17.03.2019

1026.

Za każdym razem, gdy tutaj piszę, ogarnia mnie poczucie porażki, bo choć bardzo chciałabym napisać o czymś miłym, okazuje się, że nie potrafię. Mam wrażenie, że cofnęłam się do czasów ponurych i odtwarzam wersję siebie z przeszłości. Nigdy nie przypuszczałam, że będę książkowym przykładem dziecka, które nie będzie potrafiło nigdy dorosnąć. Kiedyś z przejęciem słuchałam wykładu o tym, jak osoby nie otrzymawszy w młodości odpowiedniej pomocy, wyrastają na kogoś zagubionego. Bałam się czegoś, co i tak mnie czekało. Nigdy nie potrafiłam poprosić o pomoc kogokolwiek, może z przekonania, że nikt nie jest w stanie udzielić mi realnej pomocy, za którą musiałabym zapłacić realnymi pieniędzmi, których nie miałam, lub jeszcze większym bólem psychicznym, nie tylko moim, ale wszystkich tych, którzy uwierzyli w kogoś, kim nie jestem. Nie będę ukrywać, że męczę się sama ze sobą, właściwie od lat i oczywiście mam okresy dobre, takie, w który wierzę, że potrafię żyć tak, jakby nigdy nic się nie stało, ale zawsze to do mnie wraca. Niezależnie od tego, jak bardzo staram się wtłoczyć swój umysł pozytywne myślenie, mój mózg nie potrafi tego zaakceptować. Noszę w sobie ogromne poczucie winy, że nie potrafię być promieniem w ciemności, przykładem kogoś kto walczy mimo wszystko, bo wierzy, że to ma sens, nie potrafię zrozumieć, skąd ludzie biorą w sobie w siłę do pokonywania trudności. Przecież słyszy się historie osób, które wyszły na prostą i teraz mogą być przykładem wiary, odwagi i spokoju. Wstyd mi o tym pisać, ale to muszę, aby ktoś wiedział, nawet jeśli to tylko duchy w internecie, że znowu się rozpadam. Codziennie kilka łez cieknie po moim policzku, a niedzielą wpływają już wszystkie nagromadzone przez cały tydzień stresu. Co mnie stresuje? Oczywiście praca, myślenie o przyszłość i strach przed tym, że nie mam siły na zmianę swojego życia, a to jest to, czego potrzebuję najbardziej od lat. Oczywiście Bóg cały czas wysyła do mnie ludzi, którzy pilnują mnie, abym nie poległa ostatecznie, ale nadal to za mało, bo jestem tu sama, a wszyscy, którzy mnie otaczają swoim żywym istnieniem są obcy i odlegli. Choć tak naprawdę to ja jestem odległa i obca i jest coraz trudniej mi być tu i teraz, bo jestem gdzieś głęboko tam nieszczęśliwa i nie potrafię tego przyznać nawet przed sobą, bo boje się, że jak rozpadnę się na dobre, to już będzie koniec, więc muszę się trzymać chociaż tego kłamstwa wymalowanego w moim pogodnym uśmiechu. Ciągle towarzyszy mi uczucie, że przez ostatnie lata nic się nie zmieniło i wszystko, co robiłam nie przyniosło żadnego pozytywnego skutku. Rodzi się więc we mnie przekonanie, że nic się nie zmieni, bo problem, którym widocznie jestem ja sama (według innych również, co nie raz dali mi do zrozumienia, a nawet oznajmili wprost) nigdy nie zniknie. Chciałabym, aby moje serce przeszło przemianę, ale mój problem polega na tym, że chcę  aby wyrwano mi serce i wszczepiono nowe. Naprawdę trudno być ze sobą, kiedy podjęcie jakiejkolwiek decyzji wiąże się z ogromnym stresem. Myślę, że ten wpis nie wnosi nic konkretnego i nie jest tym, o czym chciałam naprawdę dzisiaj tutaj napisać, ale spoglądam ciągle na zegarek z myślą, że powinnam położyć się spać o przyzwoitej godzinie, bo jedną z przyczyn rozbicia i kiepskiego funkcjonowania, jest brak snu. A robię to często, zmuszam się do siedzenia do oporu, aż jestem wykończona tak bardzo, że już nie myślę o niczym męczącym, tylko zapadam w stan otępienie i marzę tylko o tym, aby położyć głowę na poduszce i zawinąć się w kołdrę i spać wiecznie. Dzisiaj płakałam bardzo długo, nawet jak chciałam przestać, nie potrafiłam. Cały dzień zastanawiałam się, jak rozwiązać swoje zmartwienia, a ostatecznie doszłam do wniosku, że jestem brzydka i mam przygnębiające myśli i nie dziwię się, że mnie nie lubią. Jestem sama sobie winna. Na koniec dnia rozdrapałam pół twarzy i to błędne koło, bo moja cera pogarsza się od stresu, a żeby zlikwidować stres, rozdrapuję twarz. Wszystko to brzmi bardzo przykro i żałośnie, ale pamiętajcie, mam tylko piętnaście lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz