11.10.2016

903.

Wyobrażam sobie jak pijemy razem piwo, którego smaku szczerze nie lubię i którego nie powinnam pić, jest deszczowo, albo śnieżnie, co wolisz, stoimy i marzniemy, bo przyszło nam się włóczyć bez celu po jakimś obcym mieście, ale piękne widoki rekompensują nam wszystko, nawet jeśli to tylko ciemne zaułki strachy kamienic. A może powinniśmy udać się nad rzekę, tak, w takiej Korei Południowej jest dużo pięknych mostów, ale nie, niby jakim cudem mielibyśmy znaleźć się tak daleko od domu, w dodatku razem, to niemożliwe w żadnym z naszych żyć. Kiedy kończymy piwo, którego nie powinniśmy pić w miejscu publicznym, tłuczemy szklane butelki o ziemię i uciekamy jak najdalej, jakbyśmy ukradli milion, a przecież to tylko rozbite „niechcący” szkło. Możemy też pić z puszek. Puszki zgnieciemy i wrzucimy elegancko do kosza na śmieci. Łazimy, w te i z powrotem, nie wiedząc po co, na co i dlaczego, ale fajnie było wyrwać się na chwilę gdzieś dalej i zapomnieć o tym co boli. Choć nie do końca. Rozmawiamy. Wpadasz przy mnie w ponury nastrój. Zauważyłeś? Przy mnie jest bardziej nastrojowo, ale też bardziej przykro, nagle życie wydaje się nieustającym smutkiem i niczym więcej, zawsze wprawiam cię w taki nastrój, bo taka jestem, a jednak zawsze na koniec żegnamy się z uśmiechem. Chciałabym się zamknąć, ale przecież wiesz, że zawsze milczę, więc mówię jak bardzo już nie mogę, za to ty nie możesz mnie już słuchać. Zaczynamy się śmiać, bo tak robią ludzie zrozpaczeni, a ty próbujesz mnie uciszyć, bo przecież nie wypada, choć nie potrafisz zmazać uśmiechu ze swoich ust. Nagle dostajesz smsa. Kto spodziewałby się wiadomości o tak późnej porze. Wszystkie złe wiadomości przychodzą nocą, do mnie zawsze. Ale dla ciebie to jak wybawienie, jedna upragniona wiadomość, która zmienia wszystko. Wracamy do domu, każdy do swojego, choć odprowadzasz mnie pod same drzwi, abym nie zgubiła się po drodze, a przecież to śmieszne dbać o swojego „anioła stróża”. Padam i zasypiam niemal od razu. Dawno nie byłam tak zmęczona i tak spokojna, zaś ty nie będziesz mógł zmrużyć oczu aż do rana, tylko dwie godziny płytkiego snu, to wszystko, bo emocje będą kłębić się w twoim żołądku jak stado trzepoczących motyli. Musi się udać. I chyba udaje. Mijają długie miesiące, może lata, zależy ile czasu potrzebujesz, aby klęknąć na jedno kolano. Nie zapraszasz mnie na swój ślub, może zapomniałeś, a mi jest cholernie przykro jak nigdy jeszcze nie było w całym dotychczasowym życiu, bo przecież wydawało mi się, że znałam twoje wszystkie miłosne wzloty i upadki. Powinnam być śmiertelnie obrażona, ale nie potrafię. Chyba płaczę, tak dawno nie płakałam, ale płaczę ze wzruszenia. Tak, mam niesamowicie bujną wyobraźnię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz