Sezon weselny dobiegł końca, a mi pozostał tylko żal, że nic wyglądało tak, jakbym chciała. Jestem rozczarowana życiem, ach, to nie nowość, i oczywiście rozczarowana sobą, bo przecież powinnam być kimś innym w dniu ślubu swoich przyjaciółek, z którymi dorastałam niemal w piaskownicy. Zawsze będzie mnie boleć, że nie dorosłyśmy w tym samym czasie, że nie dorosłam do roli, której nie dostałam, a którą chciałam odegrać. Coraz trudniej odnaleźć mi się w rzeczywistości, w której przyszło mi oddychać, a przecież całe swoje życie oddycham tym zatrutym powietrzem, więc czemu teraz mi to uwiera, nie wiem. Obawiam się wizyty u kolejnego lekarza i nowych badań i tego, że wszystko będzie ciągnąć się kolejny miesiąc. Obawiam się że wyślą mnie na tragiczny staż i nie dam i będę cierpieć cztery miesiące i wszystko znowu się skomplikuje. Obawiam się, że narozrabiam i zranię ludzi i wszyscy znowu będziemy tragicznie zmęczeni, bo wielu błędnie interpretuje moje słowa. Tak bardzo was lubię, lecz chcieć czegoś więcej od kogoś takiego jak ja to bardzo nierozsądne. Jutro znowu wstanę niewyspana, a przecież osiem godzin snu powinno wystarczyć mojemu dwudziestosześcioletniemu ciału.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz