Przede mną mój ostatni dzień pracy, a mi po głowie
ciągle wędruje myśl, że nigdy nie wyglądałam tak elegancko jak przez ostatnie
osiem miesięcy. Narzucone wymagania i zasady, do których wypadało się
dostosować sprawiły, że mój wygląd się zmienił, a jednak nadal jestem „uroczą dziewczynką”,
nie sposób dostrzec we mnie kobietę, choć zwracają się do mnie per pani. Wyglądam
mniej niż na swoje dwadzieścia pięć lat, dobrze mi z tym. Nagle zaczęłam zastanawiać
się nad tym, jak wyglądałam dla tych wszystkich ludzi, którym otwierałam drzwi
wejściowe, jak brzmiał dla nich mój głos, jak prezentowała się twarz, postawa.
Teraz próbuję odgadnąć jak postrzegały mnie przewodniczki. Czy byłam
wystarczająco dobra w swojej pracy, a może wręcz przeciwnie? Czy lubiły razem
ze mną „chodzić na wycieczki”, czy może było im obojętne, która z naszej
drużyny „pomoce muzealne” pojawiała się w pałacowej sieni? Czy tak samo często
rozmawiały o nas, jak my o nich? Niezależnie od dziwnych czy denerwujących
sytuacji, na swój sposób polubiłam każdą z nich, i to zaskakujące, że wiem
pewnie o nich więcej niż one o mnie, a przecież nikogo o nic nie pytałam, nie
szukałam, nie byłam zainteresowana, tylko słuchałam. Usłyszałam wiele opowieści,
prawdziwych i wymyślonych, o ludziach z otoczenia, o ludziach z gazet i
telewizji, o ludziach, których nie znam i nie poznam, ale nie potrafię
przytoczyć żadnej z nich. Czy to nie dziwne, że człowiek ma potrzebę dzielenia
się przeróżnymi historiami i dziwne, że nie miałam czym podzielić się ze
współpracownikami, więcej nie czułam takiej potrzeby, a momentami z chęcią chciałabym
nie słyszeć niesmacznych żartów. Teraz
to bez znaczenia. Mam wrażenie, że ostatnie osiem miesięcy minęło tak szybko,
że jeszcze chwila, a stwierdzę, że wyśniłam cały ten czas. Prawdopodobnie to ostatni
wpis o moim miejscu pracy, na szczęście i nieszczęście, bo gdzie znajdę kolejne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz