12.01.2016

871.

Jestem zdrowa, ale nie jestem, to prawda, w której nie ma sprzeczności. Moje najbardziej uciążliwe objawy odeszły, ale kto wie na jak długo, kto potrafi mi powiedzieć, czy za miesiąc, rok, za parę lat znów nie dopadnie mnie ta przykra i uciążliwa dolegliwość, jak mam zadbać o siebie i swoją odporność, jeśli zdrowia dieta kosztuje, jeśli nieuwaga może zniszczyć starania, jeśli świat jest pełen zarazków i bakterii, jak swobodnie poruszać nawet po swoim domu… Nie chcę wpadać w paranoje, to jest mi zupełnie niepotrzebne, ale chyba już zawsze będę martwić się życiem i swoją odpornością. Powinnam wyleczyć się raz a dobrze, u lekarza, ale nie, lepiej było latami cierpieć z powodu nawracającego bólu zatok i łykać garściami (no, może nie aż tak) tabletki, nawet nie biorąc wolnego od zajęć na uczelni. Kiedy w zeszłoroczne wakacje dostałam antybiotyk, chodziłam do pracy zamiast odpoczywać i regenerować się w domu. Ból gardła to dolegliwość pojawiającą się u mnie nieustannie, wystarczy chłodna noc w równie chłodnym pokoju i po przebudzeniu wysuszone gardło daje o sobie znać. Jednak nie czas na wymienianie swoich dolegliwości, bo to wszystko jest niczym w porównaniu z tym, co mnie ostatnio dopadło i przez trzy miesiące nie dawało normalnie funkcjonować. Fizyczne objawy zniknęły, ale nadal przyjmuję leki, aby zapobiec nawrotowi, co sprawia, że nadal czuję się chora, bo mam skutki uboczne. Nie na tyle uciążliwe, aby przerwać kuracje, ale mimo wszystko martwię się o swoją wątrobę i wrażliwe jelita. Mam wrażenie, że łykam truciznę, co daleko nie odbiega od prawdy, bo w kapsułkach kryje się niszczący chemioterapeutyk. Do tego biorę tabletki mające zniwelować mój pisk w uchu (teraz już w uszach), który zaistniał wraz z momentem, w którym pojawiłam się w nieodpowiednim miejscu i czasie, czyli wtedy, gdy ktoś rzucił przy mnie petardę, a było to aż cztery dni PRZED Sylwestrem. Wiedziałam, że u laryngologa pomyślą, iż tak fantastycznie bawiłam się na zabawie sylwestrowej. Badanie nie wykazało uszkodzeń, w moich uszach nic nie popękało, ale nienaturalny dźwięk pozostał, może z czasem się wyrówna, a może i z tym będę musiała nauczyć się żyć; w końcu przeszkadza mi tylko trochę przed zaśnięciem i w ciszy, na co dzień można o nim zwyczajnie nie pamiętać. Wolałabym jednak, aby przeszło mi po tych stu tabletkach. Nadal nie ma chętnych, którzy uratowaliby mnie przed ciężką przyszłością, a mi z bezradności i bezrobocia opadają ręce. Jak długo jeszcze do końca zimy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz