Myślę o moim nasilającym się pisku w uszach i wiem,
że pewnego dnia od tego zwariuję, choć bardziej wariuję od myśli, że wszystko przez jedną petardę
rzuconą w biały dzień niemal pod nogi. Przykro mi, ale wiem, że nie sensu płakać
nad rozlanym mlekiem. Luksusowa cisza jest już nie dla mnie; muszę otaczać się
dźwiękami, aby nie słyszeć tych w uszach. Gdy leżę w łóżku i próbuję zasnąć,
modlę się, a sen przychodzi wystarczająco szybko. Chciałabym stanąć znów nad
brzegiem morza i wysłuchać szumu fal, ale obawiam się, że pośród nich znajdę
również mój prywatny dźwięk. Pójdę ponownie do laryngologa, muszę wykluczyć
inne przyczyny, choć przed petardą nie miałam szumów usznych, więc nie jestem
przekonana do wizyt u neurologa, ale chyba powinnam. Kiedyś zignorowałam swoje
chore zatoki, dzięki czemu mam z nimi problem do dziś. Wystarczy silne
dmuchnięcie wiatru w czoło, katar i tygodnie męczarni. I jeszcze te migające
czarne plamki przed oczami. Powinnam zmienić strefę klimatyczną; obecnie nie
stać mnie na nawilżacz powietrza, a w tym domu powietrze jest suche i chłodne.
Od ponad tygodnia boli mnie gardło; wirusy, a może bakterie, trzymają się mnie
uporczywie, choć regularnie wzmacniam swoją odporność. Nawet zaczęłam jeść codziennie
czosnek, kilka ząbków dla zdrowia – żaden wampir nie pokocha mnie i tej nocy.
Do tego napar z czystka, olejki eteryczne w powietrzu, witamina C w naturalnych
postaciach, miód, nalewka z dziewanny, imbir i wiele innych „przysmaków”. Próbuję
wspierać swoje ciało, ale ono nadal sprawia mi niepokojące niespodzianki, aż
sama nie wiem, do jakiego lekarza się udać, czy już panikować czy jeszcze nie,
co sprawia, że czuję się dobrze, a ciało zapomina np. o miesiączce. (to przez
ziarna ostropestu plamistego? stres? osłabiony organizm? zbyt dużo ćwiczeń?) Co
zaburza poziom hormonów, jeśli to one hamują wylew krwi.
Bo to chyba nie zapowiedź guza... Na
wizyty u ginekologa mnie teraz nie stać, to trochę niewykorzystane w pełni pieniądze,
bo i tak nie można wykonać na mnie wszystkich badań, a tylko prywatnie byli i w
razie poważnych problemów będą w stanie mi pomoc. Wiem, akurat poziom hormonów
bada się przez pobranie krwi. Ostatnio straciłam majątek (dla mnie, biednej, to
był spory wydatek) przez swoje błędy i zaniedbania. Nie wiem, czemu piszę o tym
tutaj; nie chciałam wspominać nigdy o swoich zdrowotnych problemach publicznie.
Choć może „przetrawienie” tego w ten sposób sprawi, że nie będzie zbierać mi
się na płacz, gdy przyjdzie mi opowiadać o pechu stojąc przed kimś twarzą w
twarz. Są jednak takie dolegliwości, o których zapominam i które nie robią na
mnie już wrażenia. Po dwóch latach przerwałam leczenie u dermatologa. Muszę
poszukać innego. Nie wiem, czy kiedykolwiek pozbędę się tego syfu z ciała,
który przy obniżonej odporności przywędrował do mnie dziesięć lat temu pod
postacią wirusa i dał wykwity na skórze. Za leczenie wzięłam się o wiele za
późno, więc tym trudniejsze jest pozbycie się tego, zwłaszcza, że leczenie
skutku nie leczy przyczyny. Normalnie, po pewnym czasie, znika samo, ale u mnie
przez 10 lat nie zniknęło. Jedynie po kilku zabiegach kilka zmian odeszło; może
2% z całości. O mój systemie immunologiczny, przepraszam, że tak bardzo osłabiłam
cię przez niezdrowe diety, ćwiczenia, stres i depresję, ale to nie do końca
moja wina, przecież na moje życie nie składają się tylko moje wybory, w końcu istnieję wśród ludzi i staję przed sytuacjami niestworzonymi przeze mnie, więc
wybacz zagubionemu dziecku, którym byłam i pozwól odbudować mi twą dawną siłę,
a jeśli nie może być jak dawniej, to niech przez jakiś czas nie będzie gorzej. Tak. Dorastamy i psujemy się. Jednak czym są moje dolegliwości w porównaniu
z problemami innych – niczym poważnym. Muszę zarobić trochę grosza (tylko gdzie
i jak?) i odwiedzić starych znajomych. Potem mogę umierać, jeśli taka będzie wola Nieba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz