3.06.2015

857.



Moi kochani, wszyscy ci którzy powinniście pojawiać się tutaj od czasu do czasu, a zwyczajnie tego nie czynicie, gdyż unikacie ludzi nudnych, rozumiem, sama ignoruję swoją obecność jak tylko się da, nastał czerwiec, co zapewne nie umknęło waszej uwadze, miesiąc, który wyjątkowo lubię, może jedyny, który jestem w stanie zaakceptować ze szczerym optymizmem, może dlatego że lubię wypisywać na wyimaginowaną czarną listę wszystkich tych, który nie pamiętają o moich urodzinach zupełnie jak ja, ta, która czasami zapominam o tym, że przyszła na świat i nadal istnieje. Nie martwcie się, sama ślę życzenia tylko wybranym lub śpiewam sto lat po koreańsku ulubionym postaciom mieszkającym zbyt daleko, abym mogła doświadczyć realności ich istnienia, a jednak czasem istnieją dla mnie bardziej niż wszyscy ci, który odeszli, zniknęli lub schowali się za rogiem; niż ci, którzy próbują na nowo zaistnieć, podczas gdy mi trudno wskrzesić ich w swoich myślach i jest mi zwyczajnie przykro, że tak słabo się staram. Zupełnie nie wiem, czemu zaczynam pisać o czymś, o czym nie planowałam, w dodatku o rzeczach zbędny i nie wartych zapamiętania, ot takie, żeby nie użyć brzydkiego słowa, paplanie o niczym, bo kogo to wszystko obchodzi, z czasem nawet i mnie przestaje, pewnie gdyby nie głupi obowiązek utrzymywania przy życiu tego miejsca, dawno stałabym się bezrefleksyjną istotą. Tymczasem od kilkudziesięciu dni moje myśli głównie zaprzątają licznie występujące siniaki na nogach, plus jeden na ręce w okolicach łokcia; w połączeniu z moją bladą karnacją wygląda to uroczo. Praca, którą wykonuję podzielona jest na dwie część, co sprawia, że przemieniam się w dwie różne osoby, a jednak odnoszę wrażenie, że nigdy nie jestem sobą. Nabijam siniaki przy noszeniu ciężkiego odkurzacza, zahaczam o wystające elementy przestrzeni, uderzam się o biurko, brudzę się, zdzieram lakier z paznokci, zwyczajnie pracuję, by  potem prezentować się elegancko; wkładam spódnicę i białą koszulę, przywdziewam uśmiech i kłaniam się na powitanie. O poobijanych miejscach zaczęłam myśleć wraz z nastaniem słoneczniej pogody i wysokiej temperatury; pozbyłam się rajstop z nóg, odsłoniłam biel i poobijane miejsca. Proces zanikania siniaków trwa u mnie tygodniami, jednak nie przejmuję się tym wcale, bo nie muszę wyglądać atrakcyjnie tylko dobrze wykonywać swoją pracę, a jednak czasem bawi mnie podwójna rola w pracy i kontrast między obowiązkami; gdyby tylko turyści wiedzieli. Głównym minusem mojej pracy jest nieustanna zmiana temperatur; rozgrzane powietrze na dworze i chłodne mury wewnątrz; to sprawiło, że moje zatoki znowu zabolały. Tym razem przezwyciężyłam swoją niechęć i udałam się do lekarza, bo obiecywałam sobie setkę razy, że jeśli znowu zachoruję, wybiorę specjalistę zamiast domowej kuracji. Lekarz przypisał mi antybiotyk i kilka innych leków, przez co uszczupliła się zasobność mojego i tak szczupłego portfela. Faktem jest, że mam osłabioną odporność, a zaczęło się od ostrego zapalenia zatok, z którym szło w parze operacyjnie usuwane ósemek, błąd, byłam ciągle na antybiotykach, miałam dość, głównie życia, walczyłam z nieustannym katarem i nawracającym bólem głowy, z drugiej strony było mi obojętne jak skończę, miło byłoby wtedy nawet skończyć źle, i tak od 2011 roku, trwałam w wyparciu, może tylko cudem to wszystko nie przerodziło się w poważniejsze powikłania. W międzyczasie jeszcze zahaczyłam o dermatologa, ale to ostatni rok, lecz mój organizm i z tego typu infekcją nie chce się rozstać, jestem zmęczona, ale czym są moje dolegliwości w porównaniu z poważnymi chorobami dotykającymi ludzkość, albo chociaż moją M., która nie ma włosów, tak po prostu wypadły i rosnąć nie chcą, życie jest okrutne i niepojęte. Kiepsko byłoby umrzeć na coś tak banalnego jak zatoki czy powikłania związane z ich nie wyleczeniem, a po drugie pracuję, więc nie mogę być chora, bo obecnie brak pracy jeszcze szybciej położyłby mnie w trumnie niż nie jedna infekcja. Cóż, jak widać nawet przy tak radośnie zapowiadającym się miesiącu jakim jest dla mnie czerwiec, nie potrafię nie myśleć o śmierci i jej różnych postaciach. Wpis całkowicie mnie nie satysfakcjonuje, najchętniej nie dodałabym go w ogóle, ale aby czas poświęcony na produkcję nie został zmarnowany, opublikuję, na koniec dodając, że chciałabym przepaść jak kamień wodę. Kiedyś przepadnę, może szybciej niż sama tego oczekuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz