Kiedy myślę o tym roku, uderza mnie to, że nie zamieściłam tutaj żadnego pozytywnego wpisu, a nawet jeśli taki się pojawił, nie pamiętam. Nie pamiętam już jak to jest, gdy było dobrze. Choć to nie do końca prawda. Mam zamiar zebrać w sobie resztki pozytywnej energii i pod koniec roku zamieścić tutaj wpis z wszystkimi wydarzeniami z mijającego roku, które były dobre. Ale zanim to nastąpi pozwólcie mi dalej płakać, nad stanem swojej cery, nad nigdy niekończącym się cyklem rozdrapywania twarzy. Może mój weekend wyglądałby lepiej, gdybym nie zrozumiała, że obiecane spotkanie to kłamstwo. Choć może nie kłamstwo, ale prawda, że nigdy nie będę już na tyle ważna, aby poświęcić mi chociaż dzień. Ale staram się zrozumienie stawiać ponad swoje uczucia. Myślę o tym, że jeśli jesteś teraz szczęśliwszy niż rok temu, jeśli czujesz, że życie nabiera sensu, jeśli mimo zmęczenia wiesz, że to dobre życie, jeśli kładziesz się spać z nadzieją, to nie jest mi przykro. Właściwi im gorszą mam twarz, tym bardziej jest mi to obojętne, więc może ten dramat twarzy to jednocześnie moja ochrona. Ale w sobotę mój najmłodszy brat miał wypadek samochodowy. Schylił się by zmienić płytę i wjechał w rów uderzając w znak drogowy. Nikomu nic się nie stało, ale zostaliśmy bez samochodu, co przez chwilę stało się problemem tak wielkim, że moje ciężko zarobione pieniądze, mogę wręcz powiedzieć, często łzami, których nie byłam w stanie pożyczyć w całości, sprawiły, że stałam się najgorszym człowiekiem pod słońcem. Zaświadczyć może tylko Katarzyna N. jak źle zniosłam całą sytuację. Jestem w szoku, że od tak silnego płaczu nie rozbolała mnie głowa. Może dlatego że ssanie oleju naprawdę pomogło moim zatokom. Bez bólu minął miesiąc, a może nawet więcej czasu. Prawie całą sobotę siedziałam przed lustrem, próbując co jakiś czas oderwać się różnymi zajęciami. Co gorsza, w końcu wujek zawiesił duże lustro na ścianie, które osobiście przywiozłam ze sklepu. Czasem patrzę na zegarek, gdzie dopiero jest - przykładowo - druga po południu i myślę sobie, że nie wytrzymam do momentu zaśnięcia, że chcę już iść spać, chcę, żeby to się skończyło, ta walka ze sobą. Bycie w domu mnie niszczy, nie bycie również, bo jak nie w domu to jestem w pracy. Mogłabym znaleźć tysiąc zajęć, które zajęłyby myśli i palce, odciągnęły od złych luster, ale jestem sama, ja i tylko ja. Nie potrafię wygrać ze sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz