Nie potrafię nazwać uczucia, które
towarzyszy mi, gdy czytam to zdanie. Zwykły, banalny powiew smutku to
zbyt mało, by zjednoczyć się z pełnią tych słów. Też mogę przetrwać
wszystko, bo wszystko się dzieje, a ja trwam, bo nie potrafię narzuć
pętli na szyję. Wiesz Leo, nominacja za pierwszoplanową rolę jest
cudowna. Nawet, jeśli nikt nie przypieczętowuje najlepszego zagrania
statuetką, to film nadal jest, istnieje, a w nim ty, grający pierwsze
skrzypce, podczas gdy mi zawsze przypada drugorzędna rola. Niezależnie
jak bardzo się staram, przyćmiewa mnie blask osobowości, których
towarzystwa się pragnie. Och Leo, chciałam nie istnieć w pewnych
życiach, ale czemu za karę straciłam wszystkich. Wszystko albo nic –
czemu tak okrutnie. Otwieram drzwi, widzę piękny strój, idealny makijaż,
uśmiech i przejęcie na twarzy. Dopiero wstałam, może 15 minut temu,
podczas gdy osoba przybyła od rana czeka na gościa. Może nawet nie spała
w nocy, a wczoraj na pewno spędziła pół dnia w kuchni. Wręczam
świeczki, które wsadzi w pyszny tort przygotowany dla jej gościa. Jak
dobrze, że odebrałam telefon, okazując się ostatnim kołem ratunkowym, na
jakie można było liczyć w tej sytuacji. Uśmiecham się, zamykam drzwi i
wiem, że nie jestem nikim więcej niż scenografem cudzych żyć. Dostarczam
rekwizyty, które sprawią, że film będzie działał lepiej. Nie wiem Leo,
ile razy jeszcze będziesz próbował, w ilu filmach zagrasz, ile razy
pozwolisz odebrać sobie nadzieję, ile razy pęknie ci serce, że nikt nie
docenia tego, co robisz. Mi, Leo, zabrakło już sił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz