10.03.2014

808. "Posępna noc"

Dziesiątego stycznia obejrzałam „Posępną noc”. Irytująco – intrygujący film, podczas którego masz ochotę potrząsnąć tymi dzieciakami, do momentu, w którym nie uświadamiasz sobie, że gdzieś, kiedyś, grałeś w ten sam sposób. Niedomówienia, nieumiejętność porozumienia, brak odpowiednich słów, aby przekazać to, co kryje się za maską. „Nawet, jeśli stracę wszystkich, ciągle będę miał ciebie. Nawet, jeśli inni będą mieli mnie gdzieś, tak długo, jak będę miał ciebie, ze mną będzie wszystko w porządku.” Za każdym razem, gdy pomyślę o tej scenie w kontekście całego filmu, zamieram.
Od 10 stycznia do dnia wczorajszego obejrzałam 26 filmów. Nie wiem, czemu zdecydowałam się wspomnieć o „Posępnej nocy”, skoro inne produkcje oceniłam wyżej. (Klikam sobie gwiazdki na filmweb.pl.) Właściwie teraz jest posępna noc, kolejna od kilku miesięcy. Jest wpół do drugiej. Przygnębienie sprawia, że narzucam sobie większą kontrolę. Muszę omijać szerokim sytuacje, gesty, słowa, które mogą ostatecznie zakończyć zabawę w życie, a granica jest cienka. Nie chcę mieć w sobie tego czegoś niosącego destrukcję, ale bezradność nie przynosi żadnego pomysłu, gdy wszystko, co mogłam zrobić, zawiodło. Tyle lat kombinowania,a znowu tu jestem.
Jako dodatkowy wykład, ponownie wybrałam zagadnienia z humanistyki i po raz kolejny usłyszałam znajome słowo kryzys. Kryzys to taki stan bytowy, w którym nie rozumiemy, co się dzieje. Jest to najgorszy stan bytowy człowieka, ponieważ uderza w jego rozum. Jeśli czegoś nie rozumiemy, musimy zawiesić działanie.
Nie wiem, nie rozumiem, stoję w miejscu, jakbym czekała już tylko na rozstrzelanie. Moje zmęczenie pcha mnie ku śmierci, ale morze woła ku życiu. Dusza szepcze: nie mogę, już nie mogę, ale rozum prosi: wytrzymaj jeszcze trochę, dla tego jednego spaceru brzegiem morza. Dni są monotonne i puste. Wypełniam swoje obowiązki, ale nienawidzę sytuacji, w której się znajduję, a która od grudnia bezlitośnie ciągnie się za mną jak cień. Wiadomość, że porzuciłam ten niezrozumiały dla wielu plan i wróciłam na dawną drogę, przyniosła ulgę, innym, nie mi. Powróciłam na drogę wiodącą ku zwątpieniu i zrobiłam to, by nie być problemem, którym mogę stać się za trzy miesiące. Bycie problem dla innych to myśl nie do zniesienia, tak bolesna, że wyeliminowanie problemu wydaje się rozwiązaniem, choć brutalnym, to skutecznym. Chciałabym, aby moje pesymistyczne przewidywania się nie sprawdziły, ale dotychczas się nie pomyliłam. Jestem Kasandrą, pamiętasz?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz