowano moją wizytę, a przecież to nie ja wybrałam psychiatrę, zasugerował to fizjoterapeuta. Nie rozumiem jak osobę cierpiącą szósty rok z powodu przewlekłych dolegliwości bólowych  można zostawić z niczym. Nie rozumiem czemu nie dostałam skierowania do Poradni Leczenia Bólu w ramach NFZ, jeśli lekarz psychiatra takowe może wystawić. Przecież lekarz sam uznał, że to lepsze rozwiązanie, więc o co chodzi? Jak długa jest jeszcze ta tułaczka po gabinetach lekarskich? Co mi jest, Panie, czy to tylko ten aparat na zębach, czy coś głębiej, czego nie widzi nikt, już nawet ja sama? Dlaczego proszenie o pomoc jest czymś tak ciężkim i kosztownym, że mnie na to nie stać? Mówią, że dobro wraca. Czy naprawdę nie zrobiłam nigdy nic dobrego, szczerego i wynikającego z porywu serca, aby to do mnie wróciło? Wyszłam z tamtego miejsca z ulgą, ale też z zawodem. Płakałam siedząc przy windach, idąc w dół schodami i korytarzem, płakałam nie kryjąc się z tym wcale, ale nikogo to nie obchodziło i słusznie. Nie jestem najgorszym przypadkiem na świecie, ale bez pieniędzy nie mam nic. Tak samo jak bez zdrowia. Zupełnie nie wiem, jak mogłam zapomnieć, że nie chce mi się żyć. Gdyby dano mi wybór, odeszłabym stąd nie oglądając się za niczym. Nie jestem osobą samo diagnozującą się, ale ten obrazek będący mną nie tworzy spójnej całości. Trudno. Na wszystko za trudno i za późno. Jak dobrze, że w końcu wyszedł mi piękny rudy kolor włosów. Chociaż tyle w życiu mam, pam, pam, pam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz