Pomyślałam kiedyś, że nie napiszę już o tym ani słowa. Teraz ogarnia mnie ogromna bezsilność, gdy pomyślę, że mogę nigdy nie pozbyć się tego wszystkiego z głowy. Ale to nieprawda; ludzie żyją z tyloma trudnymi historiami w sobie i dają radę, więc czemu ja usilnie próbuję zrozumieć coś, co wcale nie musi być zrozumiane. Mogę zostać bez odpowiedzi, mogę przestać wymyślać te wszystkie głupie teorie i pogodzić się z tym, że każdy ma wybór i Twój wybór to po prostu zerwanie ze mną kontaktu. Tak, mam ochotę napisać, że mnie to wcale nie dziwi, że ludzi nienormalnych omija się łukiem i że wiedziałam, wiedziałam to mając lat kilkanaście, że na pewnym etapie życia ludzie zaczną mnie opuszczać. Ale to nie do końca prawda, bo mam przy sobie osoby, z którymi nie mam takiego problemu. Widzę kogoś po pół roku, a i tak mam pewność, że czas nas nie rozdzielił. Wiem to, bo te osoby chcą się ze mną spotkać i wiem, że im nawet miło, gdy siedzą w moim towarzystwie. Czemu więc to wrażenie już mi nie towarzyszy, gdy pomyślę o Tobie? Nie wiem i mój problem polega na tym, że chciałabym to zrozumieć. Wiem, zmieniłeś się, chyba dobrze odczytałam to we wszystkich Twoich wiadomościach z ostatnich lat, sam nie raz pisałeś, że nie jest już jak kiedyś. Więc kiedy przestałam być dobrym duchem przeszłości, a stałam się koszmarem? Nie piszę jednak tego z wyrzutem. Chciałabym zrozumieć, gdzie popełniłam błąd. A co jeśli nie popełniłam żadnego błędu? A co jeśli nie potrafię czuć się winna? Co jeśli uważam, że zasługuję na coś lepszego w życiu niż czekanie? Niestety prawda jest smutniejsza. To ja jestem stroną, która aby ruszyć na przód potrzebuje zamknąć przeszłość. I naprawdę chciałam, żebyś mi w tym pomógł. Chciałabym, żebyśmy rozstali się w zgodzie i bez żadnych oczekiwań, a potem zapomnę. Chciałam Cię przeprosić za wszystkie moje wiadomości, na które nigdy nie odpowiedziałeś, bo jak rozumiem, stawiały Cię one w niekomfortowej sytuacji i narzucały zbyt trudne oczekiwania. Ale musisz wiedzieć, że większość moich słów, choć zawsze przemyślanych, wypływała i tak z nieuporządkowanej duszy. Ludzie tacy jak ja nigdy nie będą szczęśliwy i rozumiem, że nie miło jest mieć kontakt z kimś takim... wiecznie zagubionym. Nie jestem więc zła. Po prostu chciałabym, żeby prawda była inna. I jeśli naprawdę mamy się już nigdy nie spotkać, to przecież przeżyję. (Nie licząc tego, że i tak wszyscy umrzemy.) Ostatecznie jestem silniejsza niż mi się wydaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz