Nie potrafię zrozumieć, co dzieje się z moim
ciałem. Pojawiają się objawy odbiegające od normy, a jednak zarzucają mi wyolbrzymianie.
Racja, nie czują mojego fizycznego bólu, już nawet nie spodziewam się przejawów
empatii. Nie ma dnia, abym nie myślała o tym, że może już na zawsze pozostanę w
stanie gotowości, lekkiego napięcia, obaw przed nawrotem, który przekreśli
spokój. Krew, krew, tak umiera ostatni przejaw nadziei. Dzisiaj zobaczyłam krew
i nie mogłam przestać płakać. Ale to minęło, znów nie czuję strachu, nie czuję nic poza bólem czerwonych oczu. Chciałabym mieć święty spokój, prawdziwy,
nieudawany, choć wierzę tak bardzo w swoją obojętność, że śpię dobrze i spokojnie.
Od kiedy przystawiłam łóżko bliżej kaloryfera, aby nie drżeć z zimna przed
zaśnięciem, miewam codziennie ciekawe sny; to już miesiąc. Nie przejmuję, jest w tym prawda, a jednak obawiam się wszystkich momentów,
które mogą wtargnąć w moją rzeczywistość i zabrać mi resztki sił. Momentami
nawet zapominam, że brak pracy może doskwierać mi kolejny rok, a być może nigdy
nie znajdę stałej posady i stabilności, jeśli świat się nie zmieni. Żyję chwilami,
jednodniowymi wydarzeniami, które czekają na mnie w przyszłości i mówią, że
warto ciągnąć za sobą ten ciężki wózek śmieci. Wymazuję z myśli wszystkie
znajome osoby, aby nie płakać od wspomnień, z tęsknoty i przez dzielące odległości.
Mam wrażenie, że tak bardzo wzięłam sobie do serca zamykanie się na negatywne
bodźce, że uciekam również przed dobrymi doświadczeniami. Jestem otępiała, moje
myśli są banalne, ludzie nie mogą znieść mojego towarzystwa, bo nieustannie milczę.
Mimo wszystko jest we mnie spokój i to właśnie widzą inni, opanowanie,
niewzruszenie, ciszę, a tak naprawdę mnie nie widzą, bo już nie istnieję,
dla wielu rozpłynęłam się jak we mgle. Gdybym nie zachorowała w październiku byłabym
lepszym człowiekiem, a tak jestem tylko lepsza dla siebie. Postanowiłam zatroszczyć się o swoje ciało, choć może powinnam też bardziej o duszę. Przykro mi, że to jedyne życie, które posiadam, niestety, obecnie nie stać mnie na lepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz